28 września 2016

Historia Polski do kolorowania / Zamki w Polsce do kolorowania


KRZYSZTOF WIŚNIEWSKI

wydawnictwo: Olesiejuk
ilość stron: 48
format: 28,5x40 cm
rok wydania: 2016
cena: 12,99 zł / 12,99 zł

Nigdy nie byłam zbyt wielką fanką historii. W szkole na lekcjach okropnie nudziły mnie te wszystkie daty, a uczenie się ich na pamięć doprowadzało mnie do rozpaczy. Ale z wiekiem zaczęło się to zmieniać. Wiadomo, co to takiego dzieciaka małego obchodzi jakaś bitwa, która odbyła się setki lat temu? W jakim celu trzeba wykuwać na pamięć daty, które tydzień później i tak wylecą dziecku z głowy? 

Powiem Wam jednak, że z czasem kiedy stawałam się coraz starsza (możliwe, ze wtedy kiedy skończyłam szkołę i nie musiałam przyswajać już na pamięć całej tej obszernej historycznej wiedzy) coraz bardziej interesowałam się historią Polski. Nadal nie przepadam za odległymi czasami pełnymi królów i bitew, grodów, zamków, dworów, rycerzy... Ale już na przykład czasy wojenne ogromnie mnie interesują. Wszystko to jednak dotyczyło Polski, kraju w którym żyjemy, naszej ojczyzny. Więc sądzę, że warto zapoznać dzieciaki nawet z tymi zupełnie odległymi czasami, z legendami i dziejami naszego kraju :) 

I tutaj z pomocą przybywa nam wydawnictwo Olesiejuk ze swoimi wielkimi kolorowankami. Jakiś czas temu pokazywałam Wam inną książkę z tej serii. Wtedy była to "Polska" - mogliśmy poczytać tam o województwach, miastach, zabytkach, strojach ludowych itp. Tym razem mam dla Was dwie kolejne części czyli "Historia Polski" oraz "Zamki w Polsce".

Jak łatwo się domyślić obie te książki, a właściwie kolorowanki są typowo historyczne. W pierwszej z nich znajdziemy opisy oraz obrazki dotyczące zarówno bardzo odległych czasów sięgających początków naszego kraju, jak i nieco bliższych czasów opisujących wojny, Rzeczpospolitą czy sławnych polskich noblistów. Zresztą dokładniej Wam to przedstawię, bo może akurat ktoś się treścią tej książki zainteresuje i zechciałby wiedzieć co w niej jest :)

Mamy tutaj takie rozdziały : Piastowie - pierwszy władcy, Rozbicie dzielnicowe i odbudowa państwa, Dynastia Jagiellonów, Królowie elekcyjni, Sto lat wojen, Koniec świetności Rzeczypospolitej, Koniec królestwa, Legiony - Księstwo Warszawskie, Królestwo Kongresowe, Powstanie listopadowe, Wielka Emigracja, Powstanie styczniowe, Po powstaniach, Do wolnej Polski, Druga Rzeczpospolita, II wojna światowa, Polskie Państwo Podziemne, Państwo "ludowe", Powstaje opozycja, Nowa Reczpospolita, Polscy nobliści, Granice Polski się zmieniały, Najważniejszy pałac, Władcy, których poznaliście.

Druga kolorowanka opisuje nam różne zamki w Polsce. Mamy ich w naszym kraju bardzo wiele, bo podobno aż ponad 400. Myślę, że to imponująca liczba :) Niestety w książce nie zmieściły się one wszystkie więc dzieciaki poznają ich tylko 22. Ale sądzę, że to i tak sporo, tym bardziej, że są wśród nich te najbardziej znane, może i najważniejsze (przynajmniej w teraźniejszych czasach).

Oczywiście i tutaj spis treści Wam przybliżę, abyście dokładnie wiedzieli czego się spodziewać. Wspólnie z tą książką odwiedzimy: Wawel, Zamek olsztyński, Książ, Bolków, Zamek w Niedzicy, Zamek w Kórniku, Ogrodzieniec, Zamek w Golubiu, Zamek w Piaskowej Skale, Zamek w Malborku, Zamek w Łańcucie, Gniew, Zamek w Będzinie, Zamek w Łagowie, Zamek w Ciechanowie, Zamek w Czersku, Zamek w Tucznie, Zamek w Oporowie, Reszel, Zamek w Łęczycy, Zamek Czocha, Zamek Królewski w Warszawie.

Wiecie już co się znajduje wewnątrz tych książek, ale nie wiecie jak to dokładnie wygląda. Na każdej ze stron jest krótki opis danego tematu czy też zamku, do tego są oczywiście różne ilustracje. To nie tak, że na jednej stronie jest jeden obrazek i koniec. Tutaj jest taki miszmasz, tych obrazków jest dużo, są tak pomieszane, do każdego zamieszczony jest także dodatkowy opis. Niektóre ich części są już wypełnione kolorami, większość jednak musi pokolorować dziecko. W przypadku tych dwóch książek większość tych ilustracji to oczywiście różni żołnierze, rycerze, władcy, królowe, zamki itp. Jest to taka książka dla dzieci lubiących kolorować, bo kolorowania naprawdę jest tutaj dużo. Ale oprócz zwykłej kolorowanki mamy tutaj połączenie zabawy z nauką. Wiadomo, że takie połączenia są najlepsze :) Do tego ten format! Jest spory więc wszystko jest dobrze widoczne i obrazki oraz tekst nie są miniaturowe. I mimo tego, że wszystko na stronach jest tutaj tak pomieszane to i tak da się zrozumieć o co chodzi :) 



27 września 2016

Jakie to szczęście, że cię znalazłem


GUIDO VAN GENECHTEN

wydawnictwo: Adamada
ilość stron: 32
format: 29x28 cm
rok wydania: 2016
cena: 37,90 zł

Są takie książki, które od razu, na pierwszy rzut oka nam się podobają. Wystarczy zerknąć i już wiemy, że ta będzie fajna. Ja tak miałam z tym oto opowiadaniem. Przeglądając ofertę wydawnictwa Adamada podobały mi się chyba wszystkie, ale ta jedna wyjątkowo przykuła moją uwagę. Sama nie wiem dlaczego. Po prostu czułam, że jest dla nas stworzona. Dlatego bardzo, ale to bardzo się cieszę, że trafiła ona do nas i miałam okazję przekonać się czy i tym razem przeczucie mnie nie zawiodło. Czy rzeczywiście jest tak fajna jak mi się wydawało? Już Wam piszę.

