15 października 2018

Chłopak, który wiedział o mnie wszystko


KIRSTY MOSELEY

wydawnictwo: Harper Collins
ilość stron: 512
format: 14,5x21,5 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Przyznam, że w tym momencie nie do końca wiem co powiedzieć. Książka, którą dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować okazała się... Hmm no właśnie, jaka? Z jednej strony ciekawa, z drugiej jednak trochę dziwna. Niby wciągająca, a jednak momentami irytująca. Chciałabym Wam ją polecić, bo spędziłam przy niej kilka miłych chwil, ale myślę też o tym, że tak jak ta historia to już dawno nic mnie tak nie denerwowało. To co tutaj się działo, to aż pod fantasy podchodzi ;) Ale zanim dalej rozwinę te moje myśli, odrobinę Wam o niej i opowiem.

Riley to siedemnastolatka, która właśnie przenosi się z prywatnej szkoły do zwykłego liceum. Jedyną osobą, którą tam zna jest Clay. Clay to jej sąsiad i jednocześnie najlepszy przyjaciel od zawsze. Ta dwójka jest wręcz nierozłączna. Traktują siebie niezwykle czułe, dużo się przytulają, dają sobie całusy, dla zabawy robią malinki, trzymają się za ręce.. To dla nich zupełnie normalne dlatego Riley nie może nadziwić się czemu wszystkich wokół tak to dziwi i czemu wszyscy wokół nie mogą uwierzyć, że oni wcale nie są parą... Jednak po długim rozstaniu spowodowanym wakacyjnym wyjazdem Riley, po jej powrocie coś się między nimi zmieniło. Dalej są sobie niezwykle bliscy, ale teraz dziewczyna zaczyna odczuwać to wszystko nieco inaczej. Clay ją pociąga, ale przecież to niemożliwe. To tylko kumpel, nie może tego zepsuć przez rodzące się w niej uczucia... Próbuje je więc zagłuszyć spotykając się z kimś innym. Jednak dosyć szybko wychodzi na jaw, że Clay jest zakochany w Riley od wielu lat, teraz kiedy on wyznał jej prawdę ona także postanowiła być z nim szczera. W końcu jest tak jak powinno być. Wszyscy od zawsze twierdzili, że ta dwójka jest sobie pisana, a ich rodzice byli pewni, że ta przyjaźń zakończy się kiedyś ślubem... Nawet nie wyobrażał sobie jak szybko... Jednak jak na porządny romans przystało nie mogłoby się obejść bez problemów. Black, chłopak z którym przez moment spotykała się Riley wcale nie ma zamiaru tak łatwo sobie jej odpuścić. Wszystko zaczyna się stawać coraz bardziej niebezpieczne...

Zapowiada się dosyć ciekawie prawda? No właśnie ja także tak sądzę i sama historia taka właśnie jest. Pomysł moim zdaniem fajny, ale po zagłębieniu stwierdzam, że tak okropnie przesłodzonej powieści nie jestem w stanie przyjąć z takim zupełnym uśmiechem na ustach. Po prostu to co się tutaj wyprawia, to w jaki sposób jest to napisane jest tak przesłodzone, tak wyidealizowane, że aż mdli człowieka. I mówię to ja, która uwielbia takie historie gdzie ona jest piękna i on jest piękny, gdzie miłość aż im się uszami wylewa. Dawka miłości i piękności w tej książce przebija wszystkie jakie dotychczas czytałam ;) Ale to jeszcze nie wszystko. Bo to, że to najprzystojniejszy chłopak na ziemi, szkolna gwiazda futbolu, idealny pod każdym względem i zakochany na zabój od wielu lat w swojej przyjaciółce to jeszcze nic. To, że ona jest taka niewinna, taka niczego nieświadoma, skromniutka, milutka i oczywiście najpiękniejsza na ziemi to także nic. Ale to, że jej rodzice pozwalają mu zostawać na noc i spać z nią w łóżku, to że ta dwójka tydzień po zostaniu parą bierze ślub w Vegas, to że zaczynają ze sobą mieszkać od razu potem, to że ona jest obiektem prześladowcy i to co wydarzy się w efekcie tych prześladowań to już jest naprawdę, ale to naprawdę "mocne", że tak powiem. Autorkę naprawdę poniosła tym razem fantazja. 

