26 sierpnia 2016

Podróż dookoła świata. Północ–południe. Wschód–zachód


NIKOLA KUCHARSKA

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 28
format: 23,5x32,5 cm
rok wydania: 2016
cena: 31,90 zł

Podróż dookoła świata? Któż by nie chciał przeżyć czegoś takiego? Ja bardzo bym chciała, ale ponieważ mam na to naprawdę nikłe szanse pozostaje mi jedynie zadowolić się oglądaniem świata w telewizji lub książkach (co zresztą robię bardzo chętnie) :) Dzieciaki pewnie nie mają jeszcze tak ambitnych marzeń jakimi są wielkie podróże po świecie. Ale myślę, że po zapoznaniu się z książką, którą dzisiaj Wam zaprezentuje od razu zmienią zdanie i zechcą odwiedzić każde z pokazanych tutaj miejsc na ziemi ;)

Świat jest niesamowity, wszystko co znajduje się poza polską, może nawet poza naszym miastem jest dla dzieciaków z pewnością fascynujące. Dzięki tej książce odkryją calutki świat, poznają różne kraje, ważne miejsca, zwierzęta, rośliny, ludzi... A wszystko to w naprawdę nietypowy, ciekawy, zabawny sposób. Nie ma tutaj czasu na nudę, to będzie zdecydowanie nauka poprzez zabawę :)

Książka ta nie jest zwyczajną książką. Jest inna niż wszystkie. Na pierwszy rzut oka wygląda dosyć zwyczajnie, na drugi rzut oka zresztą też ;) Ale kiedy dojdzie się do tego w jaki sposób można ją oglądać to możemy naprawdę się zdziwić. Po pierwsze jest na dwustronna co już samo w sobie jest inne i fajne. Po drugie można ją oglądać na dwa sposoby czyli tak jak zwyczajne książki przekładając kartki lub trochę inaczej czyli rozwijając wszystkie kartki i tworząc dzięki temu dłuuuugi pas papieru na którym znajduje się mapa ;)

Tak, kartki tej książki są połączone, a właściwie to jest po prosty jedna długa kartka. Złożona jest w harmonijkę i dzięki temu kiedy nie ma możliwości, aby rozłożyć ją w całości możemy po prostu zwyczajnie oglądać ją strona po stronie. Jednak po rozwinięciu ma ona ponad 3 metry długości! Potrzeba dużego pomieszczenia, aby na spokojnie oglądnąć całość ;)

Wspominałam, że jest ona dwustronna. Tak to prawda. Podzielona jest na dwa kierunki czyli na północ-południe oraz wschód-zachód. Kiedy zaczynamy oglądanie od przodu książki, rozwijamy harmonijkę i mapę oglądamy od góry do dołu czyli pionowo, przemieszczając się z północy na południe. Tutaj w podróży towarzyszyć będziemy rodzinie prawdziwych globtroterów czyli rodzince Białych. Anna, Arek i mały Marcel oraz ich papuga Walter. Zabiorą nas oni ze sobą na wycieczkę życia...

Jeśli natomiast zaczniemy oglądanie książki od tyłu czyli od tylnej okładki to po rozwinięciu harmonijki zwiedzimy świat od zachodu do wschodu. Tym razem oglądać mapę będziemy poziomo. Tutaj w podróży towarzyszyć będzie nam inna rodzina czyli Zielińscy. Oni są typowymi turystami więc znacznie różnią się od poprzedniej rodzinki, o której wspominałam. Mama Ewa marzy o wygrzewaniu się na plaży, tata Marek o surfowaniu, córka Mania chce zobaczyć Disneyland, syn Karol to prawdziwy nicpoń, któremu w głowie tylko żarty i wygłupy. I tylko dziadek Ernest zna się naprawdę na świecie i opowiada wiele ciekawych rzeczy. Omal zapomniałabym o psie o wdzięcznym imieniu Larwa ;)

Piszę i piszę, a nadal nie wiecie jeszcze wszystkiego. Mapy znajdujące się wewnątrz tej książki nie są żadnymi szczegółowymi mapami gdzie podane są wszystkie kraje i miasta. Tutaj mamy ogólny zarys kontynentów i mnóstwo rzeczy znajdujących się na nim. Nie ma zaznaczonych granic więc panuje tutaj naprawdę prawdziwy rozgardiasz. Jest mnóstwo różnych budowli, pełno ludzi, masa zwierząt i roślin oraz pełno napisów. I choć jest tutaj niezły bałagan i nie wiadomo na czym zawiesić oko, co oglądać i czytać najpierw to mimo tego książka ta jest naprawdę fantastyczna. 

To wszystko co przed momentem napisałam to zdecydowanie jej zaleta i o to własnie tutaj chodzi. Aby było wszystkiego dużo, aby dziecko miało szansę poznawać to wszystko przez długi czas, aby przy każdym otwarciu książki było zaskoczone jakimś nowym odkryciem, jakąś nową ciekawostką, poznanym faktem, miejscem, budowlą... Tutaj nie ma czasu na nudę, tutaj zawsze, za każdym razem będziemy mieli co robić :) Tym bardziej, że oprócz zwiedzania razem z dwoma rodzinkami, o których wspominałam młodzi czytelnicy będą jeszcze musieli wytężyć wzrok. Na początku każdej z przygód czyli zarówno tej północno-południowej jak i wschodnio-zachodniej jest mapka, a na niej ogromna ilość poleceń. Dzieci będą miały za zadanie odszukać w książce przeróżne rzeczy, ludzi, budowle, zwierzęta... Po prostu niekończąca się zabawa :)

