23 maja 2017

Świat bez ciebie


TAMMARA WEBBER

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 380
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Dawno nas tutaj nie było. Wiem, że to do nas niepodobne, aby robić takie przerwy, ale nawał pracy dał nam o sobie znać. Kiedyś musiało do tego dojść. Pewnie jeszcze przez jakiś czas recenzje będą ukazywać się bardzo nieregularnie, ale nie damy rady inaczej...

Właśnie skończyłam czytać książkę na którą przez jakiś czas nie miałam zupełnie czasu, a która bardzo, ale to bardzo mnie kusiła ponieważ to ostatnia - czwarta już część z serii "Między wierszami" wydawnictwa Jaguar. Poprzednie trzy recenzje możecie oczywiście znaleźć tutaj na stronie: "Między wierszami", "Tam gdzie ty", "Dobrze ci tak". I już na początku napiszę Wam, że najlepiej czytać te książki w kolejności ponieważ są one ze sobą w pewien sposób powiązane. opowiadają bowiem o tych samych bohaterach.

Emma, Graham, Reid i Brookie to czwórka osób, którą poznacie już na samym początku tej serii książek, W dalszych częściach przeczytacie o różnych perypetiach i życiowych zawirowaniach tych postaci. Są oni bowiem nastoletnimi, znanymi gwiazdami filmowymi. W części trzeciej poznaliśmy także Dori, która zdecydowanie różni się od reszty ponieważ jest jak najbardziej zwyczajną dziewczyną, a nie wielką, znaną aktorką. I to własnie w niej Reid (bożyszcze wszystkich kobiet) zakochuje się po uszy. Tym razem przeczytamy właśnie o tej dwójce i o ich próbach stworzenia związku, co wcale nie jest łatwe biorąc pod uwagę fakt, że Dori właśnie rozpoczęła studia w innym mieście, a Reid nagrywa kolejny kasowy film. Dodatkowo wszystko komplikuje fakt, że w życiu wielkiego gwiazdora znowu pojawia się Brookie Cameron (jego wielka miłość sprzed kilku lat). Dori jest jedną z najbardziej wyrozumiałych kobiet na świecie i zawsze była jak najbardziej daleka od odczuwania zazdrości, ale kiedy przy Reidzie pojawia się jego była, a brukowce zaczynają wypisywać niestworzone rzeczy to Dori zaczyna przerażać to dotąd nieznane jej wszechogarniające uczucie zazdrości. Gdzie jej do pięknej Brookie, na pewno nie ma z nią żadnych szans... Z całą pewnością to co wypisują szmatławce w końcu się spełni... Właśnie tak myśli Dori... Czy będzie ona potrafiła zaufać swojemu chłopakowi na tyle by móc z nim być? Czy to co on przed nią ukrywa zniszczy ich związek? O tym będziecie musieli przekonać się już sami :)

Powiem Wam, że naprawdę nie mogłam doczekać się lektury tej książki. Czasu mam ostatnio jak na lekarstwo i czytam o wiele mniej niż dotychczas i to mnie naprawdę bardzo martwi :( Jestem zdecydowanie uzależniona od czytania, uwielbiam to robić. Niestety nie jestem w stanie wydłużyć doby... Ale nie będę już narzekała na brak czasu, bo przecież o książce pisać miałam... Kiedy wreszcie udało mi się przeczytać tę powieść do końca to poczułam swego rodzaju smutek. Taki delikatny, mały smuteczek ponieważ uświadomiłam sobie, że już więcej nie "spotkam się" z bohaterami tej serii, że to już koniec ich przygód. Polubiłam ich nawet ;) Dori to skromna dziewczyna, miła, pomocna, przyjacielska, wyrozumiała. Jestem pewna, że potrafiłabym się z nią dogadać. Reid natomiast z kompletnego dupka bez serca zmienił się w ideał chłopaka. Teraz już nie da się go nie lubić ;) Dlatego też z chęcią poczytałabym o ich dalszych losach. No cóż, nie ma już pewnie szans na to, ale to nic, Tammara Webber z całą pewnością stworzy kolejnych ciekawych bohaterów. Nie mogę się doczekać ponieważ niezaprzeczalnie uwielbiam każdą z jej książek, którą dotychczas czytałam :) Jak najbardziej polecam Wam serię "Między wierszami". Tak jak wspominałam na początku - warto czytać te książki w kolejności ponieważ są ze sobą powiązane, choć jeśli sięgniecie tylko po jedną, jakąkolwiek część z tej serii to z pewnością i tak będziecie wiedzieć o co chodzi więc bez obaw :)


10 maja 2017

TEK. Nowoczesny jaskiniowiec


PATRICK MCDONNELL

wydawnictwo: Kinderkulka
ilość stron: 32
format: 18,5x23,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Znacie Teka? Jeśli nie to najwyższa pora to zmienić! A pomoże Wam w tym książka, którą dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować. Tak, tak to co tutaj widzicie to naprawdę książka, a nie żaden tablet. Sprytnie, prawda ;) ? I właśnie o to chodzi, bo historia, o której dzisiaj Wam opowiem jest o Teku i jego uzależnieniu od elektroniki...

W dzisiejszych czasach elektronika zalewa nas z każdej możliwej strony. Tak wiele różnych sprzętów i każdy z nich powoli staje się coraz bardziej inteligentny. Tylko czekać aż (wzorem filmów o przyszłości) roboty zaczną przejmować nasz świat :P Ale dzisiaj nie będzie o robotach, a o tabletach, konsolach, telefonach i telewizji i innych tego typu rzeczach. Co za dużo to nie zdrowo prawda? W przypadku gier zdecydowanie tak własnie jest, szczególnie jeśli w grę wchodzą dzieciaki.

Nie jestem mamą broniącą moim dzieciakom grania w gry na konsoli, tablecie czy też oglądanie bajek w tv. Na przykład bajki lecą u nas w domu przez sporą część dnia. I wiem, że to źle, że co też ja wyprawiam, ale one tak jakoś zawsze tle są włączone, co oczywiście nie oznacza, że dzieci moje nic innego nie robią oprócz oglądania bajek. Jeśli natomiast chodzi o inne sprzęty elektroniczne, za którymi dzieciaki wprost przepadają to na przykład w komputer Nikodem nie gra wcale, na tablecie gra raz na kilka dni i tak samo jest z konsolą Xbox. Myślę, że zdecydowanie nie można tu mówić o żadnych uzależnieniach. Zupełnie inaczej niż w przypadku naszego głównego bohatera.

Akcja książki toczy się w prehistorii co samo w sobie jest już śmieszne ponieważ nie mieli tam jeszcze ognia, ale już mieli internet i sprzęty elektroniczne ;) Tek to mały jaskiniowiec. Niech nie zmyli Was jego obrośnięta twarz, tak naprawdę to dziecko, ale przecież w prehistorii wszystko było bardziej zarośnięte ;)

Mały Tek był strasznie uzależniony od tych wszystkich elektronicznych gadżetów. Calutki czas siedział w jaskini i w kółko "bipał". Nie wychodził wiele tygodni, rodzice i przyjaciel Rex bardzo się od niego martwili, ale tak naprawdę niewiele mogli w tej sprawie zdziałać. Na zewnątrz działy się niesamowite rzeczy, ewolucja nabierała tempa, pojawiła się i minęła epoka lodowcowa, a Tek nic na ten temat nie wiedział, aż w końcu pewnego dnia uczynny wulkan postanowił rozwiązać problem... Udało mu się wiecie? I nagle jakby ktoś zdjął z Teka zły czar, zaczął on dostrzegać jak piękny jest otaczający go świat i jak wiele go omijało...

I właśnie takie przesłanie niesie ta książka. W ciekawy, zabawny i jednocześni mądry sposób przekazuje naszemu dziecku, że siedząc z nosem w tablecie czy też telefonie może ominąć je wiele ważnych rzeczy. Niekoniecznie epokę lodowcową, ale zdecydowanie coś równie ważnego w jego małym świecie i krótkim życiu. Wystarczy tylko wyjść na dwór, wystarczy spojrzeć na otaczający nas dookoła świat, wystarczy zacząć się bawić i już wszystko staje się piękniejsze. W końcu dla dziecka wszystko jest jeszcze do odkrycia, nie warto tracić cennego czasu na spędzenie go z tabletem przy twarzy...

Wiecie już o czym jest treść więc teraz koniecznie muszę opowiedzieć Wam o wyglądzie tej książki. Zdecydowanie nie jest  to zwyczajna książeczka, nie jest taka sama jak inne, jest ona bowiem o wiele, wiele ciekawiej wydana. Wygląda na tablet. Na początku mamy jakby kod pin, należy wpisać hasło (na niby oczywiście). Dalej kartki nadal wyglądają jak ekran tableta. Jest zasięg, wifi oraz bateria. Autor zadbał nawet o to, aby z kolejnymi stronami bateria miała coraz mniej mocy. Natomiast sam tekst jest ciekawy, jest duży. Jest też go niezbyt wiele. Ilustracje są świetne, śmieszne, bardzo kolorowe. Całość jest zdecydowanie godna polecenia więc jak najbardziej polecam! Przekonajcie się sami czy mówię/piszę prawdę ;)


8 maja 2017

Pyszne poranki


101 przepisów na smaczne i zdrowe śniadania

BEATA ŚNIECHOWSKA

wydawnictwo: Burda Książki
ilość stron: 220
format: 24x26 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Pozostając w temacie książek kucharskich... Powiem Wam, że rzadko jem śniadania. Wiem, że to bardzo źle, że to jest ważny posiłek, że zdrowo, że się powinno je jeść. Tak wiem... Ale u nas to wygląda mniej więcej tak, że mąż do pracy wychodzi już o 5, wtedy ja jeszcze śpię. Nikodem śniadanie przed szkołą wcina o 7, wtedy Dominik jeszcze śpi. Dominik śniadanie je jak wstanie i jest to zawsze kaszka kukurydziana. Także mi raczej rzadko zdarza się coś robić samej dla siebie. 

Skąd więc u mnie taka książka? W końcu dotyczy ona w całości śniadań... po pierwsze po raz kolejny odezwało się moje uzależnienie od książek kucharskich ;) Po drugie mamy jeszcze wspólne, rodzinne weekendy. Wtedy też zazwyczaj szczytem u nas jest jakaś jajecznica, chociaż zazwyczaj są to zwykłe kanapki. Jednak bardzo chciałabym to zmienić i mam nadzieję, że mi się to uda. Może właśnie za sprawą tej książki? To naprawdę bardzo możliwe! 

Autorką tej książki jest zwyciężczyni drugiej edycji MarterChefa. We wstępie przeczytamy o tym jak ważne jest ten pierwszy posiłek, jak wiele energii i sił może on nam dać na dalszą część dnia. Ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę i dlatego też chciałabym coś zmienić w tych naszych, a właściwie to moich porankach. Tym bardziej, że przepisy zawarte w tej książce są dopasowane idealnie zarówno dla tych, którzy mają trochę czasu z rana jak i dla tych, którzy muszą zrobić coś ekspresowo lub na wynos.

Mamy tutaj podział na osiem rozdziałów. Są nimi: Śniadania w 5 minut, W świecie kanapek, Jajko w roli głównej, Power Bowl - miska pełna zdrowia, Drugie śniadanie na wynos, Dla dzieci, Weekendowe fantazje, Dodatki. W każdym z tych rozdziałów znajdziemy po około 10 przepisów. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wymieniła Wam choć części z tych dań. Tak po prostu, abyście wiedzieli czego możecie się spodziewać ;)

W śniadaniach pięciominutowych znajdziemy na przykład serek wiejski z truskawkami, miodem i migdałami, jaglane smoothie, mus gryczany z owocami oraz omlet francuski z dwóch jaj. W rozdziale kanapkowym mamy między innymi francuskie tosty z miodem i owocami, panino z salami milano, suszonymi pomidorami i rukolą oraz oldskulową pastę kanapkową z twarogu i wędzonej makreli. Dalej jest jajko w  roli głównej czyli jajecznica z duszonymi na maśle rzodkiewkami i czarnuszką, odchudzone angielskie śniadanie, jajko sadzone w warzywniaku, pasta jajeczna "na gorąco" czy też koszyczki chlebowe z mozzarellą i tapenadą. 

W Power-Bowl znajdziemy takie przepisy jak kremowa jaglanka potrójnie kokosowa, waniliowe risotto z frużeliną, owsianka w marokańskim stylu, kasza manna z sosem malinowo-miodowym. Następnie jest drugie śniadanie na wynos, a w nim takie dania jak sałatka ziemniaczana z jabłkiem i orzechami włoskimi, pieczone pomidory z kuskusem i indykiem, bulgur z kurczakiem, szpinakiem i grejpfrutem czy też radosne spring rollsy. W rozdziale dla dzieci także same pyszności. Mamy tutaj na przykład budyń bananowo-jaglany, karobowe spaghetti z serkiem brzoskwinionym, różowe pancakes z owocami - gryczanki, kisiel marchewkowo-pomarańczowy, batony granolki. 

Weekendowe fantazje to między innymi wytrawne gofry z gruszką, szynką i serem pleśniowym, pełnoziarnisty makaron zapiekany z bobem i kurkami, chlebki z patelni z truskawkami i szynką parmeńską, warkocz drożdżowy z dżemem pomidorowym, warzywna caponata z migdałami. Na końcu mamy dodatki, a nich ciekawe pomysły na przykład na masło orzechowe, masełko z awokado, majonez tradycyjny i wegański sojonez, bajgle z otrębami, pszenno-owsiane bułeczki czy także masło klasyczne, smakowe i klarowane.

Mnóstwo tego, a przecież to tylko niewielka część! Jest tego o wiele więcej więc sami widzicie, że każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Ja na przykład nie mam w domu żadnych kasz czy płatków owsianych, bo po prostu jak dotąd nigdy nie jadaliśmy takich rzeczy, a i bez tego na pewno znajdę niejeden ciekawy przepis, który mogłabym wykonać. Z tego co możemy przeczytać we wstępie i z tego co widać po przepisach można powiedzieć, że autorce zależy, aby przede wszystkim było zdrowo, łatwo, szybko i odżywczo. Wiadomo jak to zwykle bywa rankami. Człowiek nie ma czasu na jakieś wymyślne śniadania, dlatego też uważam, że taka książka pełna inspiracji śniadaniowych to po prostu strzał w dziesiątkę! 

Choć ja jako kucharka zdecydowanie bez powołania i często męcząca się w kuchni widzę tutaj sporo dań wymagających nieco więcej zachodu i czasu i składników, których na co dzień nie mam w domu. Ale to wszystko z pewnością odbije się to na wspaniałym smaku tych potraw więc jeśli tylko czas nam pozwoli to może warto spędzić trochę tego naszego poranka, aby przygotować coś pysznego i zdrowego dla rodzinki :)

No i oczywiście muszę napisać Wam kilka słów na temat tego w jaki sposób zaprezentowane są tutaj przepisy. Raczej nie różni się on od innych książek kucharskich. Mamy podane ilość porcji, do każdego przepisu jest też krótki tekst/opis/porada od autorki, jest oczywiście lista składników i sposób przygotowania. No i zdjęcia. Piękne zdjęcia wspaniale prezentujące każde z zawartych tutaj dań. Cudne naprawdę!

Podsumowując znajdziemy tutaj masę ciekawych przepisów, możliwe, że wiele z tych smaków to będą dla nas nowości, bo połączenia produktów są czasem dosyć śmiałe i dla mnie niespotykane, ale to także plus. Coś nowego, coś zdrowego, coś ciekawego... Sama książka jest duża, ze sztywną okładką, śliskimi stronami, przejrzystymi przepisami i pięknymi zdjęciami. Mi bardzo się podoba i z ciekawością przygotuję niektóre z zaproponowanych tutaj dań. A Wy co sądzicie ;) ? 


6 maja 2017

Dietetyczne przepisy


MAREK BARDADYN

wydawnictwo: Rebis
ilość stron: 216
format: 18x22 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Moja mania z książkami kulinarnymi w roli głównej trwa nadal. Zupełnie nie wiem dlaczego tak bardzo je uwielbiam, dlaczego są dla mnie tak ważne. Tak naprawdę raczej rzadko z nich korzystam. Pewnie, że mam sobie pozaznaczane przepisy, które szczególnie wpadły mi w oko i chciałabym je kiedyś wykorzystać, ale kiedy ja to wszystko przygotuje? Nie mam pojęcia ;) Nie zmienia to jednak faktu, że mam bzika na punkcie takich książek i ciągle mi ich mało więc z pewnością nadal będę je zawzięcie kolekcjonowała. Na szczęście przepisy nie stracą na ważności i przydadzą mi się zarówno teraz jak i za długie, długie lata ;)

Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować książkę kulinarną, ale nieco inną niż zwykle ponieważ ta książka zawiera przepisy dietetyczne. Jak dotąd chyba nie miałam nic typowo skierowanego na dietę więc dla mnie to także nowość ;) Sama w życiu nie stosowałam żadnej diety, a przydałaby się, zdecydowanie by się przydała! Dlatego też przede wszystkim z ciekawości postanowiłam zapoznać się z tą pozycją.

Jej autorem jest Marek Bardadyn. Pewnie niewiele Wam mówi to nazwisko. U mnie było podobnie. Jednak przeczytałam, że jest on ekspertem w dziedzinie zdrowego stylu życia i odchudzania, że jest twórcą znanej w wielu krajach diety strukturalnej, że jest autorem wielu różnych książek o tematyce zdrowego odżywiania i chudnięcia, że prowadzi własne rubryki w gazetach i programy w telewizji, że dba o formę wielu gwiazd show-biznesu, znanych polityków i sportowców z całego świata (wszystkie te informacje zamieszczone zostały na tylnej okładce, stąd ta moja cała wiedza ;)

Z tego wszystkiego wynika, że Pan Marek zna się na rzeczy więc zdecydowanie nie zaszkodzi mieć taką ciekawą książę w swojej kulinarnej biblioteczce. Nie myślałam o tym czy kiedyś w ogóle zacznę jakąś dietę, pewnie nie miałabym do tego siły i cierpliwości, ale mimo tego z przepisami z przyjemnością się zapoznałam i kilka nawet szczególnie mi się spodobało i zostały zaznaczone ;) Może jak przekonam się w końcu do takich rzeczy jak na przykład otręby i płatki owsiane, siemię lniane czy też różnego rodzaju kasze to sięgnę po więcej z tych przepisów, narazie jeszcze jestem na etapie myśli, że "może wart spróbować" ;) 

Ale przejdę w końcu do rzeczy, bo piszę i piszę, a Wy jeszcze nie wiecie co tam dokładniej wewnątrz tej książki się znajduje ;) Oczywiście są tu przepisy i jest ich aż 80. Podzielone są konkretnie na 8 działów: koktajle, śniadania, zupy, mięso i ryby, dania wegetariańskie, dania z mąki pełnoziarnistej, sałatki, desery. W każdym z tych działów jest równiutko po 10 przepisów.

Nie wymienię Wam wszystkich osiemdziesięciu, bo to byłaby gruba przesada, ale jeśli mnie znacie to wiecie, że nie odmówię sobie przyjemności podania Wam chociaż niektórych. Ja sama bardzo lubię wiedzieć co mnie czeka w danej książce więc mam nadzieję, że i Wam taka wiedza przyda się w podjęciu decyzji czy warto się z tą książką zapoznawać. Choć ja już teraz wyprzedzając moje dalsze wywody napiszę Wam, że moim zdaniem jak najbardziej warto. Tylko, że znawczynią w temacie zdrowego odżywiania, odchudzania i zdrowego trybu życia nie jestem więc wierzę na słowo, że autor się na tym wszystkim zna :)

Dobra czas na konkrety, bo nigdy nie skończę! Także mamy tutaj między innymi: koktajl morelowo-owsiany, smoothie malinowo-bananowe, milkshake truskawkowy z otrębami, koktajl kokosowy, owsianka z owocami, frittata z cebulą i pomidorami, błyskawiczne racuchy z bananami, tortilla z awokado, krem z kurczaka z kaszą jaglaną, zupa curry z soczewicą, chłodnik jagodowy, krem z ziemniaków z łososiem i pestkami dyni, dietetyczny kotlet schabowy, szaszłyki z kurczaka z ananasem i ryżem curry, klopsiki z indyka w sosie marchewkowym, kaczka z owocami, ryba duszona z warzywami.

Bigos wegetariański z bobem lub fasolą, chipsy z cukinii, kotlety z czerwonej soczewicy, makaron z kremowym sosem i pieczarkami, tarta z łososiem, makaron z cukinią i serkiem mascarpone, sałatka z buraków z owczym serem, sałatka makaronowa z czosnkiem i chili, ciasteczka owsiane z pestkami dyni i żurawiną, lody jogurtowe, mus czekoladowy z awokado i bananów, trufle z suszonych śliwek.

To tylko część tego wszystkiego co tutaj można znaleźć, a jak widać jest różnorodnie i ciekawie prawda? Z całą pewnością także smacznie, o czym nie miałam okazji się jeszcze przekonać, ale na wszystko przyjdzie czas ;) Oczywiście jak to przy przepisach bywa mamy podaną listę składników oraz sposób przygotowania w punktach. Jest też podana liczba porcji , a także takie informacje jak wartości odżywcze w jednej porcji czyli wartość energetyczna, ilość węglowodanów, białka oraz tłuszczu. Przy niektórych przepisach mamy także ramki z ciekawostkami dotyczącymi danego dania lub któregoś z jego składników. 

Wszystko zapisane jest zrozumiale, nie ma tutaj zbyt skomplikowanych przepisów, ani takich, w których składniki kosztują majątek i ciężko je zdobyć. Ja sama nie mam w swojej kuchni żadnych kasz czy też otrębów ponieważ nigdy tego nie używam jednak są to produkty dostępne od ręki. Podobnie ma się sprawa owoców czy warzyw, wystarczy w sezonie pozamrażać sobie po trochę wszystkiego i zawsze będziemy mieli pyszne i zdrowe produkty. Na koniec wspomnieć muszę jeszcze o zdjęciach, które są śliczne i zdecydowanie zachęcają do przygotowania każdego z tych dań. Całość wydaje się naprawdę przemyślana i dobrze skomponowana. Jest tutaj różnorodnie, jest ciekawie i łatwo, a co najważniejsze zdrowo i smacznie (w tych dwóch ostatnich przypadkach wierzę na słowo autorowi) :)


5 maja 2017

Zapach domów innych ludzi


BONNIE-SUE HITCHCOCK

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 318
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Jak pewnie zdążyliście zauważyć moim ulubionym gatunkiem literackim są romanse, jednak od czasu do czasu lubię także chwycić po coś innego, na przykład po fantastykę, kryminał czy horror. Ale książki obyczajowe raczej zwykle omijam. Tym razem zrobiłam wyjątek. Przyznam, że na moją decyzję wpłynęło kilka czynników. Na początek fantastyczna okładka! To ona sprawiła, że zechciałam przeczytać tę książkę jeszcze zanim dowiedziałam się o czym właściwie jest. Zaraz potem tytuł. Powiedzcie sami, jest intrygujący prawda? Czym prędzej zabrałam się za czytanie opisu i on także bardzo mnie zaciekawił. Do tego opinie na tylnej okładce zapewniające, że "Ta powieść ma siłę ponadczasowej klasyki". Ale ostatecznie zadziałała na mnie informacja, że akcja toczy się na Alasce. Tak, odwiedzenie Alaski to jedno z moich marzeń, choć tak naprawdę to marzy mi się zwiedzenie całych Stanów Zjednoczonych, a nawet i całej Ameryki Północnej. No dobra, Ameryka Południowa to też moje marzenie, choć idąc za ciosem mogłabym tak napisać o wszystkich kontynentach więc narazie ograniczę się po prostu do Stanów Zjednoczonych :)

Skoro już wiecie co sprawiło, że postanowiłam przeczytać tę książkę to czas, aby napisać Wam nieco więcej na jej temat. Akcja rozgrywa się w latach 1970, w większości w niewielkiej, ubogiej miejscowości na Alasce. Głównymi bohaterami jest tutaj czwórka nastolatków. Na początku czytelnik może się odrobinę pogubić ponieważ powieść ta przedstawiona jest właśnie z punktu widzenia całej czwórki, po kolei. Nie będę opisywała Wam tutaj wszystkiego dokładnie, bo to wręcz niemożliwe, jednak postaram się chociaż odrobinę przybliżyć Wam postacie bohaterów tej książki.

Poznamy tutaj Ruth, która straciła ojca i matkę jednocześnie. Ojciec zginął w katastrofie lotniczej, a matka postradała przez to zmysły. Ruth miała zaledwie 5 lat i wraz z dopiero co urodzoną siostrą musiała zamieszkać na drugim końcu kraju u swojej babci. Życie pod surowym okiem babci okazało się straszne, szczególnie kiedy w pamięci tak dokładnie pielęgnuje się wspomnienie swojego wspaniałego, rodzinnego domu, który był przepełniony miłością... Kolejną osobą jest Dora - sąsiadka Ruth. Jej ojciec jest alkoholikiem i przestępcą, przez wiele lat krzywdził córkę. Jej matka jest niewiele lepsza, nigdy nie stanęła w obronie Dory. Dziewczyna mieszka więc u wspaniałej rodziny, w domu pełnym ciepła i miłości i ma nadzieję, że będzie mogła zostać tam na zawsze. Jednak przeszłość ciągle daje o sobie znać... Poznamy także Alice, która marzy o tym, aby zostać baletnicą i naprawdę nieźle jej to wychodzi. Jednak jej jedyną szansą jest przesłuchanie, które odbywa się latem, a wtedy dziewczyna musi pomagać swojemu ojcu na kutrze rybackim. Alice przekłada więzy z ojcem ponad swoją pasję i marzenie. Nie chce zawieść taty, nie chce zostawić go bez pomocy. Nawet nie wspomina ojcu o przesłuchaniu. Jednak może gdyby jej tata wiedział o tym jaka przyszłość marzy się jego córce to stałaby się ona możliwa... Jest tutaj także Hank wraz ze swoimi dwoma młodszymi braćmi. Tylko oni nie mieszkają w tym samym miasteczku co reszta, pochodzą z zupełnie innej części kraju. Jednak ich życie w domu rodzinnym jest straszne odkąd zaginął ich ojciec. Chłopcy postanawiają uciec, w rezultacie dochodzi do tragedii. I możliwe, że to własnie ona doprowadzi do tego, ze losy wszystkich bohaterów ostatecznie się ze sobą złączą...

Jak widzicie każdy z tych nastolatków ma zupełnie inne problemu, zupełnie inne życie, jednak wszystko w jakiś sposób się ze sobą łączy. Tak naprawdę jest tutaj o wiele więcej osób, o których przeczytamy. Jest młodsza siostra Ruth czyli Lili i jej najlepsza przyjaciółka Bunny, jest przyjaciółka Ruth - Selma, jest też przyjaciółka Dory - Dumpling, są bracia Hanka czyli Sam i Jack, jest też babcia Ruth i Lily, ojciec i wujek Alice, rodzice Dory, rodzice Dumpling, opiekunka społeczna, kilka zakonnic, dziennikarka. Wszystkie te osoby w jakiś sposób łączą naszych bohaterów ze sobą, każda z nich ma swój udział w tej powieści. 

Powiem Wam, że nie spodziewałam się, że podczas czytania tej książki naprawdę poczuję zapachy domów tych ludzi, a także zapach samej Alaski. Ciężko mi to dokładnie wytłumaczyć, ale autorka naprawdę sprawiła, że potrafiłam sobie te zapachy wyobrazić. Na przykład dom babci Ruth pachnący tanim, cytrynowym mleczkiem do czyszczenia, zapachem starych mebli i kawą. Stary i zużyty, a jednak zawsze czysty, zawsze nienaganny. Albo dom przybranej rodziny Dory pachnący słodkościami, a także ciepłem i miłością, zawsze gwarny, zawsze hałaśliwy, pełen życia i w ciągłym nieładzie... Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, ale podczas czytania tych opisów człowiek naprawdę może się poczuć jakby tam był, jakby to czuł... 

Prawdziwa magia, albo niezwykły talent autorki. Dodam, że to jej debiut co tym bardziej wprawia w osłupienie i zapewnia czytelnika, że skoro teraz jest tak dobrze to dalej można spodziewać się czegoś naprawdę niesamowitego! I chociaż ja nie specjalnie przepadam za literaturą obyczajową, w której akcja zazwyczaj toczy się powoli bez jakiś większych zwrotów i zawirowań to jednak tę powieść czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Jestem pod wielkim wrażeniem zarówno tego jak ciekawie potrafi pisać Pani Bonnie-Sue Hitchcock jak i tego jak wspaniale potrafiła połączyć ze sobą losy wszystkich bohaterów tej książki. Wszystko wspaniale ze sobą współgra, wszystko ma jakiś początek i koniec, wszystko jest opisane i wyjaśnione. I to wszystko znajduje się na zaledwie 300 stronach! Naprawdę czuję się oczarowana i myślę, że zarówno bohaterowie tej powieści, piękna Alaska jak i te wszystkie zapachy nie prędko opuszczą moją głowę. Polecam i czekam na kolejne książki tej autorki. Zdecydowanie jest na co czekać!


4 maja 2017

Mikołajek. Opiekuję się zwierzakami


wydawnictwo: Znak emotikon
ilość stron: 128
format: 16x16 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Jakiś czas temu napisałam Wam tutaj recenzję do bardzo podobnej książeczki o Mikołajku, jego przyjaciołach i o kilku przygodach, które wspólnie przeżywali. Tamta książka tak bardzo spodobała się Nikodemowi, że jak tylko dowiedział się, że będzie kolejna część to zaczął mnie aż prosić, abyśmy ją kupili jak tylko się ukarze ;) No i to powinno być najlepszą z możliwych recenzji ;)

Oczywiście jak tylko druga część się ukazała, musiała trafić na półkę mojego syna, w końcu kiedy Nikodem ma ochotę na czytanie to trzeba to wykorzystać, niestety niezbyt często się to zdarza... Ale dzisiaj bez opowiadania Wam o problemach z czytaniem Nikodema, od razu przejdę do konkretów :)

Tak jak w przypadku poprzedniej części tak i teraz wewnątrz znajdziemy 4 różne, dosyć długie opowiadania o Mikołajku. Tylko tym razem tematem głównym każdego z tych opowiadań są zwierzęta. Ponieważ bardzo lubię Wam opowiadać o tym o czym możemy przeczytać w danej książce więc tutaj także nie będzie wyjątków i nieco przybliżę Wam każdą z tych historii. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię wiedzieć co nieco o książce zanim trafi ona do naszego domu, a nie ma lepszych informacji niż te wyczytane z recenzji ;)

Pierwsze opowiadanie dotyczy malutkiego kotka. Mikołajek wyraził chęć opieki nad nim, jednak okazało się, że mama jest temu bardzo przeciwna. Kotek musiał trafić więc do innego domu, jednak żaden ze znajomych Mikołajka nie mógł przygarnąć kociaka. Postanowili więc, że maluch będzie pupilem ich wszystkich jednak nie do końca dało się to załatwić tak jak to sobie wymyślili...

Druga historia opowiada o znalezionej żabie. Mikołajek i jego koledzy znowu wymyślili, że żaba zostanie ich wspólnym zwierzakiem. Jednak bardzo śpieszyli się do szkoły. Bali się zostawić żabę na dworze, przecież by im uciekła. Zabrali ją więc do szkoły i szybko tego pożałowali...

Dalej przeczytamy o wielkich poszukiwaniach kości dinozaura. W szkole Pani zadała pewną pracę. Dzieciaki miały przynieść i zaprezentować jakiś stary przedmiot oraz opowiedzieć jego ciekawą historię. Mikołajek nie bardzo wiedział co też mógłby przynieść, a kiedy koledzy zaczęli chwalić się swoimi pomysłami jemu zrobiło się trochę głupio. Wypalił więc, że on przyniesie coś najlepszego i najstarszego na świecie - kości dinozaura. Jednak wcale takich nie posiadał...

Ostatnia opowieść jest o wycieczce Mikołajka i jego klasy na wieś. Już na początku mieli bliskie spotkanie z groźnym zwierzem, był nim byk, a właściwie to krowa, ale chłopcy trochę się pomylili i nieźle wystraszyli. Nawet Rosół czyli nauczyciel nie zauważył różnicy i ruszył na ratunek dzieciakom. Kiedy prawda wyszła na jaw wszyscy (oprócz Rosoła) mieli niezły ubaw ;)

Sporo się tutaj dzieje, więc zdecydowanie nie możemy narzekać na nudę, tym bardziej, że wszystkie te historie są nie tylko ciekawe, ale i bardzo zabawne. Mikołajek i jego koledzy zawsze się w coś wplątają co w rezultacie okazuje się śmieszną przygodą. Właśnie za to strasznie lubię opowiadania o Mikołajku i jego przyjaciołach, zresztą mój Nikodem to wręcz je uwielbia :) I tak jak wspominałam na początku, to właśnie to powinno być najlepszą recenzją dla tej książki. Nikodem nie jest zbyt chętny do czytania, a to, że obowiązkowo musi ćwiczyć tylko jeszcze bardziej go zniechęca. Naprawdę nie często mu się zdarza prosić o jakąś książkę, a o tę naprawdę prosił. Nie mogłam pozwolić, aby jej nie otrzymał. Tak szybko jak do nas przyszła tak szybko Nikodem miał ją przeczytane :) Naprawdę bardzo mnie to cieszy, tym bardziej, że szykuje się kolejna część i moje dziecko znowu nie może się doczekać!

Jeśli chodzi o stronę bardziej techniczną to wspomnieć muszę o tym, że format tej książki jest kwadratowy i niezbyt duży. Jest ona dzięki temu bardzo poręczna. Ma sztywną okładkę i sporą czcionkę do tego jest też dużo ilustracji więc tekstu nie ma aż tak wiele, chociaż dla takiego dziecka jak mój Nikodem, który niby czyta, a jednak jeszcze ma pewne problemy to jednak czytania jest tutaj sporo. Każda z tych czterech historii podzielona jest na 4-6 krótkich rozdziałów. Mimo tego Nikodem przeczytał ją w miarę szybko ponieważ bardzo go zainteresowała. Teraz z niecierpliwością czekamy na kolejny tom :)


2 maja 2017

Notes kuchenny


NINA MAJEWSKA-BROWN

wydawnictwo: Rebis
ilość stron: 144
format: 14x20 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ

Powiem Wam, że nigdy nie lubiłam za bardzo gotować, to raczej nie moje klimaty, chociaż jako pełnoetatowa kura domowa powinnam o wiele, wiele bardziej wczuć się w rolę kucharki. Niestety wymyślanie codziennie obiadów, aby było różnorodnie i ciekawie, a na dodatek smacznie to dla mnie prawdziwa katorga. Jednak odkąd mam piękną, wyremontowaną kuchnię i moja kolekcja książek kucharskich jest już naprawdę spora jest mi odrobinę lżej i ta moja niechęć do gotowania sporo się zmniejszyła ;) Ostatnio zaczęłam nawet zaskakiwać sama siebie kiedy przyjdzie mi nagle ochota na próbowanie różnych nowości czy to w gotowaniu czy w pieczeniu. Na dodatek zazwyczaj wychodzi smacznie, a to także motywuje ;)

Także wiecie już, że nie przepadam zbytnio za gotowaniem, ale jednak rodzina moja coś jeść musi więc się staram jak mogę. I przepisów nowych czy to z książek kucharskich czy też podpatrzonych gdzieś w internecie mam sporo. Ale jak dotąd nie miałam żadnego zeszytu gdzie bym te swoje ulubione przepisy mogła spisywać. Dlatego kiedy zobaczyłam notes kuchenny wydawnictwa Rebis od razu pomyślałam, że to coś idealnego dla mnie :) 

Jednak wbrew pozorom to nie jest zwyczajny notes jaki możemy dostać w każdym kiosku. Nie chodzi tu tylko o to, że ma specjalną kuchenną nazwę. W końcu w zwykłym zeszycie też można zapisywać swoje ulubione przepisy. Jednak ten konkretny notes jest inny, jest naprawdę typowo kuchenny. A to dzięki temu, że jego autorka zamieściła nam w nim kilka bardzo ciekawych informacji i bardzo smacznych przepisów (tak na dobry start) ;)

Już na samym początku znajdziemy w nim świetną pomoc ze strony autorki. Jest nią bowiem "Przelicznik miar i wag" podzielony na szklanki, łyżki i łyżeczki oraz różne produkty spożywcze. Moim zdaniem są to bardzo przydatne informacje, tym bardziej, że różne produkty mają zupełnie inne przeliczniki. Ja sama czasem potrzebuje takiej ściągi :) Dalej mamy "Przewidywane porcje na jedną osobę". Następnie podstawowa nauka savoir-vivre przy stole czyli pełne komplety naczyń, kieliszków i sztućców. Dowiemy się też co mówią sztućce czyli co oznaczają różne ułożenia sztućców na talerzu podczas jedzenia. Są też pokazane kieliszki o różnych kształtach z podpisem, który do czego się nadaje. Jest także wypisane trochę informacji z samego savior - vivre przy stole.

Jest parę słów o mące i jej rodzajach, o warzywach, jajkach, przyprawach, sosach, stekach, owocach, no i oczywiście są też przepisy, nic zbytnio wymyślnego, raczej takie podstawowe rzeczy jak kluski, rosół, ciasto na makaron, chleb, spaghetti, sernik, ciasto drożdżowe, likier...

Wszystko zamieszczone w tej książce jest tak jakby napisane oraz narysowane odręcznie cienkopisem jak na typowy notes przystało. Daje to fajny efekt, zdecydowanie nie będzie się aż tak bardzo różnić od tych naszych własnoręcznych wpisów. Jak widzicie jest tego trochę czyli niektóre kartki są już pozapełniane przez autorkę, wszystko jest rozrzucone po całym notesie więc nasze przepisy będą przeplatały się z przepisami i poradami autorki. Ale nie martwcie się zostało jeszcze trochę wolnych kartek, będzie gdzie zmieścić nasze własne przepisy, pomysły i podpowiedzi ;)

Jeśli chodzi o przepisy to mamy oczywiście podane listy potrzebnych składników oraz sposób wykonania, ale nie jest to taki zwyczajny zapis, tutaj wszystko jest nieco bardziej zwariowane zarówno w poradach jak i przepisach. Chodzi mi o to, że czasem jest to zapisane w punktach, czasem oznaczone kropkami, czasem jakimiś ozdobnikami, albo wcale niczym, są różne rysunki, pogrubienia, strzałki, ramki czy też czcionki. Ale mi osobiście bardzo się to podoba, fajny efekt, a co najważniejsze wszystko jest czytelne i zrozumiałe :)

Całość wydana jest w formie zwykłego zeszytu/notesu. Wielkość standardowa A5, okładka nie miękka, ale też nie jakaś gruba i sztywna, powiedziałabym, że taka elastyczna. Strony są w linie i mamy ich tutaj 144 i tu chciałabym wyrazić swoje małe niezadowolenie - dlaczego tak mało ;) ? Nie żebym miała już zapełnione wszystkie wolne miejsca, ale jak autorka na tylnej okładce sugeruje ten zeszyt może przetrwać w naszej rodzinie przez wiele pokoleń, fajnie byłoby gdyby te przyszłe pokolenia miały miejsce na dodawanie tutaj swoich  wpisów. Ale nie ma tragedii, z moich obliczeń wynikło, że mamy tak 104 puste strony do wykorzystania. Na trochę wystarczy, a jak się zapełni to będzie trzeba pomyśleć o kolejnym ;) 

Powiem Wam, że mi się naprawdę spodobał, a Wam? Polecam!


Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)