Mamy tutaj ponad 500 stron gdzie wszystko jest tak bardzo piękne i idealne (poza momentami gdzie wpleciony został wątek kryminalny). I powiem Wam, że naprawdę ciężko jest mi jednoznacznie stwierdzić co tak naprawdę myślę o tej książce. Bo tak jak napisałam na początku, z jednej strony mi się ona podobała, z drugiej jednak strony jest ona  zdecydowanie zbyt przesłodzona i momentami irytująca. Ale to czy ją przeczytacie pozostawiam już do wyboru Wam, myślę że można przy niej spędzić kilka miłych chwil, a na dodatek po tej lekturze dawkę słodkości mamy zapewnioną już z zapasem na całą jesień ;)


3 października 2018

Szkoła trzęsiportków. Duch w toalecie


PAMELA BUTCHART

wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 90
format: 13x20 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ


Powoli, powolutku staram się nadrabiać zaległości. Bo czasu mam jak na lekarstwo, a recenzje same się napisać nie chcą ;) Kilkakrotnie już wspominałam, że będę tutaj bywała raczej rzadko ponieważ moje marzenie o przyszłości małymi kroczkami staram się wcielać w życie i jest to bardzo zajmujące... Jednak wspominałam też, że nie zrezygnuję przez to z czytania książek więc od czasu do czasu z pewnością coś tutaj uda mi się napisać :)

Na przykład dzisiaj przed snem skończyliśmy czytać wraz z moim starszakiem taką oto książeczkę. Korzystając z okazji szybciutko zabieram się za napisanie tej recenzji, bo wiem, że jak odłożę to na później to minie zbyt dużo czasu zanim w końcu się za to zabiorę ;)

"Szkoła Trzęsiportków" to seria książek dla dzieci, hmm powiedziałabym, że w takim wieku wczesnoszkolnym :) Przyznam, że nie jestem pewna czy w innych częściach jest wszystko podobne (domyślam się, że tak), ale mogę Wam opowiedzieć dzisiaj o tej jednej, konkretnej części. Znajdziemy w niej trzy osobne historie, każda z nich dotyczy dziwnych, momentami trochę strasznych zdarzeń, które spotykają uczniów z klasy 2b. A ponieważ dzieciaki te są dosyć strachliwe i od razu wierzą we wszystkie niestworzone historie to zdecydowanie jest co opisywać :)

Pierwsza z nich opowiada o duchu, który grasuje w chłopięcej toalecie. Duch ten opryskuje od stóp do głów wszystkich chłopców, którzy tylko do niej wejdą. Nauczyciele oczywiście nie wierzą dzieciakom, ale obrywa się nawet zastępcy dyrektora - panu Harrisowi! Czy to oznacza, że chłopcy już zawsze będą musieli korzystać z toalety dziewczynek??? 

Druga historyjka opowiada o trampku, który przepowiada przyszłość! Podczas klasowego konkursu talentów Maks zdjął z nogi swój trampek i oznajmił, że jest on magiczny i potrafi przepowiadać przyszłość. Na dowód tego odgadł co Laura ma na drugie śniadanie, przepowiedział też, że Irfan na przerwie strzeli gola, gdzie się ukrył batonik Laury oraz to, że ich nauczycielkę spotka wielka niespodzianka...

Trzecia opowieść jest o starożytnej klątwie. Piotrek przyniósł do szkoły pudełko po butach twierdząc, że jest ono bardzo niebezpieczne ponieważ znajduje się w nim starożytna klątwa! Dzieciaki z klasy oczywiście podłapały temat i nieźle się przeraziły kiedy Sunita otworzyła wieczko pudełka. Pani zapewniła ich, że żadne starożytne klątwy nie istnieją, ale dlaczego w takim razie calutka klasa wraz z panią zaczęli się okropnie drapać?