Przyznam Wam, że zarówno ja jak i mój starszak po raz pierwszy spotkaliśmy się z taką książką. Coś niesamowitego! Pomysłowa, ciekawa, edukacyjna, zabawna - to tylko kilka przymiotników, które na myśl o tej książce od razu przychodzą mi do głowy. Wykonanie jej także jest na wysokim poziomie. Sztywna okładka, duży i jednocześnie dosyć poręczny format, kartki wystarczająco mocne, aby nie podarły nam się od razu po kilku rozwinięciach. No i ilustracje wewnątrz - naprawdę świetne. Znajduje się na nich bardzo dużo różnych szczegółów. Często bardzo zabawnych szczegółów. My z synkiem wiele razy trafiliśmy przypadkiem na coś co po prostu powaliło nas ze śmiechu. Na przykład podobizny Brada Pitta i Angeliny Jolie wraz z gromadką dzieci - naprawdę się ich tutaj nie spodziewałam ;) Na koniec napiszę tylko, że ja jestem zachwycona, mój starszak jest zachwycony i pewnie gdybym tylko pozwoliła młodszemu pobawić się tą książką on także byłby zachwycony ;) Polecam!


25 sierpnia 2016

Weneckie lato


NICKY PELLEGRINO

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 424
format: 13x20 cm
rok wydania: 2016
cena: 34 zł

Lubię książki opisujące inne kraje, dzięki którym choć odrobinę mogę poznać życie, które się tam toczy. Oczami wyobraźni mogę zobaczyć te wszystkie miejsca, o których czytam. Wyobrazić sobie ludzi, potrawy, smaki, które są tam opisane. I nie koniecznie musi to być przewodnik, który mi to wszystko zapewni. Okazuje się, że powieść także potrafi dać człowiekowi właśnie takie doznania :) Kiedy chwytałam po tę książkę miałam cichą nadzieję, że dowiem się czegoś o Wenecji i właśnie tak się stało. Ale jako wielka fanka romansów miałam też nadzieję na jakąś wenecką miłość i tutaj odrobinę się zawiodłam. Ale nie samymi romansami człowiek żyje więc w żadnym wypadku nie narzekam ;)

Addolorata mieszka w Wielkiej Brytanii, ma męża, córkę, restaurację i na pozór wiedzie szczęśliwe życie, jednak to co wygląda tak pięknie wcale takim nie jest. Z mężem kompletnie nie potrafią się dogadać, są sfrustrowani, denerwują się wzajemnie. Córka ma 12 lat i z nią także nie specjalnie idzie się dogadać, zresztą ona od zawsze wolała tatę niż mamę i z wiekiem staje się to coraz bardziej widoczne. Restauracja tak naprawdę nigdy nie było do końca jej ponieważ odziedziczyła ją po ojcu, który odszedł na emeryturę. Jednak interes zaczyna podupadać, a szalę przeważa znany krytyk kulinarny, który nie pozostawia na niej suchej nitki. Wszystkie te niepowodzenia sprawiają, że Addolorata za namową siostry wyjeżdża sama na tygodniowe wakacje w Wenecji. Kobieta ma zamiar odkryć tam co naprawdę daje jej szczęście i dążyć do tego, aby być szczęśliwą. Okazuje się, że zrobienie takiej listy wcale nie jest łatwe i zdecydowanie potrzeba na to więcej czasu niż siedem dni. Kiedy dowiaduje się, że mąż chce się z nią rozstać, a córka woli spędzić czas z babcią niż przyjechać do mamy do Wenecji, postanawia pozostać w tym pięknym kraju na całe lato. Poznaje ciekawych i fascynujących ludzi, odkrywa potęgę tanga, zakochuje się w tym pięknym miejscu, w odgłosach, smakach, zapachach... Czy poradzi sobie z powrotem do domu, do szarej i ciężkiej rzeczywistości? 

Jak widzicie nie jest to romans, jest to raczej książka opisująca rozterki i problemy dojrzałej kobiety, której życie zaczyna walić się na głowę. Jest to opowieść o tym jak zmiana otoczenia, jak magia i piękno Wenecji sprawiają, że wszystko odchodzi na drugi plan, jak kraj ten i nowo poznani ludzie potrafią zawładnąć życiem załamanej kobiety, jak dzięki temu wszystkiemu odkrywa ona to czego pragnie i to w jaki sposób może to zdobyć... Jest to bardzo ciekawa opowieść o życiu, po prostu o codziennym życiu tylko akcja toczy się w Wenecji - pięknym włoskim mieście. Przeczytamy tutaj bardzo wiele opisów. Są opisy zarówno samej Wenecji jak i tego co główna bohaterka widzi, czuje, myśli, są także opisy ludzi, ulic, restauracji, barów, potraw. Jest też sporo włoskich nazw. Dzięki temu wszystkiemu mamy okazję poczuć się jakbyśmy naprawdę tam byli i razem z naszą książkową bohaterką zwiedzali i oglądali te wszystkie miejsca. Choć powiem Wam, że momentami odrobinę mnie to nużyło. To nie tak, że autorka ma nudny styl pisania czy coś w tym rodzaju. Chodzi raczej o to, że czasami brakowało mi jakieś akcji, czegoś co stanowiłoby przerywnik, jakiś dłuższych dialogów. Jako "romansoholiczka" widziałabym tutaj także chętnie jakiś miłosny wątek. Co prawda coś tam niby było, ale to raczej taki epizocik niż wątek ;) Ale każdy lubi coś innego, ja po prostu lubię historie miłosne, a ta książka akurat to takich nie należy. Jednak nie znaczy to wcale, że mi się nie podobała. Przeczytałam ją całą i nikt mnie do tego zmuszać nie musiał ;) Zainteresowało mnie to jak poradzi sobie główna bohaterka z tym wszystkim co napotkała na swojej drodze i przeczytałam o tym z zainteresowaniem. Z chęcią czytałam także o Wenecji, mam wrażenie jakbym odrobinę poznała to miasto. I choć nigdy nie marzyłam, aby je odwiedzić to teraz myślę, że chciałabym je zobaczyć i poczuć ten klimat o jakim miałam okazję czytać w tej książce :)


