23 sierpnia 2017

Ale draka! Rysuję zwierzaka!


MAGDA WOSIK

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 96
format: 24x24 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Mój starszy syn zupełnie nie ma ręki do rysowania. Nie ciągnie go do tego wcale. Czasem chwyta po kredki czy pisaki, ale to co powstaje zdecydowanie nie jest arcydziełem... Może nie powinnam tak pisać, w końcu to moje dziecko, ale nie da się ukryć, że on po prostu za tym nie przepada...Kiedyś próbowałam go do tego zachęcać, zawsze twierdziłam, że rysowanie czy też kolorowanie to ciekawe i fajne zajęcie, jednak nic na siłę... Pozostaje mieć nadzieję, że młodszy syn z wiekiem zacznie nieco bardziej interesować się rysowaniem - może odziedziczy to po mamusi ;) ?

Kiedy byłam dzieckiem nie było takich książek, przynajmniej ja nie pamiętam, abym kiedykolwiek trafiła na książkę z nauką rysowania różnych rzeczy. Baa, wtedy nie było nawet internetu, abym można było podpatrzyć jak coś narysować. Wyobraźnia musiała człowiekowi w zupełności wystarczyć :) Za to teraz dzieciaki mają lepiej i łatwiej pod każdym względem. Wszystko co tylko zechcą znajdą zarówno w internecie jak i w przeróżnych książkach, pomoc, poradę czy też naukę rysowania ;) 

Mieliśmy w domu kilka tego typu książek i faktycznie, starszak kierując się wskazówkami potrafił coś narysować o wiele lepiej niż bez takiej pomocy. Ale tak jak wspominałam - on po prostu nie przepada za rysowaniem więc też nie korzystał zbyt wiele z takich instrukcji "krok po kroku". Ale ja po raz kolejny postanowiłam sprawdzić bo może akurat ta konkretna książka zainspiruje go do chwycenia po kartki i ołówek (zawsze warto mieć nadzieję) ;) Jednak nie namawiam i nie zmuszam Nikodema do rysowania, jeśli książki te nie przydadzą się mu teraz to pozostaje jeszcze Dominik. Może akurat on dla odmiany będzie lubił rysować ;)

Pisałam Wam, że mamy w domu już kilka tego typu książek, jednak powiem Wam, że ta jest zupełnie inna. Zdecydowanie się wyróżnia, ale o tym za momencik. Jest ona poświęcona wyłącznie zwierzakom. Zostały ułożone alfabetycznie. Mamy tutaj 24 zwierzaki, wszystkie egzotyczne. Nie trafi się nam tutaj żadna świnia, ani krowa, ani pies ani inne tego typu zwierzaki. Tutaj mamy między innymi antylopę, bawół, flaming, goryl, hipopotam, krokodyl, małpa, nosorożec, ropucha, słoń, uchatka, waran, zebra...

Do każdego zwierzaka mamy jakąś rymowankę i zwariowane ilustracje, jednak przekładając kartkę zobaczymy instrukcje rysowania oraz miejsce do umieszczenia swoich obrazków :) Wszystko jest bardzo ciekawe, pomysłowe i fajnie zaprezentowane. Bardzo podoba mi się sposób alfabetycznego ustawienia zwierząt, a także ciekawe i zabawne rymowanki...

Wspominałam Wam, że książka ta różni się od tych, które mieliśmy dotychczas. I właśnie, bardzo zadziwiły mnie iilustracje wewnątrz. Są zupełnie inne, są takie "artystyczne", takie "nowoczesne", są nieco zwariowane, ale jednocześnie wydają się dosyć łatwe do narysowania i co najważniejsze każda z nich przypomina danego zwierzaka, a to z pewnością istotna informacja :) 

Nie powiem Wam teraz jak zareagował na nią mój starszak ponieważ pojechał na wakacyjny wyjazd, ale z pewnością kiedy tylko wróci, podsunę mu tę książkę, może akurat ta "inność" tutaj przypadnie mu do gustu i polubi rysowanie... Nigdy nic nie wiadomo ;)

Na koniec standardowo kilka słów o wyglądzie książki. Może zacznę od okładki. Ma ona bardzo fajne kolorki, bardzo ciekawą ilustrację i duży przyciągający oczy napis. Okładka jest miękka, a wewnątrz mamy matowe strony idealnie nadające się do samodzielnych prób rysowania :) Kwadratowy format jest poręczny. I tylko szkoda, że książka sama się zamyka. Trzeba będzie poustawiać jakieś obciążniki, aby móc z niej skorzystać i jednocześnie rysować ;) Ale to już drobny szczegół. Cała reszta moim zdaniem jest warta polecenia więc nie ma na co czekać, przekonajcie się sami :)


22 sierpnia 2017

Gdzie jest konik morski?