Powiem Wam, że książka ta może okazać się naprawdę fajną rozrywką dla młodych czytelników. Mój starszak nawet się przy niej uśmiał i jestem pewna, że właśnie takie było zamierzenie autorki. Czyta się ją niezwykle szybko ponieważ czcionka jest spora, a wewnątrz znajduje się mnóstwo ilustracji. Ilustracje te utrzymane są w zielono - szaro - czarno -białych barwach i żadnych kolorów poza nimi tutaj nie zobaczymy. 

Format tej książeczki jest odrobinę mniejszy niż zeszytu, ma miękką okładkę, klejone strony i w sumie to tyle, nie ma co tutaj za wiele opowiadać. Zresztą najważniejsza powinna być tutaj informacja o tym, że książka ta jest zabawna, z pewnością wywoła uśmiech na twarzach wielu czytelników. Myślę, że dzieciaki polubią klasę 2b :) Polecam :)



26 września 2018

Ekspedycja Tappiego w Wielkie Nieznane


MARCIN MORTKA

wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 184
format: 16,5x21,5 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Zaglądacie do nas na stronę bardziej regularnie? Jeśli tak to z pewnością zauważyliście jak bardzo uwielbiam Tappiego? Mamy w domku wszystkie części książek z jego przygodami, a jest ich już naprawdę sporo! Ale wiecie co? Ani odrobinę mi to nie przeszkadza, dla Tappiego zawsze znajdzie się miejsce na (przepełnionych) półkach moich dzieci ;) Także sami widzicie, że nie mogłabym sobie odmówić jednej z najnowszych części z przygodami tego przesympatycznego wikinga i jego przyjaciół! Ale piszę tak jak gdybym tylko ja go uwielbiała, a przecież moi chłopcy uwielbiają go równie mocno :) 

Przygody Tappiego opisywane i prezentowane są na dwa odrobinę różniące się od siebie sposoby. Już Wam to opisywałam, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy czyta wszystkie możliwe wpisy zamieszczone przeze mnie więc mniej więcej wyjaśnię o co chodzi. Są tak jakby dwie osobne serie książek, chociaż obie są z tymi samymi bohaterami czyli Tappim i jego przyjaciółmi z Szepczącego lasu. Tylko jedna z tych serii jest skierowana do młodszych, a druga do starszych czytelników. 

Ta dla młodszych jest cieńsza, ma większy format, posiada większy tekst i mnóstwo kolorowych ilustracji. Znajdziemy w niej po kilka różnych, niedługich przygód. Ta seria dla starszych jest nieco inna. Ma mniejszy format, ma więcej stron, mniejszy tekst, mniej ilustracji, cała jest czarno biała, a wewnątrz znajduje się jedna długa opowieść podzielona na rozdziały.

Książka, którą dzisiaj Wam prezentuje jest właśnie dla starszych czytelników, chociaż powiem Wam, że mój trzylatek tak lubi Tappiego, że wcale nie przeszkadza mu to, że nie ma tu kolorowych ilustracji. I tak słucha z zainteresowaniem ;) Ale nie o tym teraz chciałam pisać. Teraz jest już wreszcie czas, aby napisać Wam kilka słów o tym co znajdziemy w treści tej książki ;)

Tym razem Tappi ma do rozwiązania pewien ważny i dosyć trudny problem. Wszystko zaczyna się wtedy kiedy w swoim ogródku natrafia na małą zielonowłosą skrzatkę o imieniu Pietruszka. Jest bardzo przestraszona, ale i bardzo zła. Okazuje się, że została porwana przez jakiegoś badacza przyrody, na szczęście udało jej się uciec. Magister Łapucapu twierdzi, że jest badaczem przyrody, ale tak naprawdę poszukuje niezwykłych zwierząt i innych magicznych istot, aby zamykać je w klatkach. Kiedy porywa małego trolla Marudzika, Tappi i mnóstwo jego przyjaciół z Szepczącego lasu postanawiają zrobić wszystko, aby go uwolnić.