Bohaterem tego króciutkiego opowiadania jest Kicek. Młody i bardzo rozbrykany zajączek, który codziennie spędzał dokładnie tak samo dzień. O świcie siadał i wpatrywał się w dal, a potem... kicał to tu to tam. Nie wiedział nawet sam dlaczego, co go do tego skłaniało. Po prostu czuł, że musi to robić, stale musi się ruszać i  brykać. Zazwyczaj podążał za swoim noskiem. To on prowadził go w te wszystkie niezwykłe miejsca, wskazywał drogę do jego ulubionych przysmaków. gdy tylko Kicek zgłodniał.

A gdy już wreszcie jego brzuszek był pełniutki zajączek odpoczywał pod jodłą, by po drzemce móc znów wrócić do swojego kicania. I tak ten słodki szarak spędzał cały dzień. Aż pewnego razu... nosek naszego Kicka nie zaprowadził go do grządki z pysznymi słodkimi marchewkami, lecz do miejsca, gdzie spotkał kogoś bardzo interesującego :) Ale ciii... I tak za dużo już Wam zdradziłam... ;)

To bardzo króciutkie opowiadanie jest naprawdę przesłodkie. To taka malutka historyjka o miłości dwóch uroczych zwierzaczków. Wiem, że szaleję teraz z tymi zdrobnieniami, ale myśląc o tej książce czuję, że wszystko w niej jest takie słodziutkie, puszyste, przyjemnie, cieplutkie itp. Może dlatego, że autor wybrał sobie na swoich głównych bohaterów takie urocze zwierzaczki. A może dlatego, że to opowiadanie jest takie... romantyczne? Sama nie wiem. Podoba mi się jednak to, że całość utrzymana jest w takim ciepłym, przyjemnym nastroju. Że wszystko jest tu takie spokojne i błogie... Że tak cudownie czyta się tę historyjkę, a po skończeniu cieplej się robi w serduszku.

Podoba mi się także szata graficzna tej lektury. Jest tu cała masa ślicznych ilustracji tego samego pana, który stworzył tę całą historię. Fajne jest to, że grafika ta jest na calutkich stronach. Nie jest tak, że obrazek jest umieszczony na kawałku strony a dalej jest tekst, tylko tutaj w zasadzie 100% całej lektury to ilustracje. A tekstu jest bardzo niewiele. Na pewno dla początkującego czytelnika to nie jest dobra wiadomość. Dziecko, które dopiero rozpoczyna przygodę z literaturą potrzebuje książeczki z dużą i czytelną czcionką. Tutaj niestety czytelna ona jest, ale grafika może nieco rozpraszać uwagę malucha. Ale jak dla takiego brzdąca jak moja Natalka, która jedynie siedzi mi na kolanach i przysłuchuje się takiej historii, duże ilustracje są w sam raz. Moje dziecko kocha takie właśnie publikacje i najczęściej właśnie po takie sięgamy.

Istotna jest tu także wielkość tejże książki. Bo tak naprawdę zawsze mam kłopot, czy taki duży gabaryt zaliczyć do zalet czy wad danej publikacji. Z jednej strony to jest fajne. U mnie na przykład zarówno młodsza jak i starsza uwielbiają takie wielkie książki. Natalka ma kilka swoich ulubionych książeczek i zdecydowana większość jest właśnie taka ogromna. Z drugiej jednak strony złości mnie, że nie mam gdzie ich trzymać. Zazwyczaj regały i półeczki są zdecydowanie płytsze. Dlatego wciąż mam ten dylemat. Ale sama gdy tylko widzę takie duże lektury dla moich dziewczyn uśmiecham się od ucha do ucha. No nie oszukujmy się, fajne są! Dokładnie taka sama książka w mniejszym wydaniu nie robi na nas już takiego wrażenia. A jak cudownie z taką wielgachną książeczką wygląda taki mały smyk. Zawsze mi się to podobało... :)

Ogólnie jestem zachwycona. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się ta lektura. Zarówno z wyglądu jak i treści. Historia jak już wcześniej wspomniałam jest naprawdę śliczna, a ilustracje cudowne. Trzeba przyznać, że wydawnictwo Adamada bardzo się stara, by ich książki wyglądały doskonale. Są solidnie wykonane z dbałością o każdy najdrobniejszy szczegół. I choćbym nie wiem jak bardzo się starła - nie znajdę w nich żadnych minusów. Ja jestem zakochana i naprawdę ani odrobinkę nie przesadzam. Podoba mi się, nawet bardzo! Zatem z czystym sumieniem ją Wam polecam :)

26 września 2016

Szczęście w nieszczęściu


IZABELLA FRĄCZYK

wydawnictwo: Prószyński i  S-ka
ilość stron: 432
format: 12,5x19,5 cm
rok wydania: 2016
cena: 42 zł