ANITA BIJSTERBOSCH

wydawnictwo: Adamada
ilość stron: 28
format: 22x22 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Mój Dominik od zawsze uwielbiał książki z otwieranymi okienkami dlatego też kiedy tylko zobaczyłam tego konika morskiego na stronie wydawnictwa Adamada od razu wpadł mi w oko, w szczególności właśnie dzięki informacji o okienkach, ale nie tylko. Muszę przyznać, że grafika także wpadła mi od razu w oko ;) 

Ja osobiście jestem bardzo otwarta na różne typy książek, chodzi mi zarówno o gatunki, treści jak i o wygląd. Lubię piękne, kolorowe, słodkie dziecięce obrazki, ale lubię także takie proste, bez jakiś większych ilości szczegółów tak jak na przykład w tej książeczce. Zazwyczaj jest tak, że dana książka musi mi po prostu się spodobać. Niestety stwierdzenie "nie ocenia się książki po okładce" w moim przypadku na niewiele się zdaje. Dlatego też kiedy książka od razu wpadnie mi w oko to czym prędzej lecę zapoznać się z jej opisem ;)

Książka, którą dzisiaj mam przyjemność Wam pokazać jest zarówo do zabawy jak i do nauki, a dokładniej do nauki liczenia do dziesięciu. Jest ona skierowana do maluchów/przedszkolaków, jednak nie dałabym jej takim zupełnie malutkim dzidziusiom. Mam wrażenie, że nawet mój dwulatek trochę za ostro z nią postępuje. Posiada ona bowiem okienka, które mniejsze dziecko z łatwością mogłoby powyrywać (mojemu Dominikowi niestety już się to przytrafiło).

Głównym bohaterem jest tutaj tata konik morski. Ma on dziesięcioro dzieci jednak jedno z nich gdzieś mu zniknęło. Czym prędzej udaje się na jego poszukiwania, po drodze spotyka wiele ciekawych morskich zwierząt, a mianowicie tatę wieloryba, tatę rozdymkę, tatę żółwia, rybę wędkarza, tatę węża morskiego, tatę kraba, tatę meduzę, tatę ośmiornicę oraz tatę krewetkę. Zagląda w różne zakamarki w poszukiwaniu swoich dzieci i tutaj zadanie dla naszych pociech. Przy każdym z tych morskich zwierząt należy odsłonić okienko, aby sprawdzić czy może w tym miejscu ukrył się malutki konik morski. Ale niestety nie ma go ani za kamieniem, ani pod muszlą, ani w jaskini, ani za ukwiałem, ani za rafą koralową, ani w kilku innych miejscach... Jak myślicie gdzie się schował ten mały urwis? Tego już Wam nie powiem, taka mała niespodzianka Was czeka ;)

Tekstu jest tutaj bardzo niewiele i opisuje on tylko to kogo spotyka tata konik morski i gdzie szuka swojego maluszka. Na każdej ze stron, przy każdym napotkanym zwierzaku pod okienkiem ukryta jest inna liczba dzieci danego zwierzaka, zapisana jest także odpowiednia liczba oraz słownie zapisane zostały wszystkie numery. Wszystko jest oczywiście w odpowiedniej kolejności. Dzięki temu dziecko przeglądające tę książkę ma nie tylko frajdę z odsłaniania okienek i odkrywania co się pod nimi znajduje, ale także z pewnością bez większych problemów nauczy się liczenia do dziesięciu - taka nauka z zabawą :)

Na koniec pozostaje mi napisać jeszcze kilka słów o wyglądzie tej książki. Więc ma ona sztywną okładkę, poręczny kwadratowy format, dużą, czytelną czcionkę i proste, ale za to bardzo wesołe i bardzo kolorowe ilustracje. I naprawdę jestem nią szczerze zachwycona i pomysł ogromnie mi się podoba i zarówno do treści jak i do ogólnego wyglądu nic nie mam jednak jest jedna rzecz, o której muszę wspomnieć. Są to otwierane okienka. Nie są zbyt mocne ponieważ są one przyklejone na wierzchu stron. Po kilku próbach samodzielnego oglądania tej książeczki przez mojego ponad 2-letniego Dominika część tych okienek się odkleiła. Ale nie chcę też zbytnio narzekać, bo to nie jest jakaś wielka tragedia i z łatwością można przykleić wszystko samodzielnie na swoje miejsce ;) Pomimo tego drobnego szczegółu jak najbardziej polecam Wam tę książeczkę! 