Nie obywa się oczywiście bez problemów, na przykład takich, że podczas poszukiwań znika także mały wilczek Grzebieluszek. On także zostaje schwytany przez magistra Łapucapu. Ale leśni przyjaciele mają plan, zrobią wszystko co w ich mocy, aby uratować tych dwóch maluchów. Wiecie co? To wcale nie koniec tej historii, tak naprawdę to ona dopiero się zacznie. Tappiego i jego przyjaciół czeka jeszcze wiele innych przygód ponieważ ma przed sobą kilka długich podróży, do różnych nieznanych mu dotąd krain. Ale o tym nie będę Wam już opowiadała, bo ta recenzja rozrosłaby się do długości książki ;) 

Już i tak nieźle się rozpisałam więc nie chciałabym za bardzo przedłużać tej recenzji. Szybciutko napiszę Wam tylko, że Tappi chociaż jest wikingiem, chociaż jest duży, silny i gdyby tylko chciał to naprawdę mógłby siać postrach, ale tak naprawdę jest on przesympatyczną osobą, jest bardzo pomocny, miły, pomysłowy, dobrze wychowany i daje wspaniały przykład wszystkim wokoło (tym małym i większym czytelnikom także) :)

Książki o Tappim zawsze są bardzo ciekawe. Wydawać by się mogło, że po tylu opowieściach z tym bohaterem w roli głównej nie będzie już co wymyślać i wszystko stanie się nudne, ale jest wręcz przeciwnie! W tych książkach zawsze coś się dzieje, zawsze jest ciekawie, nie ma szans na nudę :) Dlatego też z całego serca polecam Wam zarówno tę część z serii jak i wszystkie poprzednie! Jestem pewna, że przypadną one do gustu i Wam i Waszym dzieciom!




19 września 2018

Pucio na wakacjach


MARTA GALEWSKA-KUSTRA

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 40
format: 20,5x25 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Jest wiele książek, z których przez ten mój brak czasu musiałam zrezygnować, nie myśleć o nich, odłożyć na później. Powie  Wam, że czasem muszę naprawdę się powstrzymywać, bo wiem, że narazie nie byłoby sensu ich brać, bo i tak by leżały i leżały i leżały... 

Ale jednak jest kilka takich książek, z których nie potrafiłabym zrezygnować. Mamy takie serie, które musimy powiększać o kolejne części ponieważ mamy wszystkie dotychczasowe i spać bym po nocach nie mogła gdyby nowe części nie trafiły do kolekcji ;) Jedną z takich serii jest oczywiście Pucio!

Mamy trzy poprzednie części i uwielbiamy je, powiem nawet więcej - kochamy je całymi serduchami- zarówno moim jak i Dominikowym ;) Dlatego kiedy ukazał się "Pucio na wakacjach" to chyba bym się załamała gdyby nie trafił on w nasze ręce ;) Dlatego też dzisiaj chciałabym napisać Wam co nieco o tej najnowszej książce opisującej przygody przesympatycznego Pucia i jego rodzinki.

Zanim opowiem Wam jednak co tym razem przeżyją nasi bohaterowie to chciałabym powiedzieć Wam kilka słów o tym co najważniejsze w tej książce czyli o aspekcie edukacyjnym, a dokładniej logopedycznym. Autorką wszystkich części Pucia (i kilku innych książek) jest Pani Marta Galewska-Kustra - logopeda i pedagog dziecięcy. Wszystkie publikacje tej autorki skupiają się właśnie na nauce słów, ćwiczeniach mowy, itp. Poprzednie części Pucia były idealne dla młodszych dzieci, ale jestem na tysiąc procent pewna, że przedszkolaki także je pokochały ;) Tym razem książka skierowana jest właśnie do dzieci w wieku przedszkolnym czyli 3-6 lat.

