28 listopada 2016

Zygzaczki i szlaczki


wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 80
format: 29x20 cm
rok wydania: 2016
dostępna: tutaj

Mam w domu trzylatkę, która coraz częściej interesuje się różnego rodzaju książeczkami z zadaniami. Początkowo szał był na naklejki, potem coraz częściej mała sięgała po kolorowanki. Teraz stawia pierwsze kroki w ciut innych zabawach. Pewnie niektórzy powiedzą, ze to późno. Nie raz widziałam w księgarniach książki ze szlaczkami dla dwulatków. Zresztą moja starsza córka również znacznie wcześniej bawiła się w ten sposób. Ale ja nigdy na nią nie naciskałam. Nie namawiałam. Nie miała ochoty, to nie. Wiedziałam, że kiedyś przyjdzie czas, że sama o nie poprosi. I chyba właśnie się tego doczekałam.

Dziś zatem pokażę Wam jedną z tych książek, które trafiły do naszego domu właśnie z myślą o tym moim małym szkrabie. Wewnątrz bowiem znajdują się różnego rodzaju prace, które służą do ćwiczenia małych rączek dziecka. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy, gdy sięgnęłam po tę pozycję to fakt, że ma ona w zasadzie dwie przednie okładki! Z jednej strony jest ona bardzo kolorowa i wesoła, jest na niej tytuł itp informacje, a gdy uniesiemy ją do góry zobaczymy pierwsze zadania. Druga, jest zielona, ale tutaj także znajduje się tytuł itp. I gdy otworzymy z tej strony zeszyt - również zobaczymy pierwsze zadania. Okazuje się, że książeczkę tą można zacząć z obu stron i za każdym razem ciągnie się ona do połowy. W samym środku tej publikacji znajduje się bardzo gruba i sztywna tektura, a za nią są kolejne zadanie, ale te rozwiązujemy już sięgając po książeczkę z drugiej strony.

Zastanawiałam się czemu ma służyć taki układ. Przecież równie dobrze można by wszystkie zadania umieścić kolejno z jednej strony, a teksturę dać na sam koniec. Ale książka ta jest otwierana jak blok, czyli do góry. A ponieważ jest w niej dużo zadań, to i stron jest dużo. Zatem istnieje spore prawdopodobieństwo, że otwierając książeczkę gdzieś przy końcu, strony zaczęłyby same się odwijać i zamykać książkę. To na pewno nie byłoby wygodne. Gdy kartek jest mniej, raczej nie będą się one tak zachowywać. Jednym słowem wydawnictwo miało naprawdę dobry pomysł. Taki prosty trik, a jak wiele zmienił. Niby nic, a jednaj zabawa z tą książeczką jest znacznie łatwiejsza i przyjemniejsza. Fajnie :)

Ale wróćmy do treści tej lektury. Gdy zerkniemy do wnętrza tej publikacji zauważymy, że są one bardzo różne. Są tu dość proste labirynty, duże grafiki z elementami wymagającymi od dziecka rysowanie po śladzie, duże szlaczki lub na przykład lustrzane odbicia. Zadania te nie są bardzo trudne. Moja trzylatka przy odrobinie chęci i cierpliwości świetnie sobie z nimi poradziła. Jednak, gdy już skończą nam się te prostsze zadania wkraczamy na nowy etap. I wydaje mi się, że z tym dziecko będzie miało znacznie więcej kłopotu. Bo po dużych szlaczkach znajdują się mniejsze, a potem jeszcze mniejsze. I w tych dwóch ostatnich po śladzie rysuje się jedynie pierwszy wzór, dalej trzeba już zrobić to samodzielnie. Ale nie tylko to może sprawić trudność naszemu maluchowi. Są tu jeszcze na przykład takie zadania, w których dziecko musi samo wypełnić jakąś przestrzeń szlaczkami. Dowolnymi szlaczkami. Myślicie, że to łatwe? Bo mam wrażenie, że nie za bardzo...

Na pewno podoba mi się to, że są tu bardzo różnorodne zadania. Że grafiki są ciekawe i pomysłowe. To, że maluch, który zdecyduje się wypełnić tą książeczkę po brzegi będzie miał okazję poćwiczyć rączkę. Ale nie umiem Wam powiedzieć do jakich dzieci jest ona skierowana. W jakim wieku brzdące będą w stanie sobie poradzić ze wszystkimi poleceniami. Moja trzylatka na pewno chętnie wykonała część z nich, ale nie jestem pewna, czy będzie chętna do rysowania malutkich szlaczków zajmujących całą stronę A4. Starszak pewnie chętniej się za to zabierze, ale te prostsze zadania mogą być dla niego nudne i tyle. A może wszystko zależy od dziecka? Alicja dużo chętniej bawiła się w taki sposób. I chyba nie patrzyłaby czy ma tego dużo czy mało, czy jest trudne czy łatwe. Ona po prostu lubiła takie wyzwania. 

Ogólnie książeczka mi się bardzo podoba. Zresztą nie tylko mnie, bo Natalka też chętnie spędza przy niej czas. Szkoda tylko, że te zadania są tak strasznie przemieszane. Wolałabym, żeby cała książka była dla mojego dziecka dostępna, a nie żebyśmy musiały co chwilkę coś mijać. To nie podoba mi się zupełnie. Wiem, że moja córka dorośnie do pozostałych zadań, ale teraz mamy ją wypełnioną w połowie i musimy czekać, aż nabierze ona tyle wprawy by móc ją dokończyć. Do tego czasu będzie w naszym domu tyle innych książeczek z takimi zadaniami, że pewnie o tej zostawionej kiedyś dawno zapomnimy... A szkoda. Bo przecież można ją było wypełnić od razu całą. Dlatego też polecam ją, ale tylko dla tych dzieciaczków, które pierwsze spotkanie ze szlaczkami mają już za sobą. Dla tych dzieci, których rączki są już dość dobrze wyrobione i spokojnie pokonają one całą stronę z drobnymi szlaczkami. Młodsze dzieci z pewnością nie zrobią tu wszystkiego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)