Ostatnio stale sięgałam po takie bardziej  życiowe książki. No wiecie, gdy wątek miłosny był raczej tylko miłym urozmaiceniem i dodatkiem do całości, ale główny wątek był znacznie inny. Uwielbiam oczywiście te wszystkie powieści z tajemnicami rodzinnymi, dociekaniem prawdy i takie tam. Ale to nie znaczy, że nie lubię czasem po rozczulać się nad bohaterami jacy są cudowni, jaka miłość potrafi być piękna i romantyczna, i tego typu rzeczy. Postanowiłam zatem zrobić sobie małą odmianę i przypomnieć jak to jest. Odrobinę romantyzmu jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził, a mnie jakoś tak naszło na tego typu historie. To chyba ta jesienna aura tak na mnie działa. Oby tylko mi tak nie zostało, bo to trochę niebezpieczne ;)

Tak więc jak już pewnie się domyślacie - polecę Wam książkę o miłości. "Szczęście w nieszczęściu" to opowieść o dziewczynie, której pewnego dnia cały świat stanął do góry nogami. Najpierw śmierć jej ukochanej babci, następnie utrata pracy i mieszkania, a na koniec informacja, że jej szczęśliwy jakby się wydawało związek to fikcja, a mężczyzna, z którym była związana to oszust! Po prostu wszystko nagle przestało się układać. Tak jakby przebiegło jej przez drogę milion czarnych kotów, albo stłukłaby co najmniej tuzin luster. Po prostu wszystko było inaczej. Cały świat zdawał się być przeciwko niej. Na szczęście Klara nie należała do tych co szybko się poddają. Potrafiła szybko się otrząsnąć i myśleć racjonalnie. Na pewno byłoby jej znacznie trudniej, gdyby byłą sama. Ale miała ona przy sobie jeszcze fantastyczną przyjaciółkę, na którą zawsze mogła liczyć. Zośka potrafiła z każdej sytuacji znaleźć rozwiązanie, byłą na każde kiwnięcie palcem. Często brała spraw w swoje ręce i nie oglądała się za siebie. To ona nakłoniła przyjaciółkę na długi wypoczynek na kompletnym odludziu, nakłoniła do przeprowadzki, a nawet załatwiła jej firmę sprzątającą, by owa przeprowadzka obyła się łatwo i przyjemnie. Zośka zawsze pamiętała o wszystkim, była w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze i nigdy, ale to nigdy nie zawiodła. Przyznam szczerze, że taka przyjaźń to prawdziwy skarb, tylko pozazdrościć! Ale nie o niej jest ta książka, choć odział Zośki i jej męża Wojtka jest w tej powieści bardzo istotny. Najważniejszą postacią jest tu jednak Klara, która po tych wszystkich niepowodzeniach musi sobie pookładać życie na nowo. Czy jest łatwo? No cóż, z jednej strony tak, bo nie każdy ma takie szczęście, że w tak trudnym momencie czeka na nią dość ciekawy spadek po babci. Nie każdemu trafiają się na drodze dobrzy ludzie, którzy z przyjemnością pomogą. Super praca jest na wyciągnięcie ręki, a miłość w zasadzie sama stuka do drzwi. Ale z drugiej strony podoba mi się podejście Klary do życie, jej wieczny optymizm i siłą woli. Nie jestem pewna, czy każdy przyjąłby z uśmiechem na twarzy danie w restauracji zupełnie inne niż w złożonym zamówieniu, albo fakt, że Wasz jedyny środek pojazdu właśnie został upiększony przez grupkę rozwydrzonych nastolatków. Pewnie kto inny by się załamał, albo porządnie rozzłościł. Tymczasem Klara przyjęła to ze stoickim spokojem :) Dziwne? Pewnie troszkę, choć przyznam Wam się szczerze, że ta dziewczyna jest troszkę podobna do mnie. Ja także zawsze staram się znajdywać w tym co mnie spotyka tę pozytywną stronę. Ale chyba daleko mi do ideału. Dlatego tak bardzo polubiłam tą szaloną dziewczynę. Ale więcej szczegółów już Wam nie zdradzę. O wszystkim dowiecie się z książki.

Przyznam szczerze, że ta powieść bardzo mi się podoba. Nigdy nie miałam do czynienia z twórczością Izabelli Frączyk, ale jestem przekonana, że po tej pozycji na pewno to się zmieni. Podoba mi się bardzo jej dystans do życia, poczucie humoru i lekkie pióro. Bo opisując Wam treść tej książki nie wspomniałam Wam jeszcze, że jest ona również bardzo zabawna. Te wszystkie szalone dialogi, niesamowite historie, zwariowane przygody. Tego nie da się opisać. To trzeba przeczytać! Ja podczas tej lektury śmiałam się w głos. Najbardziej podobały mi się wszystkie babskie spotkania przyjaciółek. Ich rozmowy, przekomarzania. Ależ świetnie się przy tym bawiłam! Ale oczywiście nie tylko wtedy. Wszystkie przygody Klary są śmieszne. Mało prawdopodobne, żeby jedną osobę spotkało w tak krótkim czasie tak wiele "nieszczęść", ale kto wie? Może są i tacy pechowcy? Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że te nieszczęścia zawsze są dość zabawne. Wspomniana wcześniej akcja z samochodem, zwierzyniec w miejscu wypoczynku naszej głównej bohaterki, ba, nawet tak tragiczne wydarzenie jakim jest zdrada jej ukochanego i jego drugie ja opisane jest tutaj jak jedna wielka komedia! Tak naprawdę, to mimo wielu niepowodzeń, jakie spotykają Klarę w tej książce, ani razu nie użalamy się nad nią. Tu nie ma czasu na współczucie, bo wydarzenia toczą się tu tak szybko, a nasza Klara podchodzi do nich z takim dystansem, że tak naprawdę to wszystko nas śmieszy a nie załamuje. Ta powieść to po prostu jedna wielka komedia. Przyznam Wam się szczerze, że z przyjemnością zobaczyłabym to na szklanym ekranie. Myślę, że przygoda Klary to idealny scenariusz do fantastycznej komedii romantycznej. Na pewno kolejki do kas w kinie byłyby gigantyczne!