18 sierpnia 2017

Alfabet aktywnie TVP ABC


wydawnictwo: Edipresse Książki
ilość stron: 132
format: 20,5x26 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Mój starszy syn potrafi już alfabet, mój młodszy syn jest jeszcze odrobinę za mały na naukę literek, najpierw musi nauczyć się w ogóle mówić ;) Jednak kiedy zobaczyłam tę książkę w wydawnictwie Edipresse od razu mi się spodobała. Literkowa kolorowanka? To coś co z pewnością już niedługo przyda się mojemu Dominikowi :) Dużo mam takich książek "na zapas", ale wiem, że ani się obejrzę jak moje dziecko do nich dorośnie...

Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam książkę pełną literek, pełną przeróżnych zadań i kolorowanek. Wewnątrz znajduje się cały zwierzakowy alfabet. Dlaczego zwierzakowy? Ponieważ każda z literek pokazana jest tu w kształcie zwierzątka, oczywiście dana litera ma coś z tym zwierzakiem wspólnego, na przykład jego nazwa zaczyna się na tę literkę lub znajduje się ona wewnątrz wyrazu... Mam nadzieję, że moje wyjaśnienia są możliwie zrozumiałe? Czasem tak mam, że coś mało skomplikowanego opisuję w taki sposób, że aż trudno zrozumieć ;)

Literki są zamieszczane w kolejności alfabetycznej. Przy każdej z nich jest miejsce z kropeczkami, aby dziecko mogło poćwiczyć jej pisanie, przy każdej jest też krótki wierszyk dotyczący danego zwierzaka. Dalej mamy trzy strony z różnymi łatwymi zadaniami. Są one dosyć różnorodne. Na przykład odszukiwanie literki w nazwie, odszukiwanie literek na obrazkach, kolorowanie, szlaczki, wybieranie odpowiednich przedmiotów, liczenie czegoś na ilustracji, dopasowywanie puzzli, labirynty, szukanie różnic, łączenie w pary, rysowanie po śladzie, szukanie cienia, rysowanie, dodawanie, uzupełnianie wyrazów brakującymi literami...

Także na każdą literkę przypadają aż cztery strony. Łatwo więc się domyślić, że zadań jest tutaj naprawdę sporo i są dosyć różnorodne, ale są też dosyć proste. Mój starszy syn jest już na innym poziomie nauki więc w tym momencie wszystko to wydaje mi się naprawdę takie zupełnie proste jednak myślę, że jest to poziom dobrze dostosowany dla dzieciaków dopiero zaczynających przygodę z literkami :)

Wszystko oprócz literek przypominających zwierzaki jest tutaj bez koloru czyli cała książka jest jedną wielką kolorowanką :) Sporo poleceń dotyczy właśnie kolorowania, ale później po rozwiązaniu już tych wszystkich zadań pozostanie jeszcze wiele nieuzupełnionych obrazków, które dziecko będzie mogło uzupełnić. Jestem pewna, że będzie ono miało zajęcie na bardzo długi czas. Zainwestujcie przy okazji w zapas kredek, tak na wszelki wypadek ;)

Ja osobiście bardzo lubię kiedy do nauki wpleciona jest zabawa, sama jako dziecko uwielbiałam wszelkiego rodzaju książeczki z zadaniami chociaż w tamtych czasach nie było zbyt dużego wyboru, a o tym co się dzieje teraz na rynku wydawniczym można było pomarzyć. Teraz mamy tak duży wybór, a książki są tak różnorodne, śliczne i ciekawe, że człowiek nie wie co wybrać.

Ja sama nie znam większości książek dla dzieci dlatego też nie mogę Wam powiedzieć, żebyście wybrali ten konkretny tytuł do nauki literek zamiast innego ponieważ ten jest lepszy. Ja mam możliwość zapoznania się z tym i dlatego też Wam go pokazuje oraz opisuję. A czy przypadnie Wam on do gustu to już indywidualna sprawa każdego z czytelników.