24 sierpnia 2016

Dzikie widoki. Poznawaj krajobrazy świata, koloruj, szukaj ukrytych zwierząt


ANDRZEJ WIETESZKA

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 64
format: 21x30 cm
rok wydania: 2016
cena: 13,90 zł

Ja to jednak jestem nienormalna wiecie ;) ? Stwierdzam to po moich dziwnych zachowaniach, upodobaniach, uzależnieniach... Jestem uzależniona od książek. Po prostu nie mogę się powstrzymać, ciągle muszę brać nowe, choć półki uginają się pod ich ciężarem, choć miejsca już praktycznie zupełnie brak to ja wariatka nadal nabywam nowe. No ale jak tu się powstrzymać kiedy w nowościach na stronach różnych wydawnictw ciągle różne perełki się pojawiają? No jak? 

Podobnie ma się sprawa z kolorowankami dla dorosłych. Przecież czasu mi zupełnie brak na takie odrestaurowujące kolorowanie. Nie mam kiedy usiąść na spokojnie, chwycić po kredki i pokolorować... Jednak nie powstrzymuje mnie to wcale przed nabywaniem kolejnych kolorowanek... Moja kolekcja się rozrasta. Kiedy już znajdę na nie czas (może na emeryturze) to będę miała już naprawdę niezły zapas ;)

Powiem Wam, że kolorować lubiłam zawsze. Może i nie wychodziło mi to zbyt idealnie, zawsze powstawały zwykłe nudnie pokolorowane obrazki. Ale i tak lubiłam to robić, od maleńkości często można mnie było zobaczyć z kredkami w ręce. Potem na wiele, wiele lat kolorowanki zniknęły z mojego życia. Za to teraz kiedy kolorowanki dla dorosłych podbiły rynek wydawniczy nie mogłabym przejść obok nich obojętnie ;)

Tym razem w oko wpadła mi kolejna nowość wydawnictwa Nasza Księgarnia. Moje oczy przyciągnął ten zagmatwany widoczek na okładce. Pomyślałam sobie, że taki rozgardiasz może być fajny do kolorowania. A tutaj oprócz kolorowania jest jeszcze trochę innych rzeczy. Na przykład poznawanie zwierząt żyjących w różnych środowiskach i odszukiwanie elementów, które nie pasują do danego obrazka. Taka zabawa dla dorosłych. Choć z drugiej strony dla dzieciaków także jak najbardziej polecam. W końcu wiedzy o różnych miejscach na świecie i ich zwierzęcych mieszkańcach nigdy nie za wiele ;)

W środku znajdziemy 30 ilustracji, a na nich krajobrazy przedstawiające różne miejsca na świecie (plus jedno spoza świata). Arizona, Arktyka, Australia, dżungla Azji południowo-wschodniej, Fiordy, Galapagos, Hawaje, Himalaje, Islandia, Japonia, Jura Krakowsko-Częstochowska, Kapadocja, Klify Normandii, okolice kominów hydrotermalnych, las bambusowy, las deszczowy, Mongolia, Niagara, Park Narodowy Sekwoi, Park Narodowy Yellowstone, Polinezja, Puszcza Białowieska, Sahara, Sawanna, Tatry, Toskania, Tundra, Wielka Rafa Koralowa, Wielki Kanion Kolorado, Zatoka Halong. Plus Mania czyli pies autora, który lubi bujać w obłokach. Tym razem zwiedza kosmos w poszukiwaniu gwiezdnej kości ;)

Wymieniłam Wam wszystkie miejsca, które znajdują się na ilustracjach w tej książce. Na każdej z nich jest taki misz masz, każda jest nieco zakręcona więc czasami rozszyfrowanie na jaki kolor coś pokolorować może zająć nam trochę czasu. Na każdym z obrazków jest takie typowy dla danego miejsca krajobraz i jakieś zwierzaki. Dodatkowo zawsze jest jakiś element, który nie pasuje. 

Na przykład Potwór z Loch Ness na wodospadzie Niagara, Święty Mikołaj na Sawannie albo kosmita w Tatrach ;) Na odwrocie każdej kartki znajduje się odpowiedź czyli wypisane są wszystkie zamieszczone na obrazku zwierzęta oraz podany jest element, który nie pasuje. Warto jednak najpierw samemu pogłówkować zanim spojrzy się na odpowiedzi ;) 

Całość jak zwykle w przypadku kolorowanek wydanych przez wydawnictwo Nasza Księgarnia prezentuje się naprawdę ciekawie i porządnie. Ilustracje są takie inne, bardziej zakręcone, pełne, nieco zagmatwane, dużo się na nich dzieje, dużo jest pokazane, ale to własnie jest w nich fajne. Przy kolorowaniu trzeba trochę pomyśleć, aby rozszyfrować co jest co i na jaki kolor dany fragment pokolorować :) To może być też fajna zabawa dla dzieciaków. Najpierw odszukiwanie zwierząt i elementu, który nie pasuje, a potem odszyfrowywanie co jest co, na dobieranie odpowiednich kolorów i kolorowanie. Przy okazji dzieciaki mogą zerkać gdzieś w sieci jak dane zwierzę czy roślina wygląda, aby wiedzieć jak je pokolorować więc z pewnością dowiedzą się na ich temat jakiś informacji :)