Uwielbiam tego typu książki. Zabawne, ciekawe i pełne nagłych zwrotów akcji. Tutaj stale coś się dzieje. Nie ma czasu na oddech, bo ledwo jeden wątek dobiega końca już pojawia się kolejny równie zabawny i wciągający. Szalenie podoba mi się w tej powieści kreacja bohaterów. Charyzmatyczna, energiczna i bardzo zaradna Zośka. Jej uczciwy, równie zaradny i szczery mąż Wojtek. Troszkę zagubiona optymistka o dobrym serduszku Klara. Prostolinijny Zenek, utalentowana i skromna Stenia. Piękny casanova Gabriel, Zakochany po uszy Damian, zwariowana i dość nieokrzesana Marcelina. Oj, tak naprawdę to mogłabym Wam tak wymieniać i wymieniać. Bo obsada w tej książce to istna mieszanka wybuchowa. Tu każdy jest inny, każdy ma swoją rolę do spełnienia. Każdy jest wyjątkowy i idealnie pasuje do swojej roli. No naprawdę, mimo szczerych chęci, nie mam się do czego przyczepić! Podoba mi się i już!

Bardzo lubię zabawne i ciekawe książki. I to znalazłam w tej powieści. Uwielbiam historie przepełnione optymizmem i z pięknym happy endem. To także idealnie pasuje do tej powieści. Kocham piękne opowiadania o miłości, które nie są zbyt przesłodzone i nierealne. To także jest w tej książce. Cóż więc mogę więcej powiedzieć? Według mnie to fantastyczna lektura, przy której na pewno nie będziecie się nudzić. To książka, która naładuje Was pozytywną energią i wiarą w ludzi i lepsze jutro. To piękna, romantyczna i jednocześnie pozbawiona zbytniego przesłodzenia historia, którą czyta się jednym tchem. Ja jestem bardzo zadowolona. Uwielbiam takie powieści. I coś mi się zdaje, że twórczość tej autorki będzie mi towarzyszyć jeszcze nie raz. Już mam ochotę na kilka innych tytułów :) Ale to za jakiś czas. Teraz polecam Wam tę powieść. Spodoba Wam się :)

24 września 2016

Kłamstwa


DIANE CHAMBERLAIN

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 352
format: 13x20 cm
rok wydania: 2011
cena: 32 zł

Zakochałam się w powieściach tej autorki. Naprawdę mogłabym czytać snute przez nią opowieści bez końca i nigdy nie będzie mi mało. Historie opisane przez Diane Chamberlain są niesamowite. Zazwyczaj znajdziemy w nich jakąś rodzinną tajemnicę, piękne uczucie i postacie, których nie da się nie lubić. Niektórzy porównują jej twórczość do książek Judi Picoult, ale przyznam Wam się szczerze, że dla mnie to nie to samo. W twórczości wspomnianej przed chwilką autorki nie ma tej tajemnicy, tego dreszczyku emocji podczas rozwiązywania jakiejś kolejnej zagadki z przeszłości. Nie ma tych emocji jakie towarzyszą nam podczas dociekania prawdy oraz elementu zaskoczenia, gdy książka dobiega końca. Obie te autorki piszą rewelacyjnie, ale ja zdecydowanie bardziej wolę twórczość Diane Chamberlain. I nie spocznę zanim nie przeczytam wszystkich jej książek. One są po prostu genialne!

Dziś z przyjemnością polecam Wam jedną z jej starszych powieści. Nie wiem dokładnie w jakiej kolejności zostały one wydane, ale wiem na pewno, że ta jest zdecydowanie starsza od tych, które do tej pory miałam, okazję Wam tu zaprezentować. Nie zmienia to jednak faktu, że historia ta jest równie wciągająca co wszystkie te, które do tej pory miałam okazję czytać. Najwyraźniej twórczość tej pisarki zawsze miała w sobie to coś, co tak bardzo mi się podoba. Bez względu na to, kiedy powstała. A o czym poczytamy tym razem? Już Wam wszystko opowiadam :)

W książce pt. "Kłamstwa" poznamy dwie dojrzałe już kobiety. Starsza z nich jest panną, ale pozostaje w dość poważnym związku z kolegą z pracy. Kobieta jest lekarką ściśle związaną z pewną organizacją, która niesie pomoc poszkodowanym w różnych katastrofach. Jej praca polega na ratowaniu życia tym, którzy ucierpieli podczas powodzi, trzęsień ziemi i tym podobnym zdarzeń. Jest zatem przyzwyczajona do pracy w warunkach polowych. Sytuacjach, kiedy jej organizm się buntuje, gdy brakuje jej snu, nerwy są naciągnięte do maksimum, a siły ledwo starcza by utrzymać się na nogach. Ale Rebecca kocha swoją pracę i wie, że nie potrafiłaby robić nic innego. Maya także jest lekarzem, jednak ta nasza bohaterka zdecydowanie woli pracę w zaciszu swojej niewielkiej kliniki. Nie wyobraża sobie pracować w tak chaotycznych warunkach jakim są tymczasowe szpitale organizowane naprędce w dostępnych w danym miejscu i czasie budynkach. Maya wciąż nie może poradzić sobie z przeszłością, która sprawiła, że kobieta stałą się nieufna, strachliwa i zamknięta w sobie. I choć wydawałoby się, że jej życie jest spokojne i poukładane. Że niczego już jej więcej do szczęścia nie trzeba w końcu ma wspaniałą pracę, piękny dom oraz kochającego męża - dziewczyna wie, że w pełni szczęśliwa byłaby, gdyby miała dziecko. Niestety nic z tego nie wychodzi. Maya choć zdrowa jak rybka, wciąż nie może donosić dziecka. Poroniła już trzy razy... 