Ja mogę jedynie powiedzieć Wam, że moim zdaniem warto się z tą pozycją zapoznać. Format A4, sztywna okładka, matowe strony na których łatwo się piszę i koloruje, mnóstwo różnorodnych zadań wszystko w tematyce zwierzęce, poziom zadań dosyć prosty, ilustracje ładne, no i nauka poprzez zabawę - tak to wygląda w dużym skrócie :) Jestem pewna, że Waszym dzieciakom książka ta przypadnie do gustu.



15 sierpnia 2017

Wszystko, co mam


KATIE MARSH

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 488
format: 12,5x19,5 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ

Już od dawna kusiła mnie ta książka, ale ciągle odkładałam ją na później i ostatecznie chwytałam po coś innego. Jednak w końcu nadeszła pora, że już dłużej nie mogłam czekać, chciałam dowiedzieć się jak rozwinie się akcja, której kawałeczek miałam okazję poznać podczas czytania opisu. Bardzo mnie on zaciekawił. Wiedziałam, że nie będę zawiedziona. Jak dotąd, ani jedna książka z klubu "Kobiety to czytają!", z którą miałam okazję się zapoznać nie okazała się nudna czy też ciężka do przebrnięcia, wręcz przeciwnie - wszystkie te historie są bardzo ciekawe, bardzo życiowe i oczywiście wciągające :) Ale przecież nie o ogóle miałam pisać, a o tej konkretnej powieści...

Hanna jest nauczycielką z powołania. Uwielbia swój zawód, to uczucie, że robi coś dobrego dla innych ją uskrzydla. A właściwie to uskrzydlało. Niestety od pewnego czasu praca stała się katorgą. Jej kierowniczka wyraźnie się na nią uwzięła, a jej uczniowie zdecydowanie mają w nosie naukę. Na dodatek Hanna ma problemy w domu. Jej mąż jest bardzo dobrym adwokatem, praca pochłonęła go całkowicie, stał się zupełnie innym człowiekiem. Jest wredny, opryskliwy, prawie wcale nie ma go w domu, a kiedy jest to pije. O wszystko obwinia swoją żonę, bardzo źle ją traktuje. To nie jest już ten sam mężczyzna, w którym tak szaleńczo zakochała się Hanna. A przecież są po ślubie ledwo ponad 5 lat! Tak dłużej być nie może. Hanna jest bardzo nieszczęśliwa, musi zmienić swoje życie. Postanawia więc odejść od męża. W dniu, w którym chce go o tym poinformować znajduje go leżącego na podłodze. Tom miał udar, jego lewa strona jest sparaliżowana. Hanna nie może teraz od niego odejść. Pomimo tego jakim potworem się stał, ona jest jego żoną i musi mu pomóc, musi go teraz wspierać. Dlatego pozostaje u boku męża pomimo swojego wcześniejszego postanowienia. Rezygnuje z własnych marzeń, z własnego szczęścia, aby trwać u boku męża i wspierać go kiedy będzie tego potrzebował. Tom jest młodym, bo zaledwie 32-letnim mężczyzną. Jest duża szansa, że wróci do zdrowia jednak przed długi czas będzie potrzebował pomocy przy wszystkim. W chodzeniu, jedzeniu, ubieraniu się, goleniu itp. Jest bardzo sfrustrowany, że we wszystkim musi go wyręczać żona jednak jest jej także dozgonnie wdzięczny. Właśnie teraz, właśnie dzięki udarowi Tom ma wystarczająco dużo czasu, aby zastanowić się nad swoim życiem, nad swoim zachowaniem i nad swoimi uczuciami... 

Ten udar okazał się jednocześnie karą jak i uzdrowieniem. Jakkolwiek dziwnie to brzmi w moim odczuciu tak właśnie jest. Dzięki tej chorobie Tom mógł spojrzeć na swoje dotychczasowe życie i zastanowić się gdzie popełnił błąd, mógł przekonać się o tym jak bardzo oddana jest mu jego żona, jak bardzo ją kocha i za nic w świecie nie chciałby jej stracić. Prawdopodobnie gdyby nie udar nasz główny bohater wcale nie zmieniłby swojego zachowania, a co za tym idzie straciłby miłość swojego życia czyli Hannę. Także pomimo całej swojej straszliwości udar okazał się dla Toma punktem zwrotnym w jego życiu... A Hanna? Moim zdaniem to naprawdę wielkoduszna osoba. To dla swojego męża zrezygnowała z życiowych planów, to dla niego zaszyła się w nieciekawej londyńskiej szkole, to dlatego, aby on mógł piąć się po szczeblach kariery ona znosiła ten cały burdel w pracy. On okazał się kompletnym dupkiem, który nie potrafił tego docenić, a pomimo tego Hanna ruszyła mu na pomoc w potrzebie po raz kolejny rezygnując ze swoich postanowień i planów tak naprawdę nie oczekując niczego w zamian. Nawet w najśmielszych snach nie marzyła, o tym, że jej mąż może się zmienić... 

