19 stycznia 2017

O chłopcu, który wpadł do książki


PETER CARNAVAS

wydawnictwo: Adamada
ilość stron: 32
format: 25x25 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ

Uwielbiam książki wydawnictwa Adamada. Za każdym razem, gdy po jakąś sięgam - jestem przekonana, że będzie super. Bo choć te wszystkie lektury z ich oferty wydają się być zwykłymi, niepozornymi opowiadaniami okazują się fantastycznymi, ciepłymi i niezwykle mądrymi historiami. Już nie raz mile mnie zaskoczyły i pewnie nie raz jeszcze dam się zaskoczyć. I to właśnie w nich lubię. Aż żałuję, że tak późno odkryłam tą kopalnię cudownych książek. Koniecznie muszę teraz nadrabiać zaległości...

Dziś poznacie małego chłopca. Takiego, jakich wiele na świecie. Ma dwie ręce, dwie nogi i głowę, czyli niczym nie różni się od naszych kolegów i braci. I własnie o nim będzie ta książeczka. O tym jak pewnego dnia się pojawił i zaczął odkrywać otaczający go świat. Na początku powolutku i niepewnie podziwiał to co spotykał na swojej drodze. Potem jednak zaczął czuć się w nim na tyle swobodnie, że zaczął robić pewne rzeczy. Z każdym dniem przeżywał coraz to inne przygody i poznawał na swej drodze inne postacie. Aż pewnego dnia... dorósł. Ale to nie koniec tej historii. Bo ten chłopiec, choć już duży wciąż pisał swoją historię...

Tytuł tej książki sugeruje nam, że przeczytamy w niej o chłopcu, który w bardzo tajemniczy sposób pojawił się pewnego dnia na kartach jakiejś książki. Spodziewamy się zatem, że będzie tu opisana ciekawa, niesamowita i dość mało prawdopodobna historia. Taka, której nikt z nas nie byłby w stanie przeżyć. Tymczasem tytułowy chłopiec jest tak samo zwyczajny jak ty czy ja. Jest ciekawy świata, poznaje ludzi dookoła, próbuje różnych nowych rzeczy, pomaga innym, dorasta, zakochuje się, zakłada rodzinę... Robi wszystko to, co każdy z nas. Jest po prostu wciąż tym samym chłopcem. Tyle tylko, że przez cały ten czas dręczy go jedno pytanie. Co tu robi i dlaczego? Ale gdy pewnego dnia chce sprawdzić, czy jest we właściwym sobie miejscu - przekonuje się, że nie mógłby być nigdzie indziej...

Nasze życie to księga, w której codziennie zapełniamy kolejne strony. Myślę, ze to właśnie takie przesłanie chciał zawrzeć w tym opowiadaniu jej autor. I według mnie - wyszło mu to doskonale. Opisując tą niezwykle ciepłą i piękną historię daje do zrozumienia naszym dzieciaczkom, że ich życie to puste strony, które wraz z każdym kolejnym dniem zapełnią się kolorami i pięknymi wspomnieniami. I nie ważne dlaczego. Najważniejsze, że jesteśmy tu i teraz, i że to własnie jest nasze miejsce. Tu pasujemy jak ulał.

Pewnie macie już dość tych moich zachwytów, ale przy tych lekturach po prostu nie da się inaczej. Co ja na to poradzę, że wydawnictwo Adamada tak dba o jakość swoich książek? Że każda z nich jest dopracowana w każdym calu, jest pięknie wydana i aż przyjemnie do niej zajrzeć? To opowiadanie oczywiście nie jest wyjątkiem w tym temacie. Podobają mi się szalenie ilustracje, które osobiście wykonał autor tego tekstu, podoba mi się twarda okładka, duży format i grube śliskie kartki. Ale najbardziej na świecie podoba mi się treść tej historii. Jest cudna... 

Są książki, które są zabawne, są piękne, są edukacyjne, fajne, ciekawe, trzymające w napięciu. I są takie, które choć wydawałoby się, że są najzwyczajniejszymi opowiadaniami pod słońcem na zawsze zostają w naszej pamięci. Książki, które zaskakują nas swoją mądrością i trafnymi spostrzeżeniami. Takie, które sprawiają, że po ich przeczytaniu nie wiemy co powiedzieć. Po prostu brak nam słów. Opowiadanie, które Wam tu dziś prezentuje właśnie takie jest. Genialne w swojej prostocie. Piękne... niesamowite... Jestem bardzo mile zaskoczona. I ogromnie cieszę się, że ta lektura stanie na półeczce moich dzieci. Gorąco ją Wam polecam. Jestem przekonana, że Was także zachwyci... 

18 stycznia 2017

Jak to zrobić w Lightroomie?


SCOTT KELBY

wydawnictwo: Helion
ilość stron: 272
format: 16x23,5 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ

Każdy kto choć troszkę interesuje się fotografią wie, że w dzisiejszych czasach poza umiejętnością obsługi odpowiedniego sprzętu warto także znać programy do obróbki wykonanych zdjęć. Ja osobiście już od lat nie potrafię obejść się bez Lightrooma. Programu, który oferuje wiele możliwości i w 100% spełnia moje oczekiwania. Jest on wystarczająco prosty, bym mogła się po nim swobodnie poruszać i jednocześnie na tyle rozbudowany, bym mogła w nim zaszaleć ;) Problem jednak w tym, że choć działam na nim już od bardzo dawna, mam wrażenie, że wciąż nie wykorzystuję wszystkich jego możliwości. Dlatego też postanowiłam sięgnąć po lekturę, która nieco przybliży mi jego działanie. 