Tutaj zarówno okładka jak i strony są oczywiście miękkie, ale to wcale nie znaczy, że są cienkie. Wręcz przeciwnie. Zawsze piszę to w przypadku kolorowanek z tego wydawnictwa, ale taka jest właśnie prawda i za każdym razem muszę to pochwalić ponieważ jakość papieru jest naprawdę porządna, a na końcu zawsze zamieszczona jest sztywna tektura dzięki czemu kolorowankę tą można kolorować nawet choćby i na kolanie ;) Strony są przeznaczone do wyrywania i można to zrobić bardzo łatwo, jednym delikatnym pociągnięciem. I choć z jednej strony jest to duży plus to jednak z drugiej strony nieco mnie to denerwuje. Tak jak wspominałam kolorowanki te narazie kolekcjonuje i chowam na później, a niestety często podczas skanowania tych kilku stron, aby zamieścić je tutaj w recenzji już mi się książka rozchodzi. Nie zawsze, ale często własnie tak się dzieje. Ale nie jest to jakiś wielki problem dla mnie, bo w niczym to nie ujmuje jej zalet ;) Dlatego polecam jak najbardziej!


23 sierpnia 2016

Pucio uczy się mówić


Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych

MARTA GALEWSKA- KUSTRA

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 40
format: 20,5x25 cm
rok wydania: 2016
cena: 27,90 zł

Mój młodszy synek ma 16 miesięcy i jesteśmy właśnie na etapie mówienia jakiś krótkich sylabowych odgłosów. Jestem strasznie ciekawa jak u niego będzie wyglądała nauka mówienia. Jego starszy brat miał naprawdę ciężką mowę, przyrośnięte wędzidełko skutecznie przeszkodziło mu w poprawnym mówieniu, a ja niestety za późno zorientowałam się co jest nie tak :( W skutek czego do teraz uczęszcza do logopedy i nadal nie mówi wyraźnie, tak jak powinien w wieku 8 lat...

Młodszy wędzidełko nieco dłuższe niż starszy, ale także nie jest tak jak być powinno więc skierowanie do laryngologa mamy, trzeba będzie zrobić z tym porządek jak najszybciej, aby potem nie wyszło jak u Nikodema... Dominik jest teraz na etapie powtarzania, papugowania. Choć niestety nie jeśli chodzi o mowę. Mówi tylko mama, baba, papa, am am i to by było na tyle. Na przykład tata nie mówi wcale. Ja już mam czarne wizje, że to przez to wędzidełko... Ale do nauki mowy ma jeszcze trochę czasu więc zobaczymy...


Ale jak zwykle popisałam, popisałam, a jeszcze słowa na temat tej książki Wam nie opowiedziałam ;) Pucio to sympatyczny mały chłopczyk. Poznamy także jego rodzinkę czyli mamę, tatę, starszą siostrę Misię i młodszego brata Bobo, babcię, dziadka, kota i psa. W książce znajdziemy 18 różnych scenek z życia tej rodzinki.

Nie opiszę Wam wszystkiego dokładnie, ale choć odrobinę postaram się Wam to przybliżyć. Jest scenka w pokoju gdzie mama, Misia i Pucio tworzą jakieś plastyczne prace, Bobo śpi, tata puka do drzwi. Jest też scenka w kuchni gdzie Pucio próbuje sięgnąć do gorącego garnka. Jest też taka gdzie całą rodzina siedzi przy stole i je. Kot stłukł wazon, Bobo bardzo płacze, Pucio odbiera telefon, Pucio idzie na spacer po mieście, całą rodzinką wybrali się na wyprawę do lasu gdzie zaczyna padać deszcz. 

Potem odwiedzają babcię i dziadka na wsi, bawią się w jeziorze, wyruszają znowu do lasu, Pucio wraz z dziadkiem jeżdżą na rowerze, potem chłopczyk siedzi na koniku, całą rodzinką urządzają ognisko. A potem pociągiem wraz z mamą, tatą, rodzeństwem i psem wracają do domku.


Każda scenka opisana jest w kilku prostych zdaniach takich jak np te: "Ojej, pada deszcz! KAP, KAP. Mama rozkłada parasol. Jest zimno. Pucio się trzęsie. BRR. Misia kicha: A PSIK! Tata mówi: - Wracamy do domu." albo te: "Jaka piękna łąka! Pucio jedzie na rowerze. Na łące jest żaba: KUM, KUM. W trawie kica zając: KIC, KIC. Krowa głośno muczy: MU! Kto lata nad łąką?"  lub takie "A co tu się dzieje? Koziołek goni psa i meczy: ME! Pies ucieka i głośno szczeka na koziołka: HAU! HAU! Pucio i Misia  smieją się: CHA, CHA!

Tekst zajmuje tylko niewielki kawałeczek kartki reszta to duża ilustracja, a na niej właśnie to o czym mamy okazję przeczytać. Dodatkowo znajduje się na niej wiele dymków, a w nich różne dźwiękonaśladowcze słowa takie jak KLE KLE, MIAU, BAM BAM, PA PA, CMOK, BZZ, PLUM, BUL BUL, TIK TAK, BACH, KO KO i masa innych. Na końcu dla ułatwienia jest spis tych dźwiękonaśladowczych wyrażeń, a obok każdego z nich znajduje się odpowiedni obrazek. 

Moim zdaniem to naprawdę wspaniała książka, pełna króciutkich i ciekawych opowiastek. Młodsze dzieci, nawet takie maluchy jak mój synek mogą pouczyć się niektórych sylabowych, łatwych wyrażeń przeglądając przy tym z zainteresowaniem książkę, oglądając ilustracje. Nieco starsze dzieci mogą powtarzać wszystkie te dźwiękonaśladowcze wyrazy, przy okazji posłuchać opisów i poopowiadać własnymi słowami to co widzą na ilustracjach. Najstarsze dzieciaki oprócz tego wszystkiego mogą też na przykład same przeczytać teksty. 