Przyznam, że czytałam tę książkę z ogromnym zainteresowaniem. Pomimo tego, że nie jest to romans (który tak bardzo uwielbiam), pomimo tego, że akcja toczy się tutaj powoli i spokojnie, czytało mi się ją naprawdę bardzo dobrze. Okazała się ona bardzo wciągającą lekturą, która uświadamia nam zarówno to jak kruche jest życie i zdrowie, ale także to że nie zawsze trzeba coś całkowicie przekreślać i rezygnować z tego ponieważ przy odrobinie wysiłku można to odzyskać. Wystarczy trochę wspólnych starań, trochę szczerych rozmów, mnóstwo spokoju i cierpliwości i trochę czasu, który leczy rany. Myślę, że warto podjąć taką próbę odbudowy związku jeśli tylko istnieje chociaż iskierka nadziei, że da się to zrobić... Kiedyś przeczytałam bardzo mądre słowa pewnego staruszka, który spytany o to jak przetrwał 50 lat w małżeństwie z jedną kobietą odpowiedział, że za jego czasów kiedy coś się zepsuło to się to naprawiało, a nie od razu wyrzucało do śmieci i kupowało nowe jak to teraz najczęściej wygląda. Ot i całe podsumowanie. Warto naprawiać - swoje życie, swoje zdrowie, swój związek, swoje zachowanie... "Wszystko, co mam" to książka ciekawa, mądra i dająca człowiekowi do myślenia. Polecam!


11 sierpnia 2017

Skazani na sukces


JENNIFER ECHOLS

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 312
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Nie tak dawno pisałam Wam recenzje dwóch poprzednich części z serii "Niezwykli". Zaraz po skończeniu "Pary idealnej" szybciutko chwyciłam po ostatnią książkę z tej serii czyli po "Skazanych na sukces". Seria okazała się na tyle ciekawa, że czym prędzej musiałam się dowiedzieć co też spotka ostatnią z trzech przyjaciółek... Naprawdę mnie wciągnęła :) A jeśli nie wiecie o co chodzi i co to za seria to polecam poprzednie recenzje. Było już o Tii i Willu oraz o ich statusie wybranym przez szkołę "Flirt roku". Poprzednio pisałam Wam też o Harper i Broodym im przyznano miano "Pary idealnej". Tym razem  jest o Kaye i Aidanie którzy zostali wybrani w kategorii "Skazani na sukces" oraz o Sawyerze, który im tę wyśnioną przyszłość przewrócił do góry nogami ;)

Kaye jest bardzo mądrą i ambitną dziewczyną, musi bardzo dużo się uczyć, musi mieć mnóstwo zajęć dodatkowych, musi zapomnieć o normalnym, zwyczajnym, nastoletnie życiu. Wybiera się bowiem na jedną z najlepszych uczelni w Ameryce i nie pozwoli, aby cokolwiek stanęło jej na drodze. Jest wiceprzewodniczącą szkolnego samorządu, jest kapitanem drużyny czirliderek. Od trzech lat jej chłopakiem jest sam przewodniczący samorządu... Ta dwójka miała wielkie plany na przyszłość. Oboje mierzący wysoko, wiedzący czego chcą, dążący zawzięcie do celu... Jednak Aidan jest nadętym, samolubnym człowiekiem. Kaye zaczyna to powoli dostrzegać, ich związek jest naprawdę coraz bardziej dziwny, powoli staje się rywalizacją. Aiden chce rządzić i nie odpuści nawet swojej dziewczynie Kaye. Kiedy więc Sawyer (szkolny błazen, który wszystkich wkurza, a jednak wszyscy go kochają) zaczyna robić w jej kierunku jakieś nietypowe i coraz bardziej śmiałe podchody dziewczyna zaczyna naprawdę tracić dla niego głowę. Jednak to jest Sawyer, drużynowa maskotka, chłopak którego ojciec przesiedział 15 lat w więzieniu, który na swoje utrzymanie pracuje w barze. Rodzice Kaye są całkowicie przeciwni temu chłopakowi, szczególnie matka, która sama miała nieciekawe dzieciństwo. Jej córka nie może spotykać się z takim niedoszłym kryminalistą! I chociaż nasza główna bohaterka zazwyczaj jest bardzo posłuszna i nie sprzeciwia się matce, to tym razem postanawia walczyć o swoje...