Co zatem łączy te dwie kobiety poza wykonywaną profesją? Otóż Maya i Rebecca są siostrami. Gdy były jeszcze nastolatkami ich rodzice zostali zamordowani przez jednego ze studentów ich ojca. Od tamtej pory starsza siostra przejęła rolę pani domu i zrobiła wszystko by jej młodsza siostra nie trafiła do rodziny zastępczej i skończyła szkołę. Dla takiej młodziutkiej osóbki jaką była osiemnastoletnia wtedy Rebecca nie było to łatwe zadanie. Ale na szczęście Maya nie byłą problemową nastolatką i wszystko jakoś się ułożyło. Teraz to już dwie dorosłe kobiety, które choć tak bardzo różne od siebie - wciąż bardzo się wspierają i kochają się nawzajem. Pewnego dnia w wybrzeże Karoliny Północnej uderza potężny huragan. Rebecca oczywiście natychmiast podąża z pomocą poszkodowanym. Tym jednak razem do akcji ratunkowej dołącza także Adam - maż May. Katastrofa jest straszna. Poszkodowanych tak wielu, że lekarze, mimo iż dają z siebie wszystko - nie są w stanie podołać tak wielkiemu wyzwaniu. Najgorsze jest także to, że wśród ekipy brakuje lekarza, który zająłby się najmłodszymi pacjentami. Kogoś takiego jak Maya. Adam namawia więc żonę by przezwyciężyła strach i dołączyła do nich. To oczywiście nie jest dla niej łatwe. Lęk przed niebezpieczeństwem oraz rozpacz po kolejnym, dopiero co utraconym dziecku nie ułatwia jej podjęcie tej decyzji. Jednak kobieta decyduje się polecieć do polowego szpitala, gdzie pracuje jej siostra i mąż. Ma nadzieję, że w ten sposób znów nawiąże bliższy kontakt z ukochanym, gdyż ciągłe starania o potomstwo bardzo ich od siebie oddaliło. Pracy w miejscu katastrofy jest dużo. Lekarze dwoją się i troją by podołać wyzwaniu. Niestety nie zawsze jest jak pomóc pacjentowi na miejscu i w celu dalszego leczenia należy przetransportować go do pobliskiego szpitala. Pewnego razu Maya musi polecieć helikopterem ze swoim małym pacjentem by ratować mu życie. Niestety maszyna w czasie drogi spada i rozbija się wśród drzew. A ślad po pani doktor znika. 

Choć wydawałoby się, że opisałam Wam prawie całą książkę, to przyznam Wam się szczerze, że to dopiero początek. Dopiero od tego momentu zaczyna się wszystko rozkręcać. Poszukiwanie May, uczucie, które rodzi się pomiędzy Rebeccą a jej szwagrem oraz odkrywanie krok po kroku tajemnicy z przeszłości tych dwóch kobiet... Wierzcie mi, że podczas czytania bardzo trudno oderwać się od lektury. Ta powieść tak bardzo wciąga, że po prostu nie można przestać ot tak czytać. Najchętniej połknęłabym całą tą książkę w całości, żeby tylko dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. Nie będę Wam zdradzać jak dalej potoczą się losy głównych bohaterów. Nie odbiorę Wam tej przyjemności poznawania tej historii samemu, ale powiem Wam tylko, że na pewno będziecie zaskoczeni. Pewnych szczegółów możemy domyślić się już wcześniej, ale są też takie elementy fabuły, które z pewnością Was zadziwią. A to w tych powieściach lubię najbardziej.

Bardzo podoba mi się tu kreacja poszczególnych bohaterów. Jestem pod wrażeniem wymyślonej przez autorkę historii oraz jak zwykle zakochałam się w jej sposobie snucia tego opowiadania. Naprawdę polubiłam twórczość tej autorki i jak dotąd jeszcze ani razu się nie zawiodłam. Mogę kategoryzować, że ta książka jest lepsza, a inna gorsza, ale to nie zmienia faktu, że uwielbiam je wszystkie i cieszę się ogromnie, że miałam okazję je przeczytać. Podoba mi się w nich ten tajemniczy wątek, to poszukiwanie prawdy, odkrywanie przeszłości. Podoba mi się to, że zazwyczaj bardzo trudno jest mi się domyślić, jak to było naprawdę. Uwielbiam również to, że choć tak wiele się dzieje w tych książkach, to mimo wszystko podczas czytania czuję się odprężona. Nie mogę narzekać ani na zbyt wolą akcję, ani na to, że wszystko za bardzo pędzi. Nie gubię się w wątkach, nie mylę postaci. Tutaj wszytko jest jasne i klarowne. Wszytko dzieje się tak jak być powinno, a ja z ogromną przyjemnością wraz z bohaterami tych powieści pomału odkrywam wszystkie karty rodzinnej tajemnicy. W tych powieściach nie zabraknie również wątku miłosnego, choć nie jest on tu najważniejszy. A przynajmniej nie w tej konkretnej powieści. 

Podsumowując - według mnie to kolejna fajna powieść, którą warto przeczytać. Poprzednie bardziej mi się podobały, ale ta również jest znakomita, zatem polecam. Warto :)

21 września 2016

Na tropie talentów. Zwierzogród - Disney


wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 80
format: 24x20,5 cm
rok wydania: 2016
cena: 24,90 zł

Spojrzałam na okładkę tej publikacji i pomyślałam - Zwierzogród? Ale cudo! Na tropie talentów?? To coś dla nas! I ani się nie obejrzałam, jak książeczka ta wylądowała na biurku mojej starszej córki.  Od razu wiedziałam, że jej się spodoba. Zanim jeszcze zerknęłam do środka. Ona uwielbia takie albumy, a bajka, której postacie w niej znajdziemy to jedna z jej ulubionych Disney'owskich animacji. Takie książki to ja biorę w ciemno. Ale czy słusznie?