Jak widzicie jest to książka zarówno dla maluszków, przedszkolaków i starszaków. Wspaniała pomoc przy nauce mówienia, przy ćwiczeniach gdy dzieci mają jakieś trudności z mową, ale będzie ona idealna również dla dzieci, które żadnych problemów z mową nie mają. Czyta się ją szybko, a mimo to zabawy jest przy niej mnóstwo :) Na samym jej początku znajduje się opis o czym jest ta książeczka, jak najlepiej jej używać aby wspierać rozwój mowy dziecka, czego unikać podczas zabawy z tą książką i na co szczególnie zwracać uwagę przy tym. Czyli pomocny i przydatny przewodnik od autorki.

Skoro wiecie już jaki świetny i ciekawy jest jej tekst to teraz czas na jej wygląd. Zarówno okładka jak i kartki są tutaj sztywne. Nie takie zupełnie twarde jak kawał drewna, ale takie fajne, elastyczne. Niby twarde, a jednak da się je nieco wyginać, choć, aby je wygiąć czy złamać trzeba by było jednak użyć trochę siły... Także jest fajna, jest mocna i wytrzymała, jest bardzo poręczna ponieważ ma fajny format. No i oczywiście ilustracje. Moim zdaniem wspaniałe, zabawne, ładne, przyciągające wzrok. Choć kolory tutaj nie bija po oczach i są dosyć stonowane to jednak pasują wręcz idealnie. Sposób zapisania tekstów, tych sylab, dźwiękonaśladowczych wyrazów także bardzo mi się podoba. Są widoczne i dobrze czytelne. Całość jak najbardziej zasługuje na uwagę więc polecam z ręką na sercu :) 


22 sierpnia 2016

Garfield


Hipnotyzer / Myszołap / Lazanie atakują / Poznaję podwodmy świat

wydawnictwo: Siedmioróg
ilość stron: 80 / 24 / 24 / 16
format: 21,5x23 cm
rok wydania: 2010
cena: 15,99 zł / 5,59 zł / 5,59 zł / 7,99 zł

Pewnie niewielu jest ludzi, którzy nie kojarzyli by Garfielda. Ten rudy, przemądrzały i leniwy kocur podbija serca zarówno młodszych jak i starszych czytelników już od 1978 roku. Wtedy przygody Garfielda były drukowane w gazetach w formie komiksów, Dziesięć lat później powstał serial animowany z rudym kocurem w roli głównej. Potem powstały także filmy telewizyjne oraz kinowe. Chyba na sam koniec pojawiły się też książki opisujące jego przygody.

Mój Nikodem nie jest wyjątkiem  w tym temacie, on także uwielbia Garfielda. Kojarzy go z filmów, kojarzy z bajek, a on niedawna w naszym domu mamy także komplet kilku książek z tym kocurkiem w roli głównej :) Nie jest to żadna seria, każda z nich jest nieco inna, każda opisuje inną przygodę. Jedna jest w sztywnej okładce, dwie w miękkiej, a jedna to taki fajny dodatek z różnymi zadaniami do rozwiązywania, ale o tym za moment.

Dla tych, którzy jakimś cudem nie kojarzą Garfielda powiem kim on jest. Jest to rudy, otyły, leniwy, samolubny i sarkastyczny kot, który uwielbia spanie i jedzenie (szczególnie lazanii). Nie cierpi natomiast Odiego (psa, którego przygarnął Jon). Jon to jego właściciel, zwykły, nudny gość, który nie do końca potrafi okiełznać swojego kota... Razem przeżywają przeróżne przygody. W książkach, które dzisiaj Wam prezentuje opisane są trzy z nich (plus jedna zadaniówka). Nie opiszę Wam wszystkich dokładnie, bo miejsca w recenzji by zabrakło :P Ale ogólny zarys wygląda tak:

"Hipnotyzer" to opowieść o tym jak to Jon nie mógł za nic zasnąć. Dopadła go taka straszna bezsenność, że zupełnie nic nie pomagało. Robienie na drutach, ziołowe herbatki, kąpiel w gorącej wodzie, ciepłe mleko, liczenie baranków, nawet przeczytanie calutkiej książki telefonicznej nic nie dało. W końcu przez przypadek trafił na reklamę w telewizji gdzie doktor Lunatykiewicz obiecywał pomoc w zaśnięciu... Jon nie czekając zbyt długo wybrał się po pomoc... Pomoc otrzymał, ale wynikło potem z tego masa dziwnych nie do końca bezpiecznych sytuacji...

Kolejna książka opisująca przygody Garfielda nosi tytuł "Myszołap". W domu Jona znalazło się mnóstwo myszy. Jednak Garfield był z nimi zaprzyjaźniony więc wcale nie zamierzał ich gonić, a tym bardziej zjadać. Zresztą był na to zdecydowanie za leniwy. Jednak kiedy Jon dowiedział się o ogromie myszy, które zamieszkują jego dom od razu stwierdził, że albo Garfield się ich pozbędzie, albo on wzywa prawdziwych Myszołapów...

"Lazanie atakują" opowiada pewną naprawdę szaloną historię. Garfield właśnie skończył 9 lat. Jon zamiast zwykłego tortu postanowił zrobić swojemu kotu to co on uwielbia najbardziej czyli lazanie. Dokładnie 9 pysznych lazanii. Jednak coś mu się pomyliło, zrobił ich tylko 8. Garfield nie był zadowolony z pomyłki więc Jon poleciał na miasto w poszukiwaniu restauracji z pyszną lazanią. W tym samym czasie w kosmosie działo się coś dziwnego. Na inwazję świata szykowały się żywe lazanie! Oczywiście nie mogły trafić gorzej niż do domu Garfielda...