Nie będę opisywała Wam dokładnie na czym to wszystko polega. W ogólnym skrócie chodzi o to, żeby dzięki tej książeczce i podanym w niej pomocniczym wyrazom sprawdzić artykulację naszych dzieci. Przy wyrazach zaznaczone są głoski na które należy zwrócić uwagę oraz podany jest wiek, w którym dziecko powinno już daną głoskę wypowiadać prawidłowo. Tak to mniej więcej wygląda. Więc Pucio to nie tylko ciekawa historyjka z fajnymi postaciami, ale także wspaniała nauka oraz ćwiczenia dla naszych dzieci :) 

Mój Dominik ma problemy z mową, zaczął powtarzać słowa bardzo późno, teraz mając trzy i pół roku nadal mówi dużo po swojemu i dopiero zaczyna łączyć wyrazy w zdania. Zgodnie z zaleceniem pediatry dajemy mu trochę czasu na rozkręcenie się, ale już w po głowie chodzi mi myśl o logopedzie. Zastanawiam się czy nie będzie to niezbędny krok... Starszak też chodził przez wiele lat do logopedy. Najwidoczniej moje dzieci już tak mają... Ale to nie temat na teraz, nie będę opisywała nam naszych osobistych doświadczeń, czas skupić się na książce. Już tak długo piszę, a jeszcze nie zdążyłam napisać Wam o czym tym razem poczytamy ;)

Zaczynają się wakacje, okazuje się, ze ciocia ma dla Pucia, Misi i całej reszty rodzinki wspaniałą niespodziankę. Przyjeżdża po nich samochodem kempingowym i zabiera ich w wakacyjną podróż. Jadą na Kaszuby. najpierw rozbijają obóz nad jeziorem, bawią się w wodzie, pływają łódką, robią sobie rowerowe wycieczki, zbierają grzyby, robią piknik, przeżywają burzę pod namiotem i odwiedzają wspaniały skansen. Później wyruszają w dalszą podróż - tym razem nad morze. Ta bawią się w piasku, w wodzie, zajadają się rybkami, lodami, goframi, płyną statkiem z piratami, a także wspinają się na latarnię morską i podziwiają piękne widoki.

Na końcu książki znajdziemy także rozdział "Wakacyjne minki Pucia i Michalinki". Znajdziemy tutaj dziesięć fajnych ćwiczeń dzięki, którym dziecko poprawi sprawność narządów artykulacyjnych. Robienie dziubka, nadymanie policzków jak balonik, liczenie językiem ząbków, oblizywanie warg, głośny śmiech, picie przez słomkę - to wszystko wspaniałe ćwiczenia, które my możemy zamienić dzieciom w fajną zabawę :) 

Nie będę już więcej się rozpisywać, bo i tak zaszalałam. Ale jeśli znacie już poprzednie części Pucia to z pewnością wiecie czego możecie się spodziewać. Jeśli natomiast nie znajcie ich jeszcze to najwyższa pora to nadrobić. Jestem pewna, że zarówno Wy jak i Wasze dzieciaczki będziecie zachwyceni. Koniecznie przekonajcie się sami! 



13 września 2018

Nigdy się nie dowiesz


S.R.MASTERS

wydawnictwo: Burda Książki
ilość stron: 480
format: 14,5x20,5 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Nie myślałam, że nadejdą kiedyś takie czasy, kiedy ja nie będę mogła czytać książek... Ale stało się, ostatnio mam zbyt dużo pracy i zbyt mało czasu więc chcąc nie chcąc coś musiałam odłożyć na później. Tym razem stanęło na tym, że tym czymś musiały zostać książki. Strasznie nad tym ubolewam, ale właśnie jestem w takim punkcie swojego życia, że pasję mogę zamienić w pracę, albo raczej połączyć to ze sobą i po prostu nie mogę tego zaprzepaścić, zbyt długo o tym marzyłam :) Pozostaje mi mieć nadzieję, że wszystko nadal będzie układało się po mojej myśli, będziecie trzymać za mnie kciuki ;) ???