Początkowo myślałam, że to zbiór różnego rodzaju gier i zabaw. Potem doszłam do wniosku, że lektura ta przypomina bardziej pamiętnik czy coś w tym stylu. Dopiero po dokładnym przejrzeniu zawartości tej publikacji doszłam do wniosku, że takiego czegoś u nas jeszcze nie było. Jest to bowiem takie połączenie tych dwóch pomysłów na raz. To książka, która bawi, uczy i przede wszystkim stanowi wspaniałą pamiątkę na przyszłość. Ale jak to możliwe? Już Wam wszystko wyjaśniam.

Po zerknięciu do wnętrza tego albumu zobaczymy strony typowe dla książek "na pamiątkę". Już kilka razy miałyśmy w domu różnego rodzaju sekretniki, pamiętniki itp. Tutaj jest podobnie. Jest miejsce na umieszczenie podstawowych informacji na swój temat typu imię, wiek, znak zodiaku, przyjciel/przyjaciółka, co lubię a czego nie, ulubiony kolor itp. Ale gdy przejdziemy dalej zobaczymy, że lektura ta ma na celu pokazanie naszym dzieciaczkom czym charakteryzuje się dany zawód, jakie należy posiadać cechy by go wykonywać, oraz sprawdza umiejętności naszego dziecka właśnie pod tym względem. 

I tak na przykład najpierw nasz maluch odpowiada na pytania dotyczące swoich umiejętności i upodobań. A potem ma za zadanie wykonać kilka prostych poleceń, takich jak narysowanie mapy terenu, zaprojektowaniu miasteczka, zaprojektowaniu zaproszenia itp. Potem nasze dziecko bawi się w detektywa i ma za zadanie rozwikłać pewną zagadkę. Następnie przechodzimy do zabawy typowo kulinarnej, czyli w wymyślanie przepisu na deser! Jest tu także miejsce na rysowanie komiksu, pisanie tekstów reklamowych, rozwiązywanie różnych quizów, dekorowaniu wnętrz, wypełnianiu krzyżówek, ułożeniu planu wycieczki, i wiele wiele więcej. Każda z tych zabaw ma nam pokazać w czym nasze dziecko jest lepsze, a w czym nie specjalnie sobie radzi. Może akurat nasz maluch idealnie nadaje się na prawnika, albo fotografa? A może jego cechy charakteru i umiejętności idealnie sprawdziłyby się w zawodzie dziennikarza? Jesteście ciekawi??

Powiem Wam, że książeczka ta jest ciekawa, a zabawy w niej zawarte zdecydowanie odbiegają od tych które znamy ze zwykłych zeszytów ćwiczeń itp. Jak dotąd jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś zachęcał dziecko chociażby do przeprowadzania wywiadu. A takich nietypowych zabaw jest tu na pewno dużo więcej. I każde dziecko znajdzie wśród nich coś interesującego.  Poza tym z całą pewnością do zabawy zachęca szata graficzna tej publikacji i fakt, że przez cały czas podczas zabawy towarzyszą nam bohaterowie ulubionej kreskówki. Moja Ala zanim jeszcze zorientowała się o co chodzi w tej książce już się cieszyła. Bo wystarczyło zerknąć na okładkę i już nasz mały fan Zwierzogrodu jest kupiony jak nic. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Czy jednak warto sięgnąć po tę publikację? No cóż, wszystko zależy od dziecka. U nas na przykład początkowo był wielki zachwyt i pierwsza połowa tej publikacji zniknęła w tak szybkim tempie, że aż trudno w to uwierzyć. Alicja wykonywała jedno polecenie za drugim z rumieńcami na twarzy i widziałam, że szalenie jej się to podoba. Potem jednak zachwyt osłabł, gdy moje dziecko dotarło do stron pełnych tekstu. Im więcej było poleceń bardziej plastycznych, Ala była wniebowzięta. Gdy jednak przyszedł moment na rozwiązywanie dość długich quizów - moje dziecko zupełnie straciło zapał. Są tu bowiem fragmenty, gdzie czytania jest bardzo dużo. Leniuchom na pewno się to nie spodoba. Poza tym nie wszystkie zabawy mogą przypaść do gustu dziecku. U nas na przykład nie sprawdziła się część związana z medycyną czy modelingiem. Mogę być zatem pewna, że lekarza ani modelki w domu mieć nie będę. Za to wszelkiego rodzaju projektowanie czy rozrysowywanie map to coś co Alicji podobało się szalenie. I przyznam szczerze, że wcale mnie to nie dziwi ;)

Myślę, zę jeśli mamy dobry kontakt z dzieckiem i spędzamy z nim dużo czasu sami wiemy w jakim kierunku zmierzają jego talenty i upodobania. Nie zaszkodzi jednak uzmysłowić małemu człowiekowi w jaki sposób te jego umiejętności może wykorzystać w przyszłości. Nie zmuszajmy jednak dziecka do tego, by próbował wszystkiego i żeby wypełniał dokładnie każde zadanie, jakie znajdzie w tej książce. Jeśli kogoś coś nie interesuje to tak będzie bez względu na to czy rozwiąże dany quiz czy nie. U nas Alicja wypełniała w tej książce tylko to co jej się podobało i widziałam, że bardzo jej się to podobało. A ja już wiem, że jej plany na przyszłość trochę bardziej się wyklarowały ;)

Książeczka ta jest fajna. Miejscami nawet bardzo. Sama z przyjemnością wypełniłabym kilka fragmentów, ale oczywiście całość trafiła nie naruszona w ręce mojego starszaka. I cieszę się, że sprawiła ona mojej córeczce tyle radości. Że zabawa z nią tak bardzo ją pochłonęła, i że dzięki niej moja Ala wie co może zrobić z tym co tak bardzo lubi robić. Dawniej rysowanie kojarzyło jej się wyłącznie z malarzami, portrecistami itp. A przecież osoba uzdolniona plastycznie może wykonywać tyle ciekawych i pożytecznych zawodów. Moje dziecko nie zdawało sobie z tego sprawy, dopóki nie sięgnęła do tej publikacji. Dopóki nie spróbowała swoich sił w różnych dziedzinach i nie znalazła tego, co sprawiło jej najwięcej radości. A jak to będzie z waszymi dzieciakami? Sprawdźcie sami! :)