Na koniec pozostawiłam książkę z zadaniami czyli "Poznaję podwodny świat z Garfieldem". A w niej znajdziemy około 20 różnych "podwodnych" zadań. Wykreślanki, numerowanie zdarzeń, zapisywanie kodowanego hasła, kolorowanie, łączenie kropek, liczenie, komiks, trochę ciekawostek i sporo naklejek do naklejania w zadaniach...

Tak jak wspominałam książki te nieco różnią się od siebie. Na przykład pierwsza ma twardą okładkę i aż 80 stron, a jej strony są śliskie. Druga i trzecia mają miękkie okładki i tylko po 24 strony. Natomiast kartki są takie na pół matowe. Ostatnia z nich jest już zupełnie inna. Większy format, stron zaledwie 16 no i wewnątrz niej zadania i sporo naklejek.

Dzisiaj taka nieco nietypowa recenzja ponieważ połączyłam tu taki misz masz. Jednak pomyślałam sobie, że Garfield to Garfield i dla zainteresowanych przygodami tego rudego kocura będzie nawet lepiej jeśli będą mogli przeczytać o tych książkach w jednym miejscu :) Powiem Wam, że mój starszak jest bardzo zadowolony. Czytamy te książeczki wspólnie i wielokrotnie uśmiechy na buziach naszych się pojawiały. Może nie są to jakieś opwieści z ważnym morałem, ani też uczące nasze dzieciaki czegoś nowego, ważnego, mądrego, ale mimo to można fajnie spędzić przy niej czas :) 


21 sierpnia 2016

W cieniu


DIANE CHAMBERLAIN

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 400
format: 13x20 cm
rok wydania: 2016
cena: 36 zł

Z twórczością Diane Chamberline spotkałam się jakiś czas temu i nie ukrywam, że z miejsca zakochałam się w jej powieściach. Te , które przeczytałam poprzednio tak bardzo mnie zachwyciły, że polecam je wszystkim dookoła i oczywiście nie umiałam się z nimi rozstać. Wciąż stoją na mojej półce i cieszą oko. Mam wrażenie, że jeszcze kiedyś do nich wrócę. A nawet jeśli nie, to przecież mam w domu dwie dziewczynki, które prędzej czy później staną się dorosłe i jeśli ich miłość do literatury nie zmaleje - z pewnością po nie chwycą. To przepiękne historie pełne niesamowitych wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Bardzo mi się podobały. Jeśli jesteście ich ciekawe - zerknijcie tutaj: "Chcę Cię usłyszeć", "Dar morza". Ja dziś skupię się na jej najnowszej powieści pt. "W cieniu", którą miałam okazję przeczytać. Jest równie piękna...

Tym razem poznamy Joelle. Kobietę, która pierwsze 10 lat swojego życia spędziła w komunie. Swego czasu tak nazywano miejsca, gdzie mieszkali ze sobą nie spokrewnieni ze sobą ludzie, którzy w ten sposób tworzyli pewnego rodzaju rodzinę. Wspólnie podejmowali decyzje, razem jadali, wychowywali dzieci itp. W komunie wszyscy żyli w zgodzie. Dzieli się wszystkim (nawet partnerami - tam nie było zdrad, sypianie z kim popadnie było czymś zupełnie naturalnym) itp. Życie w komunie było zupełnie inne i to właśnie tam przyszło dorastać Joelle. Dopiero po pewnym czasie dziewczyna wraz z rodzicami przeniosła się zupełnie gdzie indziej. Gdy zaczynamy czytać tę powieść Joelle jest już dorosłą kobietą. Pracuje w ośrodku społecznym wspierającym kobiety, które nie mogą mieć dzieci lub w jakiś sposób utraciły swoje maleństwa. Taka praca nie jest łatwa, szczególnie dla kobiety, która marzy o własnym dziecku, ale dziewczyna nie narzeka. Kocha to co robi i czuje się szczęśliwa. Niestety Joelle nie może mieć własnych dzieci. Od lat starała się zajść w ciążę i mimo wielu prób, badań, leczenia - nic z tego nie wyszło. To właśnie jej niepłodność w dużej mierze przyczyniła się do rozpadu jej małżeństwa. Teraz dziewczyna jest sama i skupia się głownie na pracy. Choć nie tylko. Joelle jest również częstym gościem w domu opieki gdzie przebywała jej najlepsza przyjaciółka. Marze przy narodzinach jej pierwszego dziecka pękł tętniak w głowie co spowodowało nieodwracalne zmiany w jej życiu. Kobieta stała się wręcz roślinką. Poruszała jedynie jedną ręką i głową, nie była w stanie nic zrobić wokół siebie ani nic powiedzieć. Na jej twarzy widniał jedynie wielki uśmiech. Nic poza tym. Jej mąż Liam przejął obowiązki dotyczące wychowania ich małego synka. To on z niewielką pomocą teściowej zapewnił mu wszystko czego potrzebował. Zastępował mu i ojca i matkę. A także stawał na głowie, by jego kochana żona wyzdrowiała. Niestety Mara już na zawsze musi zostać w ośrodku. Lekarze nie dają żadnych nadziei, że jej stan kiedykolwiek ulegnie poprawie. Musiałby stać się cud, żeby kobieta znów była normalna. Liam bardzo przeżył wypadek żony. Joelle zresztą jako jej jedyna przyjaciółka także. Teraz tych dwoje bliskich sobie osób wspiera się nawzajem i regularnie odwiedza Mary w ośrodku. I pewnie życie wciąż toczyłoby się tym samym torem, gdyby nie fakt, że Joelle i Liam z dnia na dzień stawali się sobie coraz bliżsi i bliżsi. Aż pewnego dnia popełnili błąd, który już na zawsze wszystko zmieni. Tych dwoje młodych ludzi poniosły emocje i... spędzili razem noc. A po kilku tygodniach okazało się, że Joelle jest w ciąży. 