Ale tak jak wspominałam poprzednio, nie mam zamiaru całkowicie rezygnować z tej strony, a tym bardziej z czytania książek. Książki towarzyszą mi odkąd się urodziłam, odkąd miałam 5 lat chodziłam nagminnie do biblioteki i czytałam wszystko co tylko było dla dzieci, później wszystko co było dla młodzieży, dla dorosłych... Także przez długie lata czytałam to co tylko mnie zainteresowało i teraz z pewnością z tego nie zrezygnuje ;) Po prostu ograniczam, czytam w tych króciutkich wolnych chwilach, które udaje mi się wygospodarować. Nie jest łatwo, ale się staram ;)

Dlatego też dzisiaj chciałabym napisać Wam kilka słów o książce, którą właśnie skończyłam... Czytałam ją dosyć długo, ale w żadnym wypadku nie dlatego, że była mało ciekawa, ale właśnie z powodu nadmiaru pracy. Ten kto tutaj zagląda bardziej regularnie z pewnością wie, że ja jestem ogromną fanką romansów wszelakich ;) Jednak lubię raz na jakiś czas urozmaicić sobie życie czymś poważniejszym, bardziej skomplikowanym, trzymającym w napięciu, trochę strasznym... Właśnie taka okazała się książka pod tytułem "Nigdy się nie dowiesz". Już nie przedłużając tego mojego wstępu napiszę Wam kilka słów o jej treści.

Podczas wakacji do grupy nastolatków dołącza Adeline, która niedawno sprowadziła się do małego miasteczka o nazwie Blythe. Dziewczyna szybko zostaje zaakceptowana i zyskuje nowych przyjaciół, z którymi staje się wręcz nierozłączna. Ze Stevem zaczyna ją coś łączyć, Will natomiast wydaje jej się trochę dziwny i może nawet odrobinę się go boi... Jest jeszcze Jen oraz Rupesh. Cała paczka jest zgrana i świetnie się ze sobą czują... Właśnie wtedy tego pamiętnego lata kiedy opowiadają sobie o planach na przyszłość Will mówi im, że ma zamiar zostać seryjnym mordercą. Aby tak się stało chce zabić trzy osoby. Snuje swoją opowieść wymyślając w jaki sposób to zrobi. Wszystko to jest podobno żartem, ale Adeline czuje, że to dziwne i przerażające. Podejrzewa, że Will mógłby być do tego zdolny. Jednak ich drogi się rozchodzą. Tracą ze sobą kontakt na długie lata... Kilkanaście lat później postanawiają zorganizować spotkanie. Zjawia się czwórka z piątki dawnych przyjaciół. Nie ma wśród nich Willa. Adeline postanawia na dłużej zatrzymać się w swoim rodzinnym miasteczku. Przyjaciele próbują dociec co się stało z Willem, dlaczego się nie pojawił, co robił w przeszłości, gdzie mogą go znaleźć. Przeprowadzają małe śledztwo, które z każdym kolejnym krokiem zaczyna ich coraz bardziej szokować. W końcu odkrywają takie rzeczy, że nie mogą się już wycofać. Teraz kiedy oni sami zaczynają być w niebezpieczeństwie wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą. Czy Will naprawdę zrobił to o czym opowiadał w młodości? Czy teraz poluje na swoich dawnych przyjaciół? Czy przejdą oni pomyślnie grę, w którą zostali zmuszeni grać? O tym Wam już nie opowiem, musicie przekonać się sami :)