19 września 2016

Wodne malowanki


Bajki, Księżniczki, W domu, Zwierzęta

wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 24
format: 19x24 cm
rok wydania: 2016
cena: 7,99 zł, 7,99 zł, 7,99 zł,  7,99 zł


Uwielbiam kreatywne zabawy z moimi dziećmi. Szkoda tylko, że starsza już wyrosła z takich zajęć, a młodsza rzadko ma na nie ochotę. Jak dotąd najczęściej sięgałyśmy po kredki lub malowałyśmy paluszkami. Tym jednak razem postanowiłam nieco odmienić mojemu dziecku zabawę i... wręczyłam jej mały pędzelek. Natalka nie do końca wiedziała co z nim zrobić, ale sama perspektywa nowej zabawy sprawiała, że aż oczy jej się świeciły ze szczęścia. A gdy już zrozumiała co będziemy robić - aż piszczała z zachwytu. 

Gdy moja starsza córka była jeszcze małym przedszkolakiem często sięgałyśmy po tego typu zabawy. Pamiętam. że Ala bardzo to lubiła i potrafiła spędzać nad takim malowaniu długie godziny. Potem jednak wyrosła już z takich zajęć a mnie zupełnie wyleciało z głowy, że takie publikacje w ogóle istnieją. Teraz jednak nadrabiam zaległości i w małe rączki mojego brzdąca wpadły aż 4 książeczki z wodnymi malowankami. Byłam bardzo ciekawa jak się sprawdzą i czy Natalka polubi taki rodzaj spędzania wolnego czasu. Dlatego też bardzo szybko zabrałyśmy się do pracy :)

Wodne malowanki to oczywiście zeszyt pełen ciekawych obrazków, które nieco różnią się od tych znanych nam ze zwykłem malowanek dla maluszków. Te tutaj są calutkie w kropeczki. I nie należy ich w żadnym razie łączyć. Spokojnie, to nie tego rodzaju zabawa. Tutaj wystarczy sięgnąć po nie duży pędzelek, zmoczyć go lekko i... przesunąć po danym polu. Dzięki takiej zabawi, nasza kolorowanka natychmiast zapełni się barwami, choć nie będziemy korzystać z żadnych farb. To własnie kropeczki na obrazku po zmoczeniu puszczają odrobinkę farbki i wypełniają pola z góry zaplanowanymi kolorami.

Taka zabawa jest rewelacyjna pod wieloma względami. Przede wszystkim dziecko, które chwyta po taką publikacje nie musi wykazywać się jakimiś wielkimi zdolnościami plastycznymi. Wystarczy by umiało trzymać w rączce pędzelek i trafiać nim w odpowiednie pola na kartce. W tym przypadku nie musimy martwić się o rozlane farby, mieszanie kolorów w pojemniczkach przez źle wypłukany pędzelek, czy tez wychodzenie za kreski. W tym przypadku nawet malowanie na oślep nie jest w stanie zaszkodzić całemu obrazkowi, bo te kolory wcale się ze sobą nie mieszają. A nawet jeśli to tylko odrobinkę i wcale tego nie widać. 

Podoba mi się także to, że zabawy z takimi książeczkami nie są bardzo wymagające. Że aby z nich skorzystać nie potrzebuję od razu całego pakietu przyborów plastycznych itp rzeczy. Że mogę chwytać po nie w każdej chwili o różnych porach dnia, bo nie muszę się do tej zabawy w żaden sposób przygotowywać. Natalka sporo już pokolorowała w nich obrazków i jeszcze nie zdarzyło nam się, by na przykład ubrudziła ubranko. Niekiedy ma mocno umorusane rączki, ale to dlatego, że gdy nie mamy pod ręką pędzelka pozwalam, by moja córeczka moczyła pola paluszkiem. I powiem Wam, że ta wersja podoba jej się równie bardzo co ta pierwsza. Tak czy inaczej, po kilku minutach obrazki nabierają barw. To po prostu magia! 

Tak się rozpisałam na temat samego pomysłu na powstanie takich książeczek, że jeszcze nie wspomniałam jak te konkretne wydania są fajne. A trzeba przyznać, ze mają one sporo zalet. Bardzo fajne jest na przykład to, że na jednej kartce jest tylko jeden obrazek. Na jego odwrocie nie ma nic. Jest czysta strona. I to z pewnością jest ogromną zaletą tych książek. Ja wiem, że nie marnując tej strony w książce znalazłoby się dwa razy tyle obrazków, a tak to jest ich mniej. Ale nie ma nic bardziej  irytującego jak brzydkie plamy spowodowane przemiękaniem farbek z poprzedniej strony na tą kolejną. A malując kolejny obrazek możemy zniszczyć ten, który przed chwilką tak ładnie wykonałyśmy. Nie, to z pewnością nie jest nic fajnego. A gdy obrazki są rozmieszczone tak jak tutaj znacznie łatwiej możemy uniknąć tego typu niemiłych niespodzianek. Ja na przykład Natalce wyrywałam konkretną stronę i już. Wtedy miałam pewność, że pozostałe obrazki będą jak nowe.

Fajne jest również to, że obrazki te po zmoczeniu nabierają naprawdę bardzo ładnych kolorów. Intensywnych i pięknie dobranych. Dzięki temu przy niewielkim wysiłku nasze urwisy wyczarują naprawdę niesamowite dzieła. Ja jestem bardzo zadowolona. Myślę, że to ich ogromna zaleta. A ostatnim plusikiem dla tych książeczek jest fakt, że są one takie śliczne. Kolorowanki te mają ciekawe wzory i poruszają fajne tematy. My mamy w domu zwierzaki, w domu, księżniczki i bajeczki, ale z tego co wiem, jest ich jeszcze kilka. I jestem przekonana, że są one równie fajne jak te, które mam okazję wam tu pokazać.
Wodne malowanki w tak fajnym wydaniu to ogromna zaleta i naprawdę z przyjemnością po nie sięgamy. Natalka je uwielbia. Polecam !