Ta sytuacja z pewnością nie była łatwa. Przed wszystkim oboje mieli ogromne wyrzuty sumienia, że do tego doszło. W końcu Liam wciąż jest mężem Mary. Wciąż bardzo ją kocha, a to co się stało to po prostu zdrada. Mężczyzna nie może sobie wybaczyć tej chwili słabości i z dnia na dzień staje się znacznie bardziej chłodny dla starej przyjaciółki. A Joelle? Kobieta także nie czuje się dobrze z tym, że spędziła noc z mężem swojej najlepszej przyjaciółki. Z drugiej jednak strony z czasem zakochała się w Liamie i ich wspólną noc wspomina z bijącym mocniej sercem. A do tego jeszcze ta ciąża. Joelle była przekonana, że nigdy w życiu nie dowie się co to znaczy być matką. Nigdy nie uda jej się poczuć pod sercem nowego życia. A tymczasem spotkała ją taka cudowna niespodzianka! Czy można to zignorować? Zapomnieć? Pozwolić by wyrzuty sumienia wzięły górę? Jej sytuacja na pewno nie jest łatwa. Zawsze przecież można dokonać aborcji, ale czy dziewczyna zdobędzie się na taki krok? O tym oczywiście dowiecie się już z książki. I nie tylko o tym, bo wkrótce wszystko stanie się jeszcze bardziej skomplikowane. Wśród bohaterów tej powieści pojawi się jeszcze Carlynn Shire, która jest znachorką. Swego czasu niejednokrotnie dokonywała ona cudów, sprawiała, że wielu ludzi zdrowiało w dziwny i niewyjaśniony dla medycyny sposób. Jak jej obecność wpłynie na życie naszych bohaterów? Co wydarzy się dalej? Jak potoczą się losy Joelle, Liama, Mary i ich dzieci? Oj, jestem pewna, że teraz rozbudziłam w Was ciekawość. I bardzo dobrze, bo tą powieść warto przeczytać. Jest świetna!

Przede wszystkim jak zwykle autorka opisuje nam bardzo skomplikowaną i jednocześnie przepiękną historię pełną miłości, dobroci i oddania. Jej książki są tak naszprycowane pozytywną energią i wieloma zróżnicowanymi emocjami, że aż trudno w to uwierzyć. Czytając jej książki stale się uśmiecham lub wzruszam. I choć staram się niekiedy ukrywać to co czuję i tak wszystkie te emocje widać na mojej twarzy. Diane Chamberlain opowiada nam historie piękne i niezwykle skomplikowane. Snuje opowieści, które choć są strasznie zawiłe -  czytamy z zapartym tchem i choćbyśmy starali się wcześniej zgadnąć, jak się one zakończą - nigdy nie wpadniemy na właściwy trop. Podoba mi się to, że autorka przez ten cały czas trzyma czytelnika w napięciu. Że bardzo powili odkrywa wszystkie karty sprawiając, że po prostu nie potrafimy oderwać się od lektury. Podoba mi się bardzo także to, że choć akcja toczy się tutaj bardzo wolno, nie ma w tej powieści czasu na nudę. Autorka potrafi snuć każą historię w ciekawy sposób. Wtrąca równego rodzaju opisy, które z pewnością nie są dla nas czymś uciążliwym czy nudnym. Kreuje bohaterów w taki sposób, że nie sposób jest ich nie lubić. Opisuje wszystkie wydarzenia w taki sposób, że wręcz widzimy je wszystkie oczyma wyobraźni. Naprawdę dla mnie to mistrzostwo. Jestem pod ogromnym wrażeniem i choć już z pewnością to pisałam - napiszę raz jeszcze. Odkąd chwyciłam pierwszą książkę tej autorki - stałam się jej wielką fanką i z całą pewnością to się nigdy nie zmieni. Uwielbiam jej styl pisania, uwielbiam ten element zaskoczenia na końcu jej powieści, którego za nic w świecie bym się nie spodziewała. I uwielbiam opowiadane przez nie historie z wyraźnym i podnoszącym na duchu happy endem. 

Dinae Chamberline podjęła trudny temat. Nie wiem jak ja postąpiłabym na miejscu bohaterów z jej powieści. Jak pogodzić własne uczucia i pragnienia z poczuciem winy i lojalnością wobec najlepszej przyjaciółki i żony? Sytuacja bohaterów nie jest z pewnością łatwa, ale tak to właśnie w powieściach tej autorki jest, że wplątuje ona swoje postacie w dość skomplikowane relacje, by potem pomalutku, krok za krokiem wszystko rozplątać. A żeby tego dokonać trzeba niekiedy cofnąć się w czasie, sięgnąć pamięcią do czasów sprzed kilku, kilkunastu, a nawet niekiedy kilkudziesięciu lat! Jednak choć wszystko to wydaje się być bardzo skomplikowane, to podczas czytania okazuje się, że bez kłopotu poruszamy się po tych wszystkich wydarzeniach i z łatwością zapamiętujemy każdy najdrobniejszy detal zarówno z tych zamierzchłych jak i współczesnych wydarzeń. Diane Chamberlain ma niezwykły talent w snuciu tego typu opowiadań. Jej historie są piękne i cudownie się je czyta. Ja za każdym razem jestem pochłonięta bez reszty i mam ogromny problem by oderwać się od lektury choć na chwileczkę. Najchętniej połknęłabym te książki jednym tchem. Szkoda tylko, że poza czytaniem mam jeszcze mnóstwo innych obowiązków... Tak więc nie przedłużając - polecam Wam gorąco tę powieść. Według mnie jest rewelacyjna i warto po nią sięgnąć! Jestem tego pewna :)

20 sierpnia 2016

Niewiarygodne przygody Marka Piegusa


EDMUND NIZIURSKI

wydawnictwo: Greg
ilość stron: 184
format: 17,5x25 cm
rok wydania: 2016
cena: 13,99 zł

Edmund Niziurski to autor powieści z mojego dzieciństwa. Wstyd się przyznać, ale kompletnie zapomniałam o jego książkach, choć swego czasu trudno mnie było od nich oderwać. Dopiero gdy w ofercie wydawnictwa Greg trafiłam na tak dobrze mi znane tytuły - wiedziałam, że nasza biblioteczka znów się powiększy. Nie ma mowy, by nie znalazły się w niej moje ulubione książki z dawnych lat. Jestem pewna, że Alicja także chętnie do nich zajrzy. To tylko kwestia czasu.