Powiem Wam natomiast, że jest to naprawdę ciekawy, trzymający cały czas w napięciu thriller psychologiczny. Wydawać by się mogło, że przecież wiemy o co tutaj chodzi, kto za tym wszystkim stoi, jak to się potoczy, jednak od razu zapowiadam Wam, że przypuszczenia te prawdopodobnie wcale nie są tak trafne jak może Wam się wydawać. Wszystko to ma więcej niż jedno dno, więc trzeba sporo pogłówkować, aby domyślić się o co tutaj tak naprawdę chodzi. I to jest super. Człowiek przez większą część książki sądzi, że rozwiązanie zagadki zna od dawna, a tu zaskoczenie, prawdopodobnie takie, którego wcale się nie spodziewał. I właśnie takie książki są najciekawsze. Takie, których nie można zbyt łatwo przewidzieć, w których historie są zagmatwane i skomplikowane. W tym przypadku jest podobnie za sprawą dwóch czasów, w których toczą się te historie. Na zmianę czytamy o tym co działo się w roku 1997 oraz w roku 2015. I tutaj opowieści z czasów młodości naszych bohaterów kiedy jeszcze byli zgraną paczką, krok po kroku odkrywają nam prawdę, chociaż i to nie będzie jeszcze to. Cała prawda i rozwiązanie tej zagadki wypłynie na samym końcu... Przekonajcie się sami :) 


5 września 2018

Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy


MARTA KRZEMIŃSKA

wydawnictwo: Wilga
ilość stron: 32
format: 14x20 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Ostatnio malutko mnie tutaj, ale sprawy "zawodowe", że tak się wyrażę zajmują mi naprawdę mnóstwo czasu. Do tego dom i rodzina i naprawdę nie mam już tyle czasu na czytanie recenzowania co kiedyś :( Bardzo mi z tego powodu przykro ponieważ robię to już od wielu wielu lat i kocham to zajęcie, ale niestety coś trzeba wybrać, z czegoś trzeba zrezygnować. A teraz właśnie nadarza się wspaniała okazja, aby moją największą pasję (fotografię) zacząć zmieniać w coś bardziej poważnego i nie mogę nie spróbować. 

Także pozostaje mi jedynie przeprosić Was oraz wydawnictwa, z którymi współpracuję i prosić abyście trzymali kciuki za moje powodzenie ;) Nie odchodzę całkowicie z tego miejsca, ale będzie mnie tutaj malutko...

Skoro już się wygadałam i wytłumaczyłam to chciałabym pokazać Wam dzisiaj malutką, niepozorną książeczkę o króliku Franku. Franek ostatnio był bardzo, bardzo grzeczny więc rodzice w prezencie pozwolili mu wybrać sobie jakąś zabawkę w nagrodę. Króliczek wybrał grę memo, rodzice obiecali mu, że pograją w nią całą rodzinką. Franek niezwykle się cieszył, znał doskonale tę grę bo w przedszkolu zawsze wygrywał z innymi dziećmi więc teraz także był bardzo pewny siebie. Kiedy ograł siostrę i rodziców nawet się nie zdziwił, wiedział że tak będzie. 

Jednak potem zaczął przegrywać, okropnie go to zdenerwowało. Był bardzo zły, oskarżył siostrę o oszustwo, obraził się i stwierdził, że już nie chce z nimi grać. Okazało się, że Franek zupełnie nie potrafi przegrywać. Rodzinka tłumaczyła mu, że to tylko zabawa, że nie liczy się to kto wygrał, ale to jak dobrze się bawią przy wspólnej grze. Ale tak naprawdę prawdziwą lekcję Franek zdobył dopiero w przedszkolu kiedy na własnej skórze doświadczył takiego samego zachowania swojego kolegi...

Jak widzicie jest to bardzo mądra lektura. Pomimo swojego niepozornego wyglądu zawiera pouczające treści. Wiem jak to jest z takim małym złośnikiem, który zupełnie nie umie przegrywać, mój starszak lata temu był taki sam. Ja także tłumaczyłam, tłumaczyłam i tłumaczyłam, ale z marnym skutkiem. U nas nie poszło tak gładko jak u królika Franka ;) Przyznam, że nawet teraz kiedy starszy syn ma już 10 lat, nadal zdarzają mu się jakieś małe nerwy z powodu przegranych. Mam nadzieję, że nie zostanie mu tak już na zawsze ;)