Autorem tej publikacji jest Scott Kelby. Fotografik, projektant, redaktor i wielokrotnie nagradzany autor kilkudziesięciu świetnych książek. Zdecydowana większość z nich o ile nie wszystkie omawiają techniki fotografowania oraz pracę nad nimi w cyfrowej ciemni. Miałam okazję czytać kilka jego książek i muszę przyznać, że naprawdę są świetne! Scott Kelby ma bowiem ogromną wiedzę na ten temat i z przyjemnością się nią z nami dzieli. Poza tym z tego co zdołałam się zorientować, to dość sympatyczny człowiek o bardzo dużym poczuciu humoru. Często podczas omawiania jakiegoś zagadnienia ma ciekawe porównania, żartuje. Zresztą niekiedy nawet tytuły rozdziałów nie do końca są takie jak powinny. Ot, dowcipniś z niego o tyle. Ale dość już o autorze tej książki. Czas napisać co nieco o samej książce.

Jak to zrobić w Lightroomie? to poradnik dla każdego miłośnika fotografii. Książka ta podzielona jest na 12 rozdziałów. W pierwszym dowiemy się jak umieszczać zdjęcia w programie, wyświetlać miniatury, podglądać fotografie, tworzyć kopie zapasowe itp. Dalej przechodzimy do rozdziału dotyczącego porządkowaniu zdjęć. Tutaj oglądamy zdjęcia w powiększeniu, odczytujemy jego parametry, szukamy konkretnych fotografii segregując je pod względem daty, lub nazwy, porządkujemy zdjęcia, grupujemy je, zmieniamy nazwy etykiet, kasujemy i wiele wiele więcej. Lightroom to program, który można także skonfigurować tak, by dopasować go do swoich potrzeb. Możemy chować nieużywane moduły, wyświetlać konkretne informacje wokół miniatur, wyświetlać fotografie na całym ekranie, mieniać kolor tła zdjęć. Tych wszystkich możliwości jest tu oczywiście znacznie więcej, ja wymieniłam ich tylko kilka. A o tym jak dokonać tych wszystkich zmian przeczytamy w rozdziale trzecim.

Czwarty dział w tej publikacji to coś co interesuje mnie najbardziej czyli edycja zdjęć. Jest tu wiele informacji o tym co zrobić by poprawić wygląda naszej fotografii, czyli na przykład skorygować, gdy jest mdłe lub ma nie właściwą kolorystykę. Możemy także rozjaśnić ciemne elementy, odpowiednio je wykadrować, wyostrzyć, zredukować ilość szumów itp. Ogólnie rzecz biorąc, jest tu wszystko co przyda się każdemu, kto chce poprawić jakoś swoich zdjęć. A jeśli chcemy dokonać jeszcze częściowych poprawek, zmienić niektóre ich fragmenty - musimy skorzystać z dostępnych w programie pędzli. Jak z nich korzystać? Wszystko znajdziecie w rozdziale 4. Kolejne części interesują mnie już nieco mniej. Znajdują się tam bowiem działy związane z drukowaniem zdjęć, tworzeniem pokazów slajdów, efektów specjalnych, albumów. Poza tym z rozdziału 11 dowiedziałam się, że program Lightroom działa także na urządzeniach mobilnych! Super prawda? A w 12 przeczytamy różne dodatkowe ciekawostki, które w każdej chwili mogą nam się przydać.

Pierwsze co przychodzi mi do głowy to fakt, że książka ta jest bardzo przejrzysta. Każde zagadnienie umieszczone jest na osobnej stronie, Każda wskazówka ładnie i krótko wytłumaczona. Nie ma tu miejsca na jakieś bezsensowne pogaduszki, sięganie do teorii czy historii powstania fotografii. Same konkrety. Kliknij tu, popraw tam, pociągnij, przesuń, zaznacz. Fajne jest również to, że gdy autor odnosi się do jakiejś konkretnej funkcji programu to wymienia jej nazwę zarówno po angielsku jak i po polsku. Uważam, że to ogromny plus tej książki, bo choć obecnie mam Lightrooma w języku polskim, tak przez dłuższy czas posługiwałam się nim bez spolszczenia. To znaczy miałam je, tylko wtedy jeszcze nie odkryłam jak mogę je włączyć ;) Gdybym zatem sięgnęła po tą publikację jakiś czas temu z pewnością byłabym wniebowzięta, że ktoś o tym pomyślał i wymienił mi wszystkie narzędzia w oryginale. Nie musiałabym szukać po omacku ;)