Powiem Wam, że te książki, cała ta seria przeznaczona jest raczej dla nastoletnich czytelniczek. Głównymi bohaterami są właśnie nastolatkowie (mający po 17-18 lat), ogólnie tematyka jest typowo szkolna, a z romansu mamy tutaj raczej delikatne podchody niż jakieś porywy miłosne, ale pomimo tego ja i tak wciągnęłam się tutaj na maksa. Czytało mi się tę książkę dobrze, przyjemnie i szybko. Fajnie spędziłam przy niej czas i co najważniejsze wcale się nie wynudziłam. Zarówno Kaye jak i Sawyer okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi i naprawdę dało się ich polubić. Co prawda ona na początku miała takie "parcie na szkło" jednak z czasem zaczęła nieco bardziej przypominać typową nastolatkę, a nie bojącą się swojej surowej mamy córeczkę. Szczerze powiem, że czekałam na jakiś przejaw buntu z jej strony, strasznie wkurzała mnie jej mama ;) Za to Sawyer'owi kibicowałam od początku, odkąd przeczytałam pierwszą część z tej serii. Po prostu czułam, że pod tą maską szkolnego błazna kryje się świetny chłopak... Ale dosyć już Wam opowiedziałam. Na koniec dodam tylko, że pomimo tego, że to książki typowo nastolatkowe to jednak okazały się lekką, fajną lekturą, która mnie zaciekawiła. Przeczytałam wszystkie trzy części i podobały mi się. Jeśli nie oczekujecie jakiś wielkich zwrotów akcji, ani żadnego namiętnego romansu to polecam całą serię "Niezwykli" wydawnictwa Jaguar  :)


8 sierpnia 2017

Francuski klejnot


ANNA J. SZEPIELAK

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 416
format: 13,5x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Nawet nie śniłam, że książka, którą byłam nie tak dawno zachwycona doczeka się swojej kontynuacji. A jednak tak się stało! Pamiętacie "Francuskie zlecenie" Anny J. Szepielak, którą polecałam wam jakiś rok temu?? To była cudowna powieść, która na zawsze utkwiła w mojej pamięci. Romantyczna historia pełna rodzinnych tajemnic i wielu zwrotów akcji. Czytałam ją z zapartym tchem i byłam po prostu zachwycona ciekawą i wciągającą fabułą. A teraz to. "Francuski klejnot" czyli dalsze losy Ewy, Gerarda i całej reszty. Jestem przeszczęśliwa! Ja nie wiem jak Wam napisze tą recenzję, ale liczcie się z tym, że z tej oto mojej wypowiedzi cukier będzie wydostawał się w każdy możliwy sposób. Ale ja naprawdę uwielbiam te książki, kocham głównych bohaterów tej powieści i jestem wprost zachwycona rodzinnymi perypetiami opisanymi przez autorkę. Tak, to zdecydowanie książka dla mnie. Jestem nią oczarowana!

Ale tak jakoś od tyłu zaczęłam tą recenzję. A gdzie treść? Gdzie trzymanie w niepewności co do mojej opinii na jej temat? Mój plan wziął w łeb i już tego nie cofnę. Ale z pewnością mogę wspomnieć co nieco o na temat samej książki i tego co w niej znajdziemy :) A trzeba przyznać, że tym razem także na nudę narzekać nie będziemy. Bo choć wydarzenia opisane wewnątrz nie przeniosą nas ponownie do cudownej, pełnej uroku i niesamowitego klimatu Prowansji to i tak nie zabraknie nam tego wszystkiego co w książkach lubię najbardziej. Czyli rodzinnych tajemnic, zagadek z przeszłości, cudnego, sielskiego klimatu i słodkiego, ale jednocześnie napisanego z wielkim wyczuciem smaku romansu. Takie powieści właśnie lubię najbardziej. I właśnie to wszystko znajdziemy tutaj. 