17 września 2016

Gotujemy pełną parą


Gorączka lodu. Disney

KATARZYNA BŁAŻEJEWSKA-STUHR

wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 80
format: 21,5x27,5 cm
rok wydania: 2016
cena: 29,90 zł

Moja miłość do książek kucharskich nie zna granic! Szaleję na ich widok i chciałabym je wszystkie bez wyjątku. Ale zdrowy rozsądek działa u mnie jeszcze odrobinkę i czasem każe mi po prostu przystopować ;) Jednak są momenty kiedy się nie da... Znacie to? Na pewno znacie... Mnie tak naszło kiedy w nowościach wydawnictwa Zielona Sowa zobaczyłam książkę z przepisami dla dzieciaków gdzie podczas gotowania towarzyszyć będą nam bohaterowie z bajki "Kraina lodu".

Nie jestem jakąś ogromną fanką tej bajki choć przyznam, że oglądałam ją już z 5 razy i za każdym razem podoba mi się tak samo ;) W domu mam dwóch chłopców, więc "dziewczęce" bajki (jakby to powiedział mój starszak) nie są u nas raczej na porządku dziennym. Ale mimo tego kiedy zobaczyłam tę książkę to koniecznie musiałam dowiedzieć się co za przepisy znajdują się w jej środku i co wspólnego mają z nimi bohaterowie tej znanej wszystkim bajce... Jesteście ciekawi? 

Więc nie będę Was dłużej w niepewności trzymała i już opowiadam co wewnątrz tej książki znaleźć możemy ;) Mamy tutaj podział na sześć kategorii czyli śniadanie, drugie śniadanie, obiad (zupa), obiad (drugie danie), podwieczorek, kolacja. W każdym z tych rozdziałów zamieszczone jest kilka przepisów. Finalnie uzbierała się niezła sumka przeróżnych przepisów na przeróżne pory dnia :)

Najpierw śniadanko, a tam owsianka, jajko sadzone w foremce z papryki, domowe musli, jaglanka lub truskawkowy shake oraz kanapki z pumpernikla. Drugie śniadanie jest moim zdaniem jeszcze ciekawsze ;) Mamy tutaj zawijasy naleśnikowe Elsy, baton musli, pomarańczowe muffinki z dynią i marchewką, a także domowy tort lodowy dla Olafa. Zupy także wyglądają smakowicie ;) Jest krem z zielonego groszku, krem z cukinii Kristoffa, zupa krem z kalafiora, zupa marchewkowo-migdałowa oraz zupa z pieczarek Oakena.

Przy przepisach z dania drugiego aż cieknie ślinka :) Pizza z Olafem, frytki z warzyw i wege burgery, quiche z cukinią i ziemniakami, bałwankowe klopsiki rybne z sezamem i makaron warzywny Anny. Podwieczorek także ma dla nas kilka fajnych przepisów. Urodzinowe galaretki z agaru, babeczki owsiano-bananowe, domowy budyń, kisiel Elsy, a także sałatka Szaszłyk i kolorowe naleśniki Svena. Na kolacje także same pyszności! Kanapki w kształcie foremek, warzywa-niespodzianka, racuchy jabłkowo-orzechowe, a także racuszki orzechowo-gruszkowe.

Jak widzicie przepisów jest tutaj naprawdę sporo i nie są one też zbyt trudne, ani wymyślne :) Niektóre wręcz idealne do samodzielnego wykonania przez dzieciaki. Co prawda na końcu znajdziemy oznaczenie 15+, ale to na pewno tylko ostrzeżenie tak na wszelki wypadek. Taka informacja, że dopiero od tego wieku można gotować samodzielnie. Ale nie ma to jak frajda ze wspólnego gotowania wraz z dzieckiem prawda :) ?

Powiem Wam, że ja jestem tą książeczką oczarowana! Sporo tutaj wszystkiego, a mimo tego wszystko jest dobrze czytelne i przejrzyste. Na początku każdego działu znajduje się niedługi opis, jakaś zagadka. Dalej przy każdym daniu podaną mamy listę składników oraz opis przygotowywanej potrawy, a czasami także krótkie porady i ciekawostki. Jeśli chodzi o zdjęcia to są naprawdę ładne i przydatne :) Dlaczego przydatne? Bo oprócz zwykłych zdjęć gotowych potraw przy niektórych przepisach mamy także zdjęciowe instrukcje co po olei należy wykonywać podczas przyrządzania danego dania ;)

I oczywiście największa "atrakcja" tej książki poza przepisami to bohaterowie. Jak już pewnie zauważyliście są nimi postacie z bajki "Kraina lodu", a właściwie "Gorączki lodu" ponieważ taka nazwa widnieje na okładce ;) Mamy Annę i Elzę, mamy Olafa, Svena, Kristoffa i Oakena. Niby nic takiego, obok zdjęć jedzenia są bajkowe postacie, ale jestem na milion procent pewna, że dla fanów tej bajki książka ta stanie się najlepszą i najukochańszą książką pełną inspiracji kulinarnych. Rodzice do dzieła, czas przygotować z dzieciakami kilka dań rodem z Krainy Lodu ;) Polecam ją jednak nie tylko wielkim fanom tej bajki. Przepisy są tak fajne, łatwe i ciekawe, że zrobić może je każdy bez wyjątku! Mi ogromnie się podobają i na pewno wraz z moim starszakiem wykorzystamy niejeden z nich :)


Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)