Książeczkę ta jest malutka, jest nawet minimalnie mniejsza niż zwykły zeszyt. Jest też cieniutka, ma zaledwie 32 strony. Ma też miękka okładkę. Ale wiecie co? To wszystko jest jej zaletą! Jest ona bowiem podręczna, leciutka, malutką, można ja więc zawsze mieć przy sobie i zabierać wszędzie gdzie pójdziemy. Wewnątrz znajdziemy duża czcionkę, która idealnie nada się dla dzieciaczków zaczynających czytać samodzielnie. Tekstu co prawda dla takich dzieci może padać się zbyt dużo jak na początek ale przecież można czytać z rodzicami na zmianę ;) Mamy tutaj także śliczne, jaśniutkie ilustracje. Takie delikatne, pastelowe. Pasują wspaniałe i na dodatek jest ich sporo, fajnie umilają dziecku lekturę :)


30 lipca 2018

Elementarz 2-latka


KSIĄŻKA Z NAKLEJKAMI

wydawnictwo: Wilga
ilość stron: 48 + naklejki
format: 21x29,5 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ


Powiem Wam, że mojego Dominika nie ciągnie za bardzo do "rozwiązywania" zadań czy też do wykonywania polecań w książeczkach dla małych dzieci. On zdecydowanie uwielbia, ubóstwia wręcz naklejki :) Jego miłość do naklejek istnieje odkąd tylko zrozumiał o co w tym chodzi i miłość ta ani trochę się nie pomniejsza, ani nie zanika ;)

U nas w domu zawsze jest mnóstwo książeczek z wszelkiego rodzaju naklejkami. Ale ja staram się przemycić także trochę książeczek z zadaniami. Zazwyczaj mi się to udaje, oczywiście jeśli wewnątrz są naklejki ;) W książeczce, którą dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować naklejki są i są także różne ćwiczenia do rozwiązywania. Udało mi się nawet namówić moje dziecko do wypełnienia stron w tej książce. Udało się, dał się skusić ;)

Chwyciłam po książkę dla dwulatków chociaż tak naprawdę mój łobuziak ma już skończone trzy latka, ale przeglądnęłam ją i stwierdziłam, że te zadania będą dla niego ok. Oczywiście, że są prostsze niż takie w książce dla starszych dzieci, ale to nie znaczy, że moje dziecko nie może ich wykonać ;) W końcu i tak najważniejsze są naklejki ;)

Takie książeczki z zadaniami, takie typowe ćwiczeniówki zazwyczaj są cienkie, łączone po środku zszywaczem i bardzo szybko się kończą ;) W tym przypadku jest nieco inaczej, bowiem stron mamy tutaj aż 48. Zadania nie są poupychane na stronach, każde zadanie ma swoją stronę więc wszystko jest bardzo przejrzyste. Do tego format to typowe A4 więc jednocześnie ilustracje są tutaj duże i wszystko jest dobrze widoczne :) 

Zadania, które się tutaj znajdują są ciekawe, wciągające i proste więc bez obaw, Wasze dziecko także z pewnością sobie poradzi. Mamy tutaj poznawanie liczb 1, 2 i 3, mamy rozpoznawanie kolorów, odszukiwanie jakiś elementów na obrazkach, opowiadanie o tym co widzi się na ilustracjach, nazywanie zwierząt, naśladowanie dźwięków wydawanych przez zwierzęta wiejskie, odnajdywanie różnic na obrazkach.

I oczywiście naklejanie naklejek w odpowiednie miejsce na obrazkach. Na przykład świeczki na torcie, śniadanie głównych bohaterów, talerzyki pasujące do kubeczków, jabłuszka na jabłoni, koła w traktorze, motylki i pszczółki na łące, słoneczko i księżyc na niebie, kapelusz bałwana, ozdoby na choince oraz wór z prezentami świętego mikołaja :) 

Jak widzicie jest tutaj co robić. Moim zdanie nie da się przy tej książce nudzić. Co prawda zadania te są dosyć łatwe, ale za to kolorowe i bardzo ciekawe :) Jest tutaj sporo do opowiadania, a ponieważ moje dziecko ma pewne problemy z mówieniem takie zadania tajże bardzo nam się przydają :) Zresztą przekonajcie się sami, na pewno spodoba się Wam ta książeczka :)


Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)