Choć w lekturze tej jest naprawdę cała masa bardzo przydatnych informacji to nie należy ona do olbrzymów. Byłam przekonana, że taka "encyklopedia Lightrooma" będzie gruba i ciężka. Że zanim ją przeczytam minie strasznie dużo czasu, a drugie tyle będę musiała czekać, by wcielić tą swoją wiedzę w życie. Tymczasem okazuje się, że wcale nie jest tak źle. Dzięki temu, że autor skupia się jedynie na konkretach - każda wskazówka zajmuje naprawdę niewiele miejsca. Za każdym razem wszystkie porady mieszczą się na jednaj stronie w książce, a czego sporą jej część zajmuje duże kolorowe zdjęcie. Poradnik ten jest także nie duży i bardzo poręczny. Chyba jedyna rzecz, której mi tu brakuje to grubej sztywnej okładki. Ta jest taka zwyczajna miękka, i przy długim i częstym korzystaniu z niej, siłą rzeczy w pewnym momencie pojawiają się na niej ślady użytkowania. Nie są to może jakieś wielkie zmiany, książka nie rozsypuje nam się w rękach - jest bardzo dobrze wykonana. Ale jednak jakieś tam zagięcie widać, lekko zmechacony róg strony także. A szkoda, bo można było tego uniknąć. W końcu takich książek nie trzyma się tylko na półce. Ja zaglądam do niej cały czas :)

Powiem Wam szczerze, że ja już nie wyobrażam sobie pracy ze zdjęciami bez Lightrooma. Ma on w sobie tak wiele możliwości, tak wiele opcji, dzięki którym moja praca jest jeszcze łatwiejsza i przyjemniejsza, ze po prostu nie wyobrażam sobie bym mogła zastąpić jakimkolwiek innym. Uwielbiam go. I uwielbiam książkę, która otworzyła mi oczy na wiele opcji o których dotąd nie miałam pojęcia, a które z całą pewnością mi się przydadzą. Lektura, którą miałam dziś okazję Wam zaprezentować to taka encyklopedia wiedzy o tym programie w pigułce. Możemy przeczytać ją całą od deski do deski. Lub możemy jedynie skupić się tylko na tym co nas interesuje, bo odnalezienie w niej konkretnego zagadnienia jest bardzo łatwe. Tak więc do tej pory nie umiałam sobie wyobrazić życia bez Lightrooma. Teraz nie potrafiłabym żyć bez niego i bez tej książki. Jest rewelacyjna! Polecam!

Za książkę serdecznie dziękuję księgarni internetowej


17 stycznia 2017

Kuchnia naturalna


Praca zbiorowa

wydawnictwo: Olesiejuk
ilość stron: 224
format: 21,5x27,5 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ

Kolejna książka kucharska w moim posiadaniu. To już zaczyna przypominać jakąś manię, uzależnienie. Ale uwielbiam takie lektury. Lubię mieć pod ręką garść ciekawych inspiracji do eksperymentowania w mojej kuchni. Za każdym razem gdy mam już serdecznie dość pichcenia kolejnej oklepanej zupki i tłuczenia następnych ziemniaczków z kotlecikiem chwytam za moje książki i szukam odmiany. Na prawdę nie wiem co ja bym bez nich zrobiła. I cieszę się, ogromnie, że w każdej z nich znajduję coś innego. Że żadna nie jest dokładnie taka sama jak poprzednia :)

Tym razem pokażę Wam kolejną lekturę, która z pewnością trafi na moją półkę z książkami kucharskimi. Znajdują się w niej bowiem przepisy zupełnie inne niż te, które dotąd znałam. I na tyle ciekawe, że z przyjemnością któryś z nich wykorzystam. Jakoś naszło mnie na zdrowe odżywianie. Ale nie na dziwaczne i egzotyczne, tylko takie bogate w warzywa i owoce. Już od dawna chodzi za mną coś takiego. Tylko jakoś brak mi inspiracji i takiego :"kopniaka", żeby wziąć się za siebie. Może ta książka będzie miała na mnie pozytywny wpływ i zacznie się coś dziać? Bardzo bym chciała. Na razie zapał jest, plany również. Teraz tylko trzeba zacząć działać ;)

Ale wróćmy do książki, bo jak zwykle odbiegam od tematu. Gdy zerkniemy do środka tej książki na początku znajdziemy wstęp. Autorzy umieścili w niej kilka ważnych informacji takich jak co to znaczy naturalne odżywianie, jakie składniki uważamy za zdrowe z natury itp. Dalej natomiast jest 6 rozdziałów. Pierwszy zatytułowany Na dzień dobry zawiera szereg kuszących przepisów na dobry początek dnia. Wśród nich znajdziemy na przykład masło z orzeszków ziemnych, grzanki z mozzarellą, pomidorami i rozmarynem, bruschetta z sałatką z pomidorów, różnego rodzaju kanapki, babka cynamonowa, naleśniki, omlety, jajka sadzone, placki i owsianki. Ja już mam upatrzone swoje typy. Jestem pewna, że po takim śniadaniu mój dzień będzie cudowny... :)

Przejdźmy jednak do następnego rozdziału pt. Szybkie doładowanie. Jak sama nazwa wskazuje potrawy zawarte w tym dziale mają za zadanie dostarczyć nam energii oraz ważnych składników odżywczych. Aby tego dokonać należy wybierać kolorowe sałatki, kasze z warzywami oraz szybkie dania na ciepło. A oto kilka przykładowych przepisów z tego rozdziału: sałatka z papryką, kukurydzą i serem, sałatka pomidorowa, sałatka ze świeżych warzyw, makaron z jajkiem, mozarellą i pieczarkami, tarta z mięsem, czerwoną cebulą, serem i grzybami, kasza jaglana z brokułami i jajkiem sadzonym, jajecznica z kurkami itp. Kolejny rozdział to Potęga warzyw. Bo podobno na obiad to właśnie jarzyny są najważniejszym składnikiem. Warto zatem upichcić jakieś zupy, tarty i pizze załadowane warzywami. Tutaj autorzy umieścili na przykład krem z pomidorów, zupę fasolową, krem z brokułów, pizza z kalafiora ze szparagami, pełnoziarnista tarta z dynią i kozim serem czy chociażby kalafior na ostro. 

Energetyczne proteiny to kolejny rozdział zawierający dania z pełnowartościowym białkiem. Wśród nich znajdziemy na przykład pieczoną wątróbkę drobiową, polędwiczki wieprzowe z warzywami, hiszpańskie klopsiki na ostro, indyjska kosma, piersi kurczaka w sosie z groszkiem i pomidorami, udka z ryżem i granatem, szaszłyki wołowe z ziemniakami itp. Dalej jest coś w sam raz dla mnie, czyli Słodkie co nieco. Tutaj kuszą muffinki bananowe lub z truskawkami, różnego rodzaju tarty, tartaletki, ciasto daktylowo-orzechowe, bułeczki cynamonowe, ciasteczka owsiane... Ech... aż ślinka cieknie... I na koniec to co najlepsze czyli Eliksiry zdrowia. Koktajl jagodowo-bananowy, koktajl z granatu, koktajl z zielonych owoców  i warzyw, smoothie malinowe, borówkowe, z buraków, warzywne, pomidorowe, z ogórka, jabłka i banana itp. Naprawdę powiem Wam, że wyglądają one bardzo, ale to bardzo smakowicie. Mam ogromną ochotę wypróbować je wszystkie :)

Okropnie rozpisałam się wymieniając Wam te wszystkie przepisy, ale bardzo chciałam pokazać Wam, czego możecie spodziewać się po tej książce kucharskiej. A ponieważ jest tu całkiem spore urozmaicenie w daniach, było o czym pisać. Warto zwrócić uwagę na to, że przepisy zawarte w tej książce nie są takie typowe, jak w każdej innej do jakich przywykłam. Ale te tutaj nie wymagają od nas sięgania po jakieś egzotyczne składniki, których nigdy nie widzieliśmy na oczy. Zdecydowana większość używanych w tych przepisach skłądników to przeróżne warzywa i owoce. Do tego czasem trzeba dodać jakieś jako, mięsko, serek i gotowe! Prosto, szybko i... myślę, że smacznie. Mam przynajmniej taką nadzieję, bo już wkrótce z pewnością zacznę działać. Mam straszną ochotę wypróbować kilka tych smakołyków. To będzie dla mnie spora odmiana. Mam nadzieję, że na lepsze :)

Ta książka kucharska jest bardzo fajna. Pięknie wydana, ciekawa i pełna smakowitych przepisów. Ma twardą okładkę, dobrej jakości papier wewnątrz i ładne zdjęcia. Przepisy są czytelne i jasno opisane. Każde danie jest króciutko opisane, zawiera informację jak długo się je przygotowuje i jakiej trudności jest jego wykonanie. Składniki wymienione są w słupku, a każda czynność w punktach. Naprawdę nie mam do czego się przyczepić. Wszystko jest takie jakie być powinno. 

Nie jestem kucharką i nigdy kuchnia mnie specjalnie nie ciągnęła, ale te przepisy jakoś wyjątkowo wpadły mi w oko. Mam chęć na coś nowego, coś innego. I to coś znalazłam właśnie tu. Jeśli i wy także pragniecie takiej odmiany - sięgnijcie po "Kuchnię naturalną". Bardzo możliwe, że znajdziecie w niej to czego szukacie :)

16 stycznia 2017

Chichotnik, czyli księga śmiechu i uśmiechu


W. CHOTOMSKA, D. WAWIŁOW, L. J. KERN, M. PRZEWOŹNIAK, J. TUWIM, J. BRZECHWA, A. FREDRO, M. KONOPNICKA, A. FRĄCZEK

wydawnictwo: Literackie
ilość stron: 80
format: 21x22,5 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ


U nas w domu wiersze zawsze są mile widziane. Alicja odkąd pamiętam uwielbiała ich słuchać. A gdy już zaczęła sama czytać bardzo często wracała do naszych tomików wierszy, choć tak naprawdę zdecydowaną większość utworów w nich zawartych znała już na pamięć. Ale to jej zupełnie w niczym nie przeszkadzało. I tak regularnie sięgała po te same książki, A miała w czym wybierać, bo trochę ich już mamy. Teraz pałeczkę przejmuje Natalka. Teraz to jej stale czytamy wierszyki. Moja młodsza córka bardzo to lubi. Nic więc dziwnego, że postanowiłam znów lekko powiększyć tą naszą kolekcję.  
Dziś pokażę Wam naprawdę bardzo wyjątkową lekturę. Wyjątkową pod kilkoma względami. Po pierwsze jest to zbiór wierszy dla dzieci różnych autorów Wśród nich spotkamy znanych nam doskonale klasyków jak Jan Brzechwa, Julian Tuwim czy Maria Konopnicka. oraz współczesnych poetów, czyli między innymi Agnieszkę Frączek i Marcina Przewoźniak. Dobór tych wierszy dokonała równie znana i lubiana pisarka  dla dzieci - Barbara Gawryluk. A na jakiej podstawie dokonywała selekcji? No cóż. Chodziło o to, by w tej oto książce pojawiły się tylko te najweselsze, najbardziej zabawne utwory dla dzieciaczków. Jak myślicie, udało się?

Tak więc dziś będziemy się śmiać, chichotać i rechotać. Będziemy czytać zabawne rymowanki i poprawiać sobie humor. Bo utwory umieszczone w tej lekturze, rzeczywiście są bardzo zabawne. Niektóre z nich na pewno znacie. Na przykład wiersze Juliusza Tuwima: O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci, Okulary czy Zosia Samosia. Nie raz na pewno czytaliście Pawła i Gawła Aleksandra Fredry lub rymowanki Jana Brzechwy zatytułowane: Samochwała, Kłamczucha, Leń, Katar itp. Ciut mniej popularne, ale z pewnością również znane wiersze Wandy Chotomskiej takie jak Bobry, Kundel Trzydziestego lutego, lub też utwory Ludwika Jerzego Kern pt. Płka, Choinka lub Dwie ręce - także znajdziemy w tej książce.

A poza nimi są też całkiem nowe (tak mi się wydaje przynajmniej, bo ja ich nie znam) wiersze Agnieszki Frączek (Na skuterku) i Marcina Przewoźniaka (Kura w górach). Dwa utwory w tej książce należą do Danuty Wawiłow. Ze wstydem muszę przyznać, że zupełnie ich nie znałam, a to chyba już dość stare utwory. Mam na myśli wiersze zatytułowane: Świnka i Urodzinki. Są naprawdę bardzo fajne :) Nie tu także naszego ulubionego wiersza Marii Konopnickiej, czyli Stefka Burczymuchy. I ja i moje dziewczyny po prostu go uwielbiamy! Jest kapitalny!

Jak widzicie urozmaicenie w tej lekturze jest tu całkiem spore, choć muszę przyznać, że jest coś nad czym bardzo ubolewam. Żałuję, że Pani Barbara nie przemieszała bardziej klasycznych wierszy z tymi współczesnymi. Obecnie polscy poeci mają na swoim koncie całe mnóstwo wesołych wierszyków dla dzieci. Fajnie by było, gdyby znalazło się ich tu więcej. Klasyka jest w wielu zbiorach wierszy. Współcześni poeci mają także swoje włąsne książeczki z ciekawymi utworami. Ale jeszcze nigdy nie widziałam, by one wszystkie znalazły się w jednym miejscu. A to przecież mogłaby być fajna odmiana dla maluchów. Ja czuję tu pewien niedosyt i z przyjemnością dokleiłabym do tej książki jeszcze kilka stron z wierszami poetów XXI wieku ;)

Ok, rozpisałam się na temat treści bardzo, a to jeszcze nie wszystko. Muszę koniecznie wspomnieć o czymś jeszcze. A mianowicie o ilustracjach, które po prostu mnie zachwyciły! Na pierwszy rzut oka wydają się mało atrakcyjne, ale wystarczy lepiej im się przyjrzeć i zobaczycie, że są po prostu genialne! Ich autorką jest niezwykle pomysłowa i utalentowana Elżbieta Wasiuczyńska. Podziwiam jej zapał i cierpliwość, bo wykonanie tych prac musiało zająć całą masę czasu. Zwróćcie uwagę, że obrazki te nie są rysowane czy malowane. One są wykonane w 3d i sfotografowane! Każdy najdrobniejszy element został tu wykonany ręcznie i umieszczony odpowiednio na tle tak, by jak najlepiej prezentował się na zdjęciu. Nie umiem Wam tego dokładnie opisać, ale polecam Wam zerknąć na galerię zdjęć, którą znajdziecie TUTAJ, gdzieś na dole strony. Jaj jestem pod wrażeniem! Efekt jest niesamowity!

Chichotnik to prawdziwa księga śmiechu i uśmiechu. To lektura, która - jak już gdzieś ktoś kiedyś napisał - działa jak łaskotki. Podoba mi się dobór wierszy, choć ja na pewno dodałabym ich jeszcze kilka. Podoba mi się pomysł na tą lekturę i bardzo, ale to bardzo podoba mi się jej wydanie. Książeczka ta nie jest zbyt duża. Ma twardą okładkę i dobrej jakości papier .No i te ilustracje... Cudo! Ogólnie lektura ta sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Ja jestem zachwycona. Z przyjemnością przygarnęłabym więcej takich. Jestem pewna, że moje dzieci podzielają moją opinię... Przy tej spędziłam z Alicją i Natalką sporo czasu i jakoś na razie nie widzę, by moim córkom to przeszkadzało. Podejrzewam, że jeszcze długo będziemy po nią sięgać. Przynajmniej na razie tak to wygląda :) Zatem polecam!

15 stycznia 2017

Bosacka po polsku


KATARZYNA BOSACKA

wydawnictwo: Publicat
ilość stron: 160
format: 20,5x26 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ

Katarzyna Bosacka to bardzo znana dziennikarka. Moja mama od dawna śledzi jej program w telewizji pt. "Wiem co kupuję" omawiający różnego rodzaju przekręty wielkich koncernów przemysłowych i nie tylko. Te wszystkie promocje, które nie mają nic wspólnego z obniżką cen lub zdrowe produkty, które tak naprawdę eliminując jeden niezdrowy składnik otrzymują w zamian całą masę innych - jeszcze gorszych. Niestety, ten kto uważa, że firmy chcą iść konsumentowi na rękę - grubo się myli. W dzisiejszych czasach najważniejszy jest zysk. Nic poza tym. Niestety my szaraczki często nie mamy o tym wszystkim pojęcia. Stąd taka ogromna popularność wspomnianego wyżej programu. Jego autorka bowiem odkrywa przed telewidzami wszystkie te tajemnice. Niekiedy aż trudno w to wszystko uwierzyć! Oczywiście Katarzyna Bosacka nie prowadzi jedynie tego jednego programu. Zana jest także seria odcinków pt. "Wiem co jem" lub "O matko!". Sama także chętnie śledziłam je wszystkie i uważam, że można się z nich dowiedzieć naprawdę mnóstwa ciekawych rzeczy!

Ale dość już o tym. Jeśli chcecie poznać życiorys autorki tej książki wystarczy, że wpiszecie jej nazwisko w Google i na pewno wiele informacji od razu się pojawi. Przeczytacie wtedy że jest ona także szefową działu urody i zdrowia w "Wysokich obcasach", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej. Z wykształcenia jest polonistką, ma czwórkę dzieci i kilka fajnych książek na swoim koncie! I właśnie dziś chciałabym jedną z nich Wam zaprezentować. Nie jest to żaden poradnik, choć to co pisałam powyżej mogłoby na to wskazywać. Ta lektura to książka kucharska pełna wielu ciekawych przepisów. Przyznam Wam się szczerze, że choć nie jestem taką ogromną fanką Katarzyny Bosackiej co moja mama to i tak z ogromną przyjemnością po nią sięgnęłam. Byłam przekonana, że będzie fajna :)

Bosacka po polsku to spis przepisów na co dzień i od święta. Książka ta podzielona jest na kilka rozdziałów zatytułowanych kolejno: Przystawki zimne, Przystawki gorące, Zupa - nasza duma narodowa, Dania główne, A na deser... I w każdym z tych działów znajdziemy co najmniej kilkanaście przepisów. Jest zatem w czym wybierać. Wymienię Wam kilka takich przysmaków dla przykładu. Tak więc w przystawkach zimnych odnajdziemy śledzia w konfiturze z czerwonej cebuli, kolorowe jajka na twardo, szparagi w szynce w kremem chrzanowym i szczypiorkiem, różnego rodzaju kulki koktajlowe itp. Przystawki gorące to na przykład szparagi w sosie holenderskim z makiem, sajgonki z kapustą i grzybami, grzanki z kaszką i grzybami oraz różnego rodzaju pierogi.

Czas na zupy czyli na przykład chłodnik ogórkowy z nutą mięty i malinami, krem z buraków z porto, zupa krem z karmelizowanego kalafiora, krem z kurek i wiele wiele więcej. W daniach głównych znajdziemy takie potrawy jak dorsz w konfiturze jabłkowo cebulowej, pierś w z kurczaka w occie balsamicznym i porzeczkach, gęś owsiana, podawana z zielonymi kopytkami i czerwoną kapustą, żeberka śliwkowe z sałatką ziemniaczaną i coleslawem z czerwonej kapusty. A teraz czas na deser, czyli mój ulubiony dział w każdej książce kucharskiej. Tutaj znajdziemy takie smakołyki jak gruszki w miodzie z bakaliami, sernik na zimno z jagodami, pierogi czekoladowe z jabłkiem i serem, różnego rodzaju domowe pralinki, a nawet ciasto buraczkowe! Te moje przykłady to oczywiście niewielka część tego co znajdziecie w tej lekturze. Wymieniając je chciałam Wam pokazać jak wielkie urozmaicenie w niej znajdziemy.

Wiecie już zatem, że Bosacka po polsku to książka kucharska. Wiecie także, że znajdziemy w niej całą masę przeróżnych potraw, które z całą pewnością zaspokoją oczekiwania nawet najbardziej wybrednej kucharki. Teraz więc skupię się na samej książce, bo uważam, że warto zwrócić Wam uwagę jaka jest śliczna! Wydawnictwo Publikat naprawdę dołożyło wszelkich starań, by ta lektura wyglądała równie smakowicie, co dania w niej zaprezentowane. Nie jest ona ani za wielka, ani za malutka. Jak na mój gust to właśnie idealny rozmiar na tego typu lekturę. Jest poręczna i przejrzysta. I do tego lekka. Bardzo fajna, podoba mi się.

Co więcej, książka kucharska Katarzyny Bosackiej ma twardą, śliską okładkę, dzięki czemu nie zniszczy nam się ona zbyt szybko. W środku grube i śliskie kartki są wszywane nie wklejane, więc także nie musimy się martwić, że całość zaraz nam się rozleci. Podoba mi się również, że książka ta bez kłopotu otwiera nam się zupełnie na płasko i nie zamyka nawet jeśli jej nie przytrzymujemy. Dzięki temu mam pewność, że podczas gotowania nie będę musiała stale szukać mojego przepisu. Okropnie nie lubię gdy w trakcie wyrabiania cista lub jakiekolwiek innej czynności nagle przeskakują mi kartki w poradniku kulinarnym a ja martwiąc się by nie zabrudzić stron muszę szukać go na nowo. To jest okropnie irytujące! Na szczęście w tej publikacji nie muszę się o to martwić.

Bardzo podoba mi się szata graficzna tego poradnika kulinarnego. Szczególnie to, że wszystko tu jest takie jaśniutkie i przejrzyste. Aż się chce zaglądać. Tło jest białe z takim delikatnym szarym akcentem, Ilustracje także wykonane są na białym tle. Efekt jest taki, że książka ta sprawia bardzo dobre wrażenie. Według mnie to fajny pomysł. W 100% go popieram. Ale jak wiemy, nie wygląd książki kucharskiej jest najważniejszy, tylko zawarte w niej przepisy, Przejdę zatem do konkretów. Gdy zerknęłam na interesujące mnie dania w pierwszej chwili byłam w szoku! Każde z nich ujęte jest na osobnej stronie. To mi się podoba. Do każdego jest pięknie wykonana fotografia. To także ogromny plus tej książki. Ale gdy spojrzałam na ilość tekstu obok byłam w szoku! Pierwsza myśl - te przepisy będą dla mnie zbyt skomplikowane! Mowy nie ma! Nie zabieram się za to! Dopiero gdy bliżej przyjrzałam się całości, zrozumiałam, że niepotrzebnie się martwię. Sam przepis wcale nie należy do takich, które spędzałyby nam sen z powiek. Fakt, znajdziemy tu dania trudniejsze i łatwiejsze, ale ogólnie nie jest tak tragicznie.

A ta przerażająca ilość tekstu to także nic czego mielibyśmy się bać. Po prostu Katarzyna Bosacka przy każdym z tych przepisów napisała małe wprowadzenie. Niekiedy jest ono dłuższe, innym razem krótsze, ale przyznam Wam się szczerze, że bardzo fajnie się to czyta. Dzięki nim wiemy jakie podejście do danego przepisu ma autorka, czy danie to się kiedykolwiek sprawdziło, a jeśli tak to kiedy i gdzie. Skąd pomysł na takie jego wykonanie itp. Powiem Wam, że to całkiem fajna lektura. A jeśli nie mamy czasu na takie "pogaduchy" i chcemy szybko przystąpić do działania - nie ma najmniejszego kłopotu. Bowiem te mniej istotne sprawy wydawnictwo umieściło na stronie osobno. Tekst ten różni się od samego przepisu wielkością czcionki i jej stylem. Masz ochotę? Czytasz! Nie? Do roboty!

Ale poza wstępem, listą składników i sposobem wykonania przepisu jest tutaj coś jeszcze! Kolejny tekst, który z pewnością ucieszy każdą gospodynię domową. Dowiemy się z niego bowiem mnóstwa rzeczy, które przydadzą się podczas gotowania. Są to bowiem przydatne informacje związane z konkretnymi produktami. Na przykład jak kupować wędzonego łososia, chleb, mak, drożdże, ogórki kiszone, koperek... Tak by ten nasz zakup był świeży i smaczny. Oczywiście tych porad jest tu więcej. Może nie ma ich przy każdym przepisie, ale przy zdecydowanej większości. Tak wiec poza fajnymi przepisami znajdziemy tu także całą masę ciekawostek, które przydadzą nam się w każdej chwili. Podoba mi się to, o wielu rzeczach nie miałam bowiem pojęcia! Wiecie na przykład, że niekiedy w sklepach zamiast pietruszki wciskają nam pasternak? Z tej książki dowiecie się jak nie dać się oszukać :)

Ogólnie powiem Wam, że książka ta bardzo mi się podoba. Na pewno nie wykorzystam z niej wszystkich przepisów, bo wszelkie łososie, kawiory i pstrągi nie należą do dań, które lubię najbardziej. Ale jest tu też całkiem sporo takich potraw, na które mam ogromną ochotę. Nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, żeby gotować zielone lub czerwone pierogi, a o czekoladowych to już nawet nie wspomnę! Kusi mnie też schabowy w maślance lub mizeria miętowa. A może minikotlety mielone z sosem czosnkowo-ogórkowym? Hm... to musi być pyszne... Tak więc poradnik ten bardzo mi się podoba. Przepisy są oryginalne, ale myślę, że każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Wydanie książki jest po prostu cudowne. Uwielbiam właśnie takie śliczne, jaśniutkie i przejrzyste poradniki kulinarne. Genialne są też te wszystkie porady związane z kupowaniem odpowiednich produktów. Na pewno wszystkie wcielę w życie. Cóż więc mogę jeszcze dodać? Według mnie warto sięgnąć po tę książkę. Jest po prostu fajna! Polecam :)

Za książkę serdecznie dziękuję księgarni internetowej


14 stycznia 2017

Blok na niepogodę


PRACA ZBIOROWA

wydawnictwo: Olesiejuk
ilość stron: 64
format: 35,5x28 cm
rok wydania: 2016
dostępny: TUTAJ


Podobno w czasie deszczu dzieci się nudzą. Znacie takie zjawisko? Bo mnie jest ono całkiem obce. W naszym domu zawsze jest co robić. Mamy całą masę gier planszowych, klocków i puzzli. Mamy piłki, lalki i pluszaki. Często sięgamy także po farby, kredki i plastelinę. A gdy już znudzą nam się te wszystkie zabawy szukamy fajnych zeszytów z zadaniami. I na szczęście zawsze coś tam mamy pod ręką. Bo z nimi nudy nie ma nigdy. Tu zawsze znajdziemy coś ciekawego, niepowtarzalnego i niezwykłego. A już w szczególności wtedy, gdy owym zeszytem z zadaniami okazuje się Blok na niepogodę. Idealna nazwa dla tej publikacji. Bo gdy za oknem jest szaro, buro i ponuro te wszystkie fantastyczne zabawy i cała gama pięknych kolorów od razu poprawi nam humor!

Tak więc dziś skupię się na takiej oto lekturze. Bloku pełnym wesołych i różnorodnych poleceń, które na pewno urozmaicą nam każdy pochmurny dzień. A co znajdziemy wewnątrz? No cóż, sporo by tu wyliczać, ale postaram się Wam choć odrobinę przybliżyć treść tej książki. Choć tak naprawdę wystarczy jeden rzut okiem na okładkę i już wyrabiamy sobie pewne zdanie co będzie dalej. Bowiem autorzy podpowiadają nam troszkę umieszczając na stronie tytułowej takie napisy: rysowanie, labirynty, od kropki do kropki, poszukaj i znajdź, zagadki liczbowe i zagadki słowne. No i jak> Jesteście ciekawi jak to dokładnie wygląda? Tak więc zaczynamy!

Na początku odwiedzamy Mazury, by podziwiać piękne żaglówki, rowery wodne i kajaki. Zadaniem naszego dziecka jest policzyć jak szybko prom dobije do zachodniego brzegu, dokończyć wzory na żaglówkach, porównać rowery wodne i połączyć je w pary, pomóc Jackowi ukończyć jak najszybciej wyścig kajakarski i dowiedzieć się, kto złowi najwięcej rybek. A może macie ochotę spędzić trochę czasu w ogrodzie? Tu trzeba będzie poszukać owady i dżdżownice, dorysować drugą połowę kwiatów, oznaczyć w odpowiedniej kolejności obrazki, dokończyć pisać opowiadanie czy chociażby zgadnąć jakie nasiona zostały już wysiane. 

A gdybyśmy tak wybrali się do laboratorium? Wtedy musielibyśmy odszukać przeterminowane substancje, ułożyć wyraz z literek, policzyć szklane naczynia, znaleźć 10 wielkich czerwonych bakterii i książkę profesora, porównać dwa mikroskopy i dokończyć eksperyment. W sklepie zoologicznym będziemy rysować rybki i liczyć ile karmy zjadają ptaki, na wsi szukać zagubionej owieczki i niebieskiego balonika, w oceanie dowiemy się, który z żółwi więcej waży, a na pirackim statku dopasowywać wyrazy, by ze słowa woda powstało słowo fala, ale podmieniając tylko po jednej literce w czterech kolejnych próbach. I choć wymieniłam Wam tak wiele zabaw, to odwiedziliśmy wspólnie przecież tylko kilka miejsc! A jest ich tu ponad 60! Co wy na to??

Z tym blokiem z całą pewnością nie grozi nam nuda. Zagadek jest tu tak wiele, że naprawdę trudno byłoby mi wymienić nawet jedną tysięczną z tego wszystkiego. Z tego co się orientuję jest ich na każdej stronie co najmniej 8-10. A stron mamy ponad 60, więc sami sobie policzcie jaki to jest ogrom! Oczywiście na różnorodność zabaw także narzekać nie możemy. Znajdziemy tu bowiem liczenie, pisanie, rysowanie, dorysowywanie, kolorowanie, szukanie, porównywanie, analizowanie i wiele wiele więcej. Podziwiam autorów tej publikacji z tak ogromną fantazję. Naprawdę jest tu tego cała masa, aż czasem strach, że przez nieuwagę coś pominiemy! A tego z pewnością byśmy nie chcieli.

Blok ten jest także rewelacyjnie wydany. Przede wszystkim ma naprawdę duży format. Ale to w końcu Blok na niepogodę, a nie książeczka na zabicie czasu w czasie podróży, dlatego uważam to za jego ogromny plus. Bo dzięki temu, że nie jest to lektura wielkości zeszytu, tylko zajmuje ona miejsce dwóch teczek formatu A4 autorzy mieli możliwość umieścić na każdej ze stron bardzo dużą ilość szczegółów i zagadek. Bo tak to właśnie tutaj wygląda. Nie jest to taki tradycyjny zeszyt z zadaniami, gdzie zazwyczaj jest wszystko pięknie uporządkowane na zasadzie pytanie, odpowiedź pytanie, odpowiedź. Tutaj wszystkie polecenia są rozsypane po całej kartce. Podobnie jak rozwiązania lub podpowiedzi do konkretnych zagadek. Sami musimy je wyłapać wśród grafiki. Tak więc trenujemy spostrzegawczość i logiczne myślenie :)

Fajna jest tu również szata graficzna. Podoba mi się, że jest tak bardzo kolorowa. Wystarczy zerknąć do środka i od razu buzia sama się uśmiecha. Naprawdę super to wygląda. Poza tym każda strona ma sporą ilość różnych szczegółów. Nie jest ich zbyt dużo, nie dostaniemy oczopląsu oglądając je wszystkie, ale rzeczywiście sporo się tu dzieje. No i trzecie rzecz to grubość papieru oraz sztywna porządna tektura na samym końcu dzięki czemu podczas zabawy nie musimy za każdym razem martwić się o odpowiednie podłoże. Moja Alicja na przykład uwielbia bawić się w ten sposób leżąc na podłodze. w tym przypadku to będzie całkiem możliwe :)

Ogólnie Blok na niepogodę jest genialny. Uwielbiam go i aż żałuję, że nie jest dla mnie. Z przyjemnością bym się pobawiła w taki sposób. Ale nie tym razem. Ten jest cały dla Alicji. :)

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)