I  tak w moje ręce trafiła pierwsza książka, którą wspominam z wielkim sentymentem. "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa", czyli historia chłopca, którego stale prześladuje ogromny pech. Czasami aż trudno uwierzyć, że coś takiego może komukolwiek się przytrafić. Tymczasem Marek takie sytuacje zna z życia codziennego i co więcej, zazwyczaj nie przytrafiają mu się one pojedynczo, sporadycznie. Jego pech prześladuje w zasadzie cały czas, a te wszystkie wydarzenia dzieją się jedno po drugim, jakby nagle została uruchomiona jakaś dźwignia, która wprawia w ruch wielką machinę niszcząc wszystko po drodze. Oj, nie chciałabym być na jego miejscu...

I tak sięgając po tę lekturę przeczytamy o tym jak to nasz główny bohater choć bardzo chciał - nie mógł odrobić zadanej do domu pracy. Tego dnia po prostu wszystko się przeciw niemu obróciło. Stale dzwonił dzwonek do drzwi, a w jego progu stawały osoby, które nie dawały mu nawet chwili spokoju. Chłopiec musiał stawić czoła pladze pcheł oraz nadopiekuńczej cioci. To była naprawdę bardzo zwariowany dzień. A najbardziej ucierpiała na tym praca domowa Marka. Kolejną niewiarygodną przygodą chłopca był dzień, w którym Marek został dyżurnym. Tak się składa, że tego dnia jego wychowawczyni miała imieniny. Nasz bohater robił wszystko, by ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Dwoił się i troił, by wszystko wypadło idealnie. Z jakim skutkiem? No cóż... pech to pech...

Ostatnia przygoda tego nieszczęśliwego młodego człowieka jest najdłuższa. A zaczyna się od wagarów! Marek raczej nie jest jednym z tych uczniów, którzy lekceważą szkołę. Ale niekiedy można zrobić mały wyjątek prawda? Tak więc Marek tym razem postanowił urwać się z lekcji. Ale żeby jego mama nie zorientowała się, że coś jest nie tak, nie wracał od razu do domu, tylko spędził trochę czasu przy skwerze Worcella. Niestety jego pech bardzo szybko go dopadł i zaczęły się dziać niesamowite rzeczy.

Najpierw na ławce obok niego usiadł zupełnie nie znajomy  chłopiec, który najwyraźniej komuś uciekał. Potem, gdy nasz bohater wracał do domu, przez cały czas śledził go jakiś podejrzany typek. Gdy Marek dotarł na miejsce okazało się, że plecak, który dźwigał wcale do niego nie należał. Pomyłka zaszła najwyraźniej jeszcze przy skwerku, ale tego chłopiec nie mógł być do końca pewien. A co było dalej? Włamanie i... zniknięcie naszego bohatera! A to dopiero początek tej niezwykłej historii... Jesteście ciekawi jak się skończy? Koniecznie sięgnijcie po tę lekturę :)

Historie opisywane przez Edmunda Niziurskiego są rewelacyjne. Jako nastolatka czytałam te wszystkie powieści z zapartym tchem i szalenie podobały mi się wszystkie jego książki. Każde z tych opowiadań jest ciekawe i jednocześnie bardzo zabawne. Zatem podczas lektury trudno oderwać od tekstu i jednocześnie możecie być pewni, że przez ten cały czas uśmiech nie będzie schodził Wam z ust. Uwielbiam te wszystkie przygody pełne dziwnych sytuacji, zabawnych postaci i odrobiny dreszczyku. To takie mini kryminały, połączone z komedią dla nastolatków. Jak dla mnie super. Naprawdę!

Na koniec dodam jeszcze, że książka ta jest bardzo ładnie wydana. Spodziewałam się raczej niewielkiej lektury w miękkiej oprawie. Tymczasem ta tutaj jest sporo większa od zeszytu, ma twardą śliską oprawę i jest dość gruba. Wewnątrz papier przypomina kredowy. Jest gruby i śliski. A ilustracje Agaty Krzyżanowskiej dopełniają dzieła. Bardzo podobają mi się obrazki wykonane w ten sposób. Proste, kolorowe, ciekawe i zabawne. Tak więc całość prezentuje się doskonale. Ja jestem zachwycona!

"Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" to lektura (na moje oko) dla dzieciaków w wieku 10-12 lat. Wydaje mi się, że moja Ale jest na nią jeszcze ciut za mała, choć nie ukrywam, że bardzo chciałabym, by już się za nią zabrała. Ta historia jest zabawna i bardzo wciągająca. Przygoda tego niezwykle pechowego chłopca sprawia, że czytając buzia sama nam się uśmiecha i nie sposób nie polubić tych wszystkich jego zwariowanych przygód. Dla mnie tylko mogłaby być wewnatrz ciut większa czcionka. Ta jest tak drobniutka, że początkujący czytelnik może zrazić się do tej książki gdy tylko zerknie do wewnątrz. Jestem jednak przekonana, że gdy tylko zacznie czytać - nie będzie chciał jej oddać. Mnie się bardzo podoba. Polecam!

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)