A wszystko zaczyna się w momencie, gdy Ewa przybywa do Francji, by uczestniczyć w odczytaniu testamentu śp. Konstancji. Wszystko dzieje się już po wielu latach. Ewa jest już szczęśliwą mężatką i ma dwóch wspaniałych synków. Dziewczyna oczywiście wciąż utrzymuje kontakt z poznaną tamtego lata rodzinką. Zaprzyjaźniła się z Sophi i Alexem. Pokochała ten olbrzymi dom i pokochała całym sercem Francję. Niestety czas płynie, a życie nie zawsze układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Kłopoty nie omijają zatem i zaprzyjaźnioną francuską rodzinkę. Wygląda na to, że najwięcej zmartwień przysporzył swoim krewnym Alex. Utrata pracy, plotki i takie tam. Dużo by opowiadać. Tak czy inaczej chłopak nie potrafił ogarnąć tego co zaczęło dziać się w okół niego. Co więcej - śmierć ukochanej Konstancji sprawiła, że Alex trochę się pogubił. Dopadły go wyrzuty sumienia, że przez tyle lat nie spełnił obietnicy staruszki i nie odnalazł zaginionego przodka rodziny. Tak więc jego zżerało poczucie winy, natomiast jego bliskim sen z powiek spędzała myśl jak mu pomóc. I wtedy właśnie pojawiła się Ewa. Dziewczyna od razu znalazła rozwiązanie z tej sytuacji. Postanowiła bowiem podstępem wyrwać przyjaciela z domu i sprawić by nieco odpoczął z dala od cywilizacji. I tak dwójka przyjaciół wraz z najmłodszym synkiem naszej głównej bohaterki trafili do bardzo starej posiadłości prowadzonej przez chrześnicę Ewy. Kalina odziedziczyła budynek po babci. Niestety dla tak młodej osóbki prowadzenie agroturystyki nie jest łatwe. Szczególnie gdy nie ma się oparcia wśród rodziny, a ktoś w miasteczku za wszelką cenę próbuje pokrzyżować jej plany. Efekt tego wszystkiego jest taki, że dziewczyna nie ma wielu gości u siebie, a pieniądze topnieją z dnia na dzień. Najwyższy czas i temu zaradzić. Ale dość! Więcej już nie zdradzę. I tak sporo napisałam. Reszty dowiecie się sięgając po tę powieść. Obiecuję, że nie będziecie żałować. 

W tej części na pewno znajdziecie znacznie mniej opisów przyrody. Poprzednio autorkę poniosła wyobraźnia opisując te wszystkie przepiękne zakątki we Francji. I przyznam Wam się szczerze, że odrobinkę mi tego brakowało. Ogólnie nie jestem wielką miłośniczką takich fragmentów, ale Anna J. Szepielak robi to z takim wdziękiem i wyczuciem, że czytanie jej opisów było czystą przyjemnością. Dzięki temu znacznie łatwiej było mi wyobrazić sobie miejsca odwiedzane przez naszych bohaterów. I jakoś tak miałam wrażenie, że razem z nimi uczestniczę w tych wszystkich wydarzeniach. Tutaj troszkę mi tego brakowało. Z przyjemnością przeczytałabym o miejscu, w którym wszyscy przeżyli tak wiele przygód. Ciekawa jestem także jak wyglądał budynek, w którym zamieszkali. Ale spokojnie. To na pewno nie jest jakąś wielką wadą tej powieści. I tak uważam, że jest genialna i kocham ją całym sercem :) Nie zabrakło mi tu bowiem niczego więcej. Ponownie w opisanej przez autorkę historii nie zabraknie wielu ciekawych postaci, charakternych osobowości i zabawnych sytuacji. Pani Anna nie poskąpiła nam także ciekawostek z dawnych lat. Ponownie wraz z bohaterami będziemy grzebać w przeszłości i poznawać życie nieznanych przodków. Jest tu kilka zaskakujących zwrotów akcji. Niektórych sytuacji domyślamy się już wcześniej, ale niektóre nico namieszają nam w głowie. No i nie zabraknie nam tu także wątku miłosnego. Pięknej romantycznej miłości... Ach... aż przyjemnie poczytać o takim szczęściu... 

Ogólnie ta książka to lekka i przyjemna powieść, przy której możemy się zrelaksować. To świetna propozycja na zabicie czasu na przykład podczas podroży. Jest idealna na lenistwo pod chmurką lub długie jesienno-zimowe wieczory. I wiecie co? Trzymam kciuki, by autorka pomyślała o kolejnej części. Ale byłoby super! Byłoby cudownie!!! Teraz jednak zostawiam was z "Francuskim klejnotem", oraz jej poprzednią częścią, czyli "Francuskim zleceniem" - jeśli ktoś jeszcze po nią nie sięgnął. Ja jestem zachwycona. Polecam!!!


2 sierpnia 2017

Para idealna


JENNIFER ECHOLS

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 304
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Jakiś czas temu miałam okazję czytać oraz zamieszczać tutaj recenzję do książki pod tytułem "Flirt roku". Była to pierwsza część z serii "Niezwykli". Dzisiaj przyszła pora na część drugą. Przyznam, że poprzedni tytuł nie powalił mnie na kolana. Miło mi się czytało tamtą książkę i z całą pewnością skłamałabym gdybym napisała, że się przy niej nudziłam, ale zachowanie głównej bohaterki było dla mnie strasznie irytujące. No nie polubiłabym się z nią raczej "na żywo". Pomimo tego z zaciekawieniem sięgnęłam po kolejną część z tej serii. Miałam cichą nadzieję, że ta dziewczyna okaże się bardziej ogarnięta od poprzedniej i wiecie co? Zdecydowanie tak było ;)

Poprzednio głównymi bohaterami byli Tia oraz Will to oni w szkolnym głosowaniu zdobyli nominację "flirt roku". Tym razem poznamy bliżej Harper (przyjaciółkę Tii) oraz Brody'ego najlepszego footballiste w szkole. Ta dwójka została wybrana wśród innych uczniów "parą idealną" chociaż tak naprawdę wcale parą nie byli. Harper to taka zupełna indywidualistka, ma swój niepowtarzalny styl, ma konkretny cel, ma dokładnie sprecyzowane plany na przyszłość. Jest spokojna, ogarnięta, zazwyczaj robi to czego inni po niej oczekują.Nie ma doświadczenia z facetami. No i kocha fotografię za co od razu ją polubiłam, taka kumpela po fachu ;) Broody natomiast jest jej zupełnym przeciwieństwem, prawdziwy przystojniak, szkolny sportowiec, wszyscy go kochają, lgnie do ludzi, ciągle żartuje, dziewczyny się za nim uganiają, a on zmienia je jak rękawiczki. Nic dziwnego, że Harper nigdy nie zwracała na niego uwagi. Był z zupełnie innego świata, nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby mieć z nim cokolwiek wspólnego. Aż do czasu ogłoszenia wyników na przyznane w szkole tytuły. Od tamtej pory Harper zaczęła zupełnie inaczej na niego patrzeć, zaczęła zauważać, że nie jest on taki płytki na jakiego pozuje, zaczęła z nim coraz więcej rozmawiać. Okazało się, że to naprawdę mądry facet. Zaczynała coś do niego czuć, coś czego zupełnie czuć nie powinna. Jej zdaniem to było jednostronne, w dodatku strasznie nie fear w stosunku do chłopaka, z którym od niedawna się spotykała nawet pomimo tego, że on ją zupełnie ignorował i ciągle się o wszystko czepiał... A co jeśli Brody także zwrócił uwagę na Harper? Co jeśli ona zawróciła mu w głowie równie mocno jak on jej? Czy dwie tak zupełnie różne osoby mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego? 

Tak jak wspominałam wyżej tym razem główna bohaterka mnie nie irytowała swoim zachowaniem. Jej podejście do całej sprawy było raczej normalne jak na 17-latkę przystało. Co prawda ja w jej wieku miałam już chłopaka na poważnie od kilku lat, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to ja byłam wyjątkiem w tym temacie ;) Zarówno Harper jak i Brody okazali się bardzo sympatycznymi osobami, naprawdę dało się ich polubić, a to z pewnością ułatwia czytanie książki. Powiem Wam, że nie ma tutaj jakiejś porywającej akcji, wszystko toczy się raczej spokojnie i bez większych zwrotów. Sporo niepewności, niedopowiedzeń, sporo fotografii, przyjaźni, flirtowania, zawodu, radości, złości, godzenia się, maluteńka dawka namiętności... Tak to mniej więcej wygląda moimi oczami. Akcja toczy się na upalnej Florydzie, nad samym morzem więc mamy tutaj zupełnie letni, gorący klimat. I właśnie taka jest ta książka. Moim zdaniem to taka lekka, przyjemna lektura idealna na lato. Chociaż pomyślcie sobie jak fajnie byłoby coś takiego przeczytać w trakcie zimnej, śnieżnej zimy lub deszczowej, brzydkiej jesieni! Tak, to zdecydowanie książka na każdą porę roku ;) 


Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)