23 czerwca 2017

Uciekająca narzeczona


DENISE HUNTER

wydawnictwo: Dreams
ilość stron: 368
format: 14x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Ostatnio mam wrażenie, że czas skurczył mi się jeszcze bardziej niż kiedyś. Tak naprawdę to siedzę w domu z dziećmi, wydawać by się mogło, że nic nie robię, w końcu nie pracuje, prawda? A guzik prawda! Ciągle jestem czymś zajęta. Obowiązki domowe, dzieciaki, piękna pogoda na dworze więc sporo czasu zajmują nam spacery i odwiedziny na placach zabaw. Dodatkowo miałam trochę fotograficznych spraw do ogarnięcia. W rezultacie tak naprawdę nie miałam (nadal nie mam) czasu na inne rzeczy. Stąd własnie na cisza na stronie, ten brak recenzji. Książek do zaprezentowania Wam tutaj czeka cała masa, ale ja najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie wydłużyć swojej doby. Odrobinę czasu udaje mi się wygospodarować na czytanie. Samo pisanie recenzji jest wbrew pozorom bardzo pracochłonne i czasochłonne i chcąc nie chcąc musiałam je nieco ograniczyć, ale z czytania mimo wszystko nie mogłabym zrezygnować ;) Na pewno się poprawię, ale najpierw muszę nadrobić zaległości. No ok, skoro się Wam wyżaliłam i wytłumaczyłam to teraz czas już na kolejną recenzję ;)

Tym razem mój wybór padł na kolejny romans wydawnictwa Dreams. Nie mogłabym sobie odmówić przyjemności zapoznania się z tą książką ponieważ druga część z bardzo ciekawej serii "Summer Harbor". W poprzedniej książce mieliśmy okazję poznać Eden i jej synka, którzy przez kompletny przypadek w środku zimy trafili do małego, uroczego, nadmorskiego miasteczka o nazwie Summer Harbor. Bez samochodu, bez pieniędzy, bez dachu nad głową i bez pomysłu na przyszłość. jednak los okazał się dla nich łaskawy. Jeden z braci Callahan zaopiekował się nimi tak jak na to zasłużyli :)

Dzisiejsza książka jest drugą częścią z serii o braciach Callahanach i pięknym niewielkim, turystycznym miasteczku. Głównym bohaterem jest Zac. Kilka miesięcy temu narzeczona porzuciła go tuż przed ślubem. Wyjechała bez słowa, zniknęła, przepadła. Nikt nie wiedział co się z nią stało, po prostu spakowała się i odeszła. Zac nie potrafił sobie z tym poradzić i przez wiele miesięcy. Tak naprawdę to nadal się z tym nie uporał. Kochał ją nad życie, a jej odejście wyrwało mu serce. Jednak siedem miesięcy po tym strasznym zdarzeniu Zac otrzymuje telefon od Lucy. Dziewczyna błaga go o pomoc. Upadła, straciła przytomność, dostała wstrząsu mózgu i częściowo straciła pamięć. Nie pamięta nic z ostatnich siedmiu miesięcy. Nie pamięta rozstania z Zac'em, nie wie dlaczego go porzuciła, nie wie gdzie mieszkała, gdzie pracowała przez cały ten czas. Ostatnie co pamięta to wspólne życie z Zac'em, jej dom w Summer Harbor, przygotowania do ślubu. Błaga Zaca, aby zabrał ją do domu, który pamięta. Lucy czuje, że to własnie tam jest jej miejsce. Zac się zgadza jednak między nimi jest już wszystko skończone. Jasno daje jej do zrozumienia, że nie wrócą do tego co było. Dziewczynie ciężko się pogodzić z tym, że nie pamięta rozstania i nadal kocha go całym sercem.

On nadal jest bardzo zraniony po tym jak narzeczona zostawiła go tuż przed ślubem. Jednak postanawia jej pomóc. Ciągle ją kocha, nie mógłby zostawić jej w tak ciężkiej dla niej chwili. Bardzo boi się, że Lucy po raz kolejny doszczętnie zniszczy mu sercem , że odzyska pamięć i przypomni sobie dlaczego odeszła, że wróci do nowego życia. Lucy natomiast jest strasznie zdezorientowana. Nie może pojąć, że zostawiła swojego ukochanego, że tak go potraktowała, nie pamięta powodów swojej szalonej decyzji. Czuje się samotna ponieważ wszyscy mieszkańcy Summer Harbor mają jej za złe, to że odeszła od Zaca. Na dodatek reporterzy nie dają jej żyć, a na horyzoncie pojawia się kolejny były narzeczony, którego porzuciła przed ślubem i którego wcale nie zna, a właściwie nie może go sobie przypomnieć...

Jak widzicie sprawy głównych bohaterów są nieco zagmatwane. Nie umiem sobie wyobrazić co musi czuć każde z nich w tak skomplikowanej sytuacji. Jak na romans przystało spodziewałam się tego, że wszystko pójdzie ku dobremu, ale mimo wszystko byłam bardzo ciekawa toczącej się akcji i tego kiedy i w jaki sposób główni bohaterowie znowu zechcą być razem. Myślicie, że to się im udało? Że po tym wszystkim Zac zaufa jeszcze Lucy? Że ona przypomni sobie to dlaczego zostawiła ukochanego i kim był jej nowy narzeczony? Koniecznie musicie przekonać się sami :)

Ja po raz kolejny jestem usatysfakcjonowana lekturą od wydawnictwa Dreams. Ten romans jest taki delikatny, spokojny, w typowo letnich, nadmorskich klimatach. Nie ma tutaj może jakiś ogromnych zwrotów akcji, nie ma ogromnych porywów miłosnych, wybuchającego ogniem uczucia, jednak wszystko jest przemyślane, dobrze i ciekawie opisane. Pomysł na temat bardzo mi się spodobał więc samą książkę także czytało mi się miło i przyjemnie. Sądzę, że będą kolejne części, w końcu został jeszcze jeden brat Callahan do opisania ;) Polecam!


22 czerwca 2017

Las zabaw


MATEUSZ WYSOCKI

wydawnictwo: Czerwony Konik
ilość stron: 36
format: 22.5x24 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Wiecie, że ta strona istnieje już od ponad 5 lat? Że przez cały ten czas napisałyśmy już ponad 2000 recenzji? A wśród tytułów jakie znajdziecie na blogu są wydania prawie setki różnych wydawnictw?? Sporo tego prawda? Ale to niestety nie oznacza, że znajdziecie u nas wszystko. Rynek literatury dla dzieci jest tak obszerny, że po prostu nie sposób jest go ogarnąć! Musiałybyśmy chyba nie robić nic innego tylko czytać czytać i jeszcze raz czytać. I pisać recenzję rzecz jasna. A i tak nie jestem pewna, czy udałoby nam się napisać o wszystkim. Skąd dziś te przemyślenia? No cóż, właśnie na naszej stronie ma premierę wydawnictwo Czerwony Konik. Jakoś dotąd nigdy nie wpadła nam w ręce żadna publikacja od nich. No cóż. Kiedyś musiał być ten pierwszy raz! ;)

Tak więc pokażę Wam dziś lekturę dla maluchów lubiących leśne wyprawy. Oj, powiem Wam, że jeszcze niedawno powiedziałabym, że to idealna książka właśnie dla mnie i mojej rodzinki. Niestety te wszędobylskie kleszcze odstraszają mnie skutecznie od takich miejsc. A ja tak kocham las! No, ale nie o tym miałam pisać, tylko o książce. A raczej o tym co się w niej znajduje. Czyli o bardzo fajnych pomysłach jak aktywnie i ciekawie można spędzić czas właśnie w lesie! Bo choć wydawałoby się, że to tylko wielkie skupisko drzew i nic poza tym, to wierzcie mi, że wcale tak nie jest... Las to niezwykłe miejsce w którym nie sposób się nudzić. Nie wierzycie, to zerknijcie do tej właśnie książeczki!

Autor tej publikacji zachęca nas do zabaw na świeżym powietrzu. Wystarczy zerknąć do środka i już zaczynają wysypywać się z niej pomysły do zabawy. Można przecież skakać  stertę liści, schować się w pniu drzewa, rozpoznawać zapachy, nasłuchiwać odgłosów, położyć się na plecach i podziwiać las z dołu. Można budować łódki z kory i lepić kulki z żywicy. Można rewelacyjnie się bawić! Trzeba tylko chęci, czasu i... odrobinkę wyobraźni :) Te właśnie pomysły i nie tylko te znajdziecie w tej oto książce. Autor opisuje nam je tutaj krótko, ale na tyle ciekawie, że najchętniej już teraz wybrałabym się do lasu. Tyle pomysłów, tyle możliwości i... tyle zabawy! To coś dla mnie jak nic!

Książeczka ta nie należy do olbrzymów. To po prostu cienka, kwadratowa lektura w twardej okładce. Treści nie ma tu zbyt wiele. Na co drugiej stronie jest punkt z kolejnym pomysłem opisanym w bardzo oszczędny powiedziałabym sposób. Ale to z całą pewnością nie jest jej wadą. Tak naprawdę to nie ma tu nic więcej do dodania. Bardzo fajnie to wszystko wygląda i powiem Wam, że naprawdę przyjemnie się ją czyta. Jeśli natomiast chodzi o szatę graficzną, no cóż... tutaj wszystko zależy od naszego gustu. Grafika jest bardzo prosta i taka powiedziałabym - kanciasta ;) Przypomina mi trochę takie prace plastyczne dzieci ze szkoły. Jak by wszystkie elementy w niej zawarte były powycinane z papieru. Kolory także są dość stonowane. Nie ma tu żadnych jaskrawych barw. Ogólnie mnie się podoba. Szczególnie te białe brzózki. Cuuudne :)

Podsumowując - książeczka według mnie jest naprawdę fajna. Pomysłowa i ciekawa. Ja ogólnie jestem wielką zwolenniczką wszystkich publikacji, które zachęcają nasze dzieciaki do zabaw na świeżym powietrzu. Pamiętam, że mnie nie trzeba było do tego namawiać. Ale ja nie miałam komputera i bajek w tv na każde zawołanie. Teraz mamy inne czasy. I żeby te nasze brzdące nie zasiedziały się w domach - muszą wiedzieć, że zabawa poza domem może być naprawdę świetna! Moje dziewczyny kochają nasze wszystkie wyprawy. Uwielbiają place zabaw, wypady do lasu czy nad jezioro. Kochają zwiedzać, spacerować, bawić się na świeżym powietrzu. I mam nadzieję, że tak będzie zawsze. Nie zaszkodzi jednak podsunąć im takich lektur. Niech dzieciaki mają dodatkową dawkę inspiracji! Dzięki nim nasz aktywnie spędzany czas jest jeszcze fajniejszy :) Polecam!


17 czerwca 2017

Cukierenka Panny Euforbii


LUIGI BALLERINI

wydawnictwo: Skrzat
ilość stron: 200
format: 14x19,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Ostatnio mam spory poślizg jeśli chodzi o czytanie książek. Praktycznie na wszystko brakuje mi czasu. A już w szczególności na relaks z dobrą powieścią w dłoni. Szkoda, bo w mojej kolekcji jest cała masa lektur, po które warto sięgnąć. Dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Tylko, żeby tak móc nieco rozciągnąć tą dobę... Byłoby cudownie. A tak to tylko ciągle walczę z czasem. I póki co, on jest górą...

Dziś podaruję Wam odrobinkę magii. Bowiem historia, którą niewątpliwie miałam przyjemność ostatnio przeczytać ma jej w sobie całą masę. Jest to opowiadanie o Marcie, Matteo i niezwykłej właścicielce cukierni, pani Eforbii. A także o magicznej mocy ciastek pieczonych na miarę. Ale nie mówię tu teraz o wymiarach tych wszystkich wypieków. Nie będziemy teraz rozwałkowywać ciasta z centymetrem w ręku ani układać truskawek korzystając z szablonu. Ciastka na miarę panny Euforbii są wyjątkowe nie dlatego, że trzymają się jakichś odgórnie przyjętych norm. Lecza dlatego, że są one wypiekane na szczególne okazje i z jakiegoś bardzo ważnego powodu.

Pewnie trudno Wam pojąć o co mi tak naprawdę chodzi. Bo temat ten nie należy do najłatwiejszych. Ale wyobraźcie sobie, że macie do zrealizowania jakiś plan, który według was jest z góry skazany na niepowodzenie. Nie umiecie znaleźć wyjścia z tej sytuacji. I nagle w wasze ręce trafia smakołyk, który rozjaśnia wasz umysł i dzięki niemu wszystko staje się znacznie prostsze. Cudownie byłoby mieć coś takiego prawda? No cóż. Jeśli go potrzebujecie to koniecznie musicie wybrać się do cukierni panny Euforbii. Ona jest po prostu specjalistką w pieczeniu tak nadzwyczajnych słodkości. A co więcej - jej wyroby są po prostu wyśmienite!

Właścicielka tego niewielkiego sklepiku oferuje swoim klientom niezwykłe wypieki. Tutaj nie znajdziesz tradycyjnej bajaderki czy serniczka. W tej cukiernie smakołyki wypiekane są na specjalne zamówienie, a ich rodzaj zależy od sytuacji na jaką ma wpłynąć. I choć to wszystko wydaje się być szalenie skomplikowaną sprawą, okazuje się, że wcale nie jest tak źle. Panna Euforbia wie bowiem doskonale jak dopasować przepis do potrzeb swoich klientów. A jej pyszności zawsze działają. Nawet wtedy, gdy sytuacja wydaje się być beznadziejna. I to właśnie jest ich ogromną zaletą, a smakołyki Panny Euforbii stają się coraz bardziej znane. Fajne jest także to, że właścicielka tego zakątka z przyjemnością dzieli się swoimi umiejętnościami z innymi. Od lat prowadzi kursy cukiernictwa. Jedynymi z jej studentów została właśnie Marta i Matteo.

Nie będę Wam jednak opisywać całej tej książki. Boję się, że zagłębiając się w szczegóły mogłabym zniszczyć tą magię jaką ma w sobie. Bo podczas czytania odkrywamy czym w zasadzie są ciasteczka na miarę, jaki kryją w sobie dar i... czy rzeczywiście działają. Nie ukrywam, że bardzo chciałabym mieć taki talent cukierniczy jak Panna Euforbia i wpływać na otoczenia poprzez tak cudowne smakołyki. Może tylko skracałabym im nieco nazwy, bo te są po prostu kosmiczne. Ale sam pomysł i wykonanie - miodzio. A że łakomczuch ze mnie straszny - to byłoby coś dla mnie :D

Ta lektura naprawdę mi się podoba. Fabuła nie jest może jakaś porywająca, nie dzieje się tu zbyt wiele, nie będziemy z niecierpliwością czekać na dalszy ciąg. Ale z pewnością czyta się ją z wielką przyjemnością. To po prostu bardzo spokojne i przyjemne opowiadanie o miłości, przyjaźni, zrozumieniu. I o magii, która nas otacza. Bo przecież istnieje, prawda? Ja czytając tę książkę byłam mega zrelaksowana. Lubiłam do niej wracać w każdej wolnej chwili. I cieszyłam się, gdy spędzałam wieczory z tym opowiadaniem w dłoni. Nieskomplikowana, prosta, przyjemna historia. Taka, którą z pewnością będę wspominać z uśmiechem na ustach. Podoba mi się. Mam nadzieję, że mojej Ali także przypadnie do gustu. Wam także polecam. Jest super :)




13 czerwca 2017

Król węży


JEFF ZENTNER

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 360
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Powiem Wam, że czytałam tę książkę sporo czasu, chociaż to nie dlatego, że była jakaś nudna. Może nie była też specjalnie porywająca, ale to książka obyczajowa. Powoli, bez pośpiechu opowiadała historię głównych bohaterów. Jednak ja raczej średnio przepadam za książkami obyczajowymi. Jestem typową fanką romansów czyli wielkie porywy serca, miłość na zabój, jakieś intrygi, nieporozumienia, zerwania i wspaniałe powroty. To moje książkowe klimaty. Lubię też od czasu do czasu poczytać jakiś kryminał, albo nawet i horror, ale za książki obyczajowe łapię raczej rzadko. Dlaczego? Sama nie wiem, naprawdę nie ma chyba jakiegoś konkretnego powodu, tym bardziej, że jak już się wczytam i mnie wciągnie to jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej. Sami na pewno wiecie jak to jest ;) W tym przypadku było tak samo. Jakąś 1/3 tej książki trochę męczyłam, nie bardzo miałam czas, podczytywałam dosłownie po kilka stron, ale później kiedy poznałam już lepiej bohaterów i ich historię bardziej mnie to wszystko wciągnęło i czytanie poszło już o wiele sprawniej, szybciej i z większym zainteresowaniem.

Nie jest to wesoła historia, powiedziałabym nawet, że daleko jej do wesołej. Jest ona bowiem przepełniona smutkiem, tęsknotą, poczuciem winy i wieloma innymi przygnębiającymi uczuciami. Pewnie, że jest też kilka lepszych momentów, ale ogólny klimat książki jest raczej dosyć ponury. Zresztą zaraz Wam co nieco powiem. Mamy tutaj trzech głównych bohaterów. Dill, Lydia i Travis. To trójka przyjaciół mieszkających w malutkiej mieścince. Każde z nich jest typowym odludkiem, raczej nie bardzo lubianym przez innych, samotnicy, outsiderzy, nerdy czy jakoś tak. Gdyby nie mieli siebie nawzajem byliby zupełnie sami i chociaż każde z nich jest kompletnie inne, ma inne życie, inne plany na przyszłość, inne przekonania i marzenia to jednak coś ich ze sobą połączyło. 

Dill jest spokojny, zamknięty w sobie, nosi w sobie ogromne pokłady ciemności. Jego ojciec siedzi w więzieniu za nakłanianie ludzi z kościoła do dziwnych praktyk jakimi było chwytanie jadowitych węży, ale to nie wszystko, znaleziono u niego także pornografię dziecięcą. To wszystko ciągnie się za Dillem, ludzie obwiniają go za grzechy ojca, nawet matka ma do niego pretensje. Są bardzo biedni więc Dill musi pracować, aby pomóc schorowanej mamie. Jego życie jest do kitu, nie ma zupełnie żadnych perspektyw na przyszłość, jego jedyną pociechą jest muzyka, którą tworzy i Lydia, jednak ona niebawem wyjeżdża na studia... Lydia różni się od dziewczyn w swoim wieku. Jest dosyć specyficzna, ma swój niepowtarzalny styl, ma cięty język, zdecydowanie nie potrafiłaby się dogadać z dziewczynami ze szkoły, zresztą jej wcale na tym nie zależy. Prowadzi modowego bloga, który jest bardzo sławny, znany w całej Ameryce. Wybiera się na studia na jedną z najlepszych uczelni. Jej przyszłość rysuje się naprawdę wspaniale. Największym jej zmartwieniem jest to, że będzie musiała zostawić swoich przyjaciół... Travis to wielkolud choć tak naprawdę ma złote serducho. Jest cichy i spokojny, jego całym światem są powieści fantasy. Poza Dillem i Lydią najczęściej rozmawia na czatach z innymi fanami fantasy, magii i tego typu rzeczy. W domu także nie ma zbyt wesoło. Ojciec alkoholik, który wiecznie znęca się nad nim psychicznie i fizycznie oraz zastraszona matka. Jego życie to szkoła, praca i literacki świat magii... 

To właśnie o nich jest ta książka. Powoli i bez pośpiechu czytamy o ich życiu, o problemach, o marzeniach, o przeszłości i planach na przyszłość czy też o braku jakichkolwiek planów. Jesteśmy świadkami tego jak młody, zaledwie nastoletni człowiek może zostać zrujnowany przez własną rodzinę, przez swoich najbliższych. Jesteśmy świadkami tego jak przyjaźń może uratować kogoś przed śmiercią i wyciągnąć z najczarniejszej życiowej dziury. Jesteśmy świadkami tego jak tworzy się piękne uczucie i jak wiele potrafi ono zdziałać dobrego. Jesteśmy także świadkami wielkiej i jednocześnie niepotrzebnej straty, strasznej rozpaczy, ogromnej tęsknoty...

Książka ta jest zdecydowanie przygnębiająca, ale jednocześnie dająca nadzieję, jest smutna i wesoła. Zdecydowanie po pewnym czasie wciąga, u mnie tak własnie było. Kiedy nieco więcej dowiedziałam się na temat głównych bohaterów zaczęłam być ciekawa jak potoczą się ich losy. Czy Dill się podda? Czy Lydia spełni swoje marzenie? Czy Travis postawi się okropnemu ojcu? Wszystko powoli się wyjaśnia, życie tych dzieciaków toczy się dalej i chociaż nie ma tutaj porywających akcji, pełnych napięcia i oczekiwania momentów to jednak nie jest wcale tak nudno jak obawiałam się, że może być. Także po raz kolejny dostałam lekcje, że książka, która na pierwszy rzut oka wcale mnie nie zainteresowała i co normalnie pewnie ominęłabym ją bez zwrócenia na nią większej uwagi, po przeczytaniu okazała ciekawą i refleksyjną lekturą. 


6 czerwca 2017

Flirt roku


JENNIFER ECHOLS

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 336
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Powiem Wam, że romanse wydane przez wydawnictwo Jaguar mogłabym zawsze brać w ciemno. Tkwi we mnie takie przekonanie, taka pewność, że czego bym z tego wydawnictwa nie chwyciła zdecydowanie będzie ciekawe i wciągające. I tym razem było podobnie. Pomysł na książkę, sposób napisania, bohaterowie - wszystko fajnie ale... No własnie było małe "ale", ale o tym jednak za moment ;) Najpierw opowiem Wam o historii, którą mamy okazję przeczytać i o bohaterach, których mamy okazję poznać :)

Akcja książki toczy się w czasie największych, letnich upałów na Florydzie. Już na samą myśl robi się człowiekowi gorąco prawda ;) ? Głównymi bohaterami są siedemnastolatkowie, a dokładniej Tia i Will. Tia od zawsze mieszka na Florydzie. Jest ona imprezowiczką, która zdecydowanie nie odmówi sobie, ani alkoholu, ani trawki, ani krótkiej przygody z jakimś fajnym chłopakiem. Nasza główna bohaterka nie wierzy w miłość i nie ma zamiaru nigdy wchodzić w żadne związki. Także zabawa i krótki flirt - jak najbardziej, chodzenie ze sobą i miłość - za nic w świecie. Dlatego też kiedy poznaje przystojnego, inteligentnego i bardzo pociągającego Willa, który dopiero co przeprowadził się na Florydę, dziewczyna kompletnie nie ogarnia tego co się dzieje. Najpierw chciała się z nim zabawić, jednak odniosła mylne wrażenie ponieważ on wcale nie należy do tego typu chłopaków. Potem chciała się przyjaźnić, jednak on chciał zdecydowanie czegoś więcej. Dała mu więc jasno do zrozumienia, że nie ma z nią szans na żadne dłuższe związki. Dlaczego więc kiedy Will zaczął kręcić się obok innej dziewczyny Tia poczuła zazdrość? Przecież ona nigdy nie przeżywała czegoś takiego... 

Powiedziałabym, że historia tej dwójki na pierwszy rzut oka jest dosyć prosta i przewidywalna. Ona chce się zabawić, on chce czegoś poważniejszego, ona go odrzuca, on znajduje inną, ona jest zazdrosna, zmienia zdanie co do swoich przekonań na temat miłości, zakochują się w sobie i żyją długo i szczęśliwie. A guzik prawda ;) To wcale nie jest tak jakby się mogło wydawać. Relacje między Tią, a Willem są tak naprawdę zagmatwane i dosyć skomplikowane, przyznam że są one także nieco wkurzające. Tak naprawdę to mnie osobiście denerwowało zachowanie głównej bohaterki. Wydawać by się mogło, że dziewczyna w tym wieku będzie miała więcej rozumu w głowie, tym bardziej, że okazała się ona niezwykle inteligentną osobą. Ale wiecie co? Ona najnormalniej w świecie wstydziła się się swojej inteligencji, tego że jest mądra, że jest pojętna, że mogłaby do czegoś dojść, że mogłaby pójść na studia, a co więcej otrzymać na nie stypendium. Wstydziła się tego, że jest najlepsza w orkiestrze szkolnej, za nic nie chciała być kapitanem i udawała, że jest gorsza niż w rzeczywistości! Dlaczego? Tylko dlatego, aby nie pełnić żadnej odpowiedzialnej funkcji, aby nie robić w życiu nic co wymaga od niej chociaż odrobiny zaangażowania. Nosz kurcze powiem Wam, że aż mnie krew zalewała kiedy czytałam o tej jej życiowej nieporadności, a właściwie to o tym jak to Tia udawała życiowo nieporadną! Własnie podobnie miała się sprawa z Willem. Jej chęć nieangażowania się okazał się bardzo raniący dla chłopaka, który podobno miał być jej najlepszym przyjacielem. Jej strach przez miłością sprawił, że Will niepotrzebnie cierpiał. Jej brak zdecydowania i zmienne decyzje doprowadziłyby do szału najbardziej cierpliwych. Oj ciężka z niej była postać, ja bym się raczej z nią nie polubiła. Za to bardzo polubiłam Willa, dojrzałego jak na swój wiek, mądrego, przyjacielskiego. Trochę mi go było żal, chociaż przecież doskonale wiem, że oboje, zarówno Tia jak i Will to po prostu wymyślone postacie ;) 

Ponarzekałam na główną bohaterkę, po zachwalałam głównego bohatera więc teraz mogę Wam napisać, że mimo wszystko czytało mi się tę książkę dobrze. Tia wcale nie była aż tak wkurzająca, abym chciała odłożyć tę powieść i już nigdy do niej nie wracać, wręcz przeciwnie! tym bardziej miałam ochotę jak najszybciej dowiedzieć się co też się z tego wszystkiego rozwinie. I chociaż na pierwszy rzut oka wydawało się, że wszystko jest tutaj łatwe do przewidzenia to po drodze było jednak kilka niespodziewanych zawirowań. Także polecam Wam tę książkę o niedojrzałej nastolatce, nawet jeśli same jesteście już dojrzałe i nieco starsze od niej ;) Ja z chęcią chwycę po kolejne tomy z tej serii gdzie głównymi bohaterkami będą w nich przyjaciółki Tii.


4 czerwca 2017

Poznaję świat i kropka


Skąd się biorą pory roku? Gdzie jest słoneczko po zmroku?

RAFAŁ KLIMCZAK

wydawnictwo: Skrzat
ilość stron: 96
format: 16,5x24 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Kropka to ulubienica mojego dziecka. Alicja także od zawsze byłą bardzo ciekawa, a jej pytania niestety bardzo często wprawiały mnie w zakłopotanie. Niestety nie wiem tyle, ile chciałaby wiedzieć moja córka. Nigdy nie byłam aż tak dociekliwa i ciekawa świata. Są rzeczy, które lepiej utkwiły mi w pamięci, i takie, które bardzo szybko mi z niej wyleciały. Dlatego też nie wstydzę się powiedzieć "nie wiem" i razem poszukujemy odpowiedzi na nurtujące Alę pytanie. 

Nie ukrywam także, że od zawsze byłam ogromną miłośniczką tego typu lektur. Książek dla dzieci, które choć wydawałoby się opowiadają jakieś tam zwykłe zmyślone historyjki uczą nasze brzdące wielu ciekawych rzeczy. Bo czy przyszłoby komukolwiek do głowy, że czytając o przygodach małej kropeczki z książeczki dowiemy się skąd się bierze kurz, co to są spadające gwiazdy i co jedzą pająki? No cóż, dopóki nie sięgnęłam po tę fantastyczną serię Rafała Klimczaka nie miałam o tym pojęcia. Jednak jak się okazuje, te nieduże i niepozorne opowiadania kryją w sobie naprawdę niesamowicie ciekawą i wartościową treść. Zresztą kto czytał moje trzy poprzednie recenzje, ten doskonale to wie, prawda?

Tak więc to już nasze czwarte spotkanie z Asią i jej niewielką, ale bardzo ciekawską przyjaciółką Kropeczką. Odkąd poznałam tą serię nie wyobrażam sobie nawet bym mogła nie poznać kolejnych przygód tej dwójki oraz ich przyjaciół - sowy-zabawki i świnki-skarbonki. Tym jednak razem nie będziemy czytać ani o gwiazdach i planetach, ani o żarówce, kurzu, pajęczynie i zębach. Teraz nasza małą bohaterka zainteresowała się bardziej tym co ją otacza. Czyli... porami roku i zmianami zachodzącymi wraz nimi w przyrodzie.

Wiecie może dlaczego zimą znika część ptaszków a pojawiają się zupełnie inne? Albo czemu na jesieni nagle wszystkie liście zamiast dalej się zielenić zaczynają przybierać zupełnie inne barwy? Jak to się dzieje, że w naszym kraju pory roku tak bardzo różnią się od siebie, a są takie miejsca na świecie, gdzie panuje wieczne lato lub zima? Czy wszystkie zwierzęta, których nie widujemy zimą zapadają w sen? Jak to się dzieje, że latem dzień jest długi, a zimą króciutki? Te wszystkie zagadnienia, a nawet i kilka innych - tym razem zainteresowały naszą małą Kropeczkę, a jej przyjaciele jak zwykle nie zostawili jej samej w poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania. Tak więc sięgając po tę lekturę szykujcie się na kolejną dawkę ciekawostek! Będzie co czytać!

Pisałam to nie raz i z przyjemnością napisze po raz kolejny - uwielbiam serię Poznaję świat i Kopka za to, że w zwykłych, prostych, napisałabym wręcz dziecinnych opowiadaniach kryje się wiedza, która spokojnie trafi do przedszkolaka, a którą dzieci nabywają w szkołach podstawowych. A dodatkowo, wszystkie te zagadnienia są tu tak ciekawie opisane, że po prostu nie sposób oderwać się od lektury! Choć mam dwójkę dzieci i jestem panią po trzydziestce z ogromną przyjemnością sięgam po tę serię i wierzcie mi, że czytam ją z zapartym tchem. I w naszym domu nie jestem w tej  kwestii wyjątkiem. Wszyscy bardzo je lubimy! Są rewelacyjne!

Autor tych opowiadań ma przede wszystkim niezwykły dar opisywania skomplikowanych rzeczy w bardzo prosty sposób. Nie będę tu wspominać o wiedzy, jaką niewątpliwie Rafał Klimczak posiada, bo to już zupełnie inna sprawa. Chodzi mi raczej o to, w jaki sposób on tę wiedzę przekazuje naszym brzdącom. Jakich dobiera słów, porównań i sposobów, by zagadnienie, które według nas jest zbyt pogmatwane dla malucha - stało się czymś zupełnie oczywistym! Podziwiam naprawdę bardzo, bo wiem jakie to trudne zadanie. 

Moja starsza córka nie raz zagięła mnie takim pytaniem, że nie miałam zupełnie pomysłu jak się za nie zabrać. I nie chodziło o to, że nie znałam odpowiedzi. Chodziło raczej o to, żeby jakiś skomplikowany proces czy zjawisko wyjaśnić kilkulatkowi w taki sposób  by on to zrozumiał! Przecież taki brzdąc nie może wiedzieć czym jest siła nośna czy ciśnienie. Nie zrozumie co to jest chlorofil i jaki ma wpływ na otaczający nas świat. Ale czy brak takiej wiedzy może sprawić, że taka wiedza jest dla dziecka po prostu nie do zdobycia? Okazuje się, że nie. I w tym właśnie opowiadaniu jej autor na to udowadnia!

Książeczki te są oczywiście także pięknie wydane. Twarda okładka, papier kredowy, piękne kolorowe ilustracje, duża czcionka, ciekawy okład książki. Wiem, że rozpływam się w zachwytach, ale tutaj naprawdę nie mam do czego się przyczepić! Te książki są śliczne i mądre. Interesujące i bardzo oryginalne. Idealne dla każdego ciekawego świata malucha. U nas sprawdziły się doskonale i wciąż nam ich mało. Z niecierpliwością czekamy na kolejne części. Jestem pewna, że będą równie fantastyczne! Polecam. Naprawdę warto!


30 maja 2017

Taniec ze świetlikami


DENISE HUNTER

wydawnictwo: Dreams
ilość stron: 384
format: 14x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Pamiętacie jak opowiadałam Wam o książce pod tytułem "Boskie lato"? Była to pierwsza część z serii Chapel Springs. tedy mogliśmy przeczytać o Madison, o jej  żałobie po śmierci brata bliźniaka, o uporze, aby spełnić jego największe marzenie... Tym razem główną rolę odgrywa jej młodsza siostra Jade. Bardzo sympatyczna dziewczyna, naprawdę da się ją polubić od pierwszych stron książki ;) Zresztą powiem Wam, że cała rodzina McKinley'ów jest naprawdę bardzo fajna i miła więc ja już teraz nie mogę doczekać się dalszych części z tego cyklu. Ale dzisiaj jednak skupię się na tej konkretnej, na kolejne przyjdzie czas kiedy się ukarzą :)

Jade mimo młodego wieku naprawdę wiele przeszła. Od nastoletnich lat była w związku z chłopakiem, planowali wspólną przyszłość. Niestety zginął w wypadku. Dziewczyna przez długi czas nie mogła sobie z tym poradzić. Aż w końcu postanowiła zmienić coś w swoim życiu. Wyjechała więc z ich małego miasteczka, aby zacząć wszystko od nowa, aby się usamodzielnić. Niestety to także nie skończyło się dla niej dobrze. Została skrzywdzona przez mężczyznę w najgorszy możliwy sposób . Kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży postanowiła wrócić do rodzinnego miasta. Załamana, samotna, przestraszona, bez perspektyw, bez pieniędzy, ale za to z bardzo silnym założeniem, że zapewni swojemu dziecku godną przyszłość i wszystko czego będzie potrzebowało, w tym także ojca. W Chapel Springs ma rodzinę, ma też najlepszego przyjaciela - Daniela. Jakoś da sobie radę. Daniel jest burmistrzem, zrobiłby dla Jade wszystko. Od lat jest w niej szaleńczo zakochany jednak jego uczucie nigdy nie może ujrzeć światła dziennego. Jade po swoich traumatycznych przeżyciach nie szuka miłości. Gdyby się dowiedziała co Daniel naprawdę do niej czuje z pewnością by go odtrąciła i straciłby ją na zawsze. Dlatego on woli zadowolić się rolą jej najlepszego przyjaciela, aby móc być blisko i jej pomagać... 

Z pewnością domyślacie się, że sprawy się trochę skomplikują, prawda? Jade traktuje daniela jak brata, ale on zdecydowanie marzy o czymś więcej. A wcale nie jest łatwo ukrywać to co się dzieje w jego sercu. A jeśli to własnie on okaże się najlepszą przyszłością dla dziecka Jade? Jeśli to Daniel będzie mógł spełnić jej marzenia o prawdziwym domu? Jade kocha go jak brata, czy potrafiłaby dzielić z nim życie? Czy będzie w stanie zrobić to dla dobra swojego dziecka?

Powiem Wam, że zachowanie głównej nieco mnie irytowało. Po co się tak katować? Po co całkowicie wyrzekać się jakichkolwiek głębszych uczuć? Jade postanowiła chronić swoje serce przed kolejną stratą, przed zranieniem. Ale czy odtrącenie najbliższych jest dobrym sposobem? Przecież to wydaje się nielogiczne. Właśnie takie dylematy ciągle rozgrywały się w głowie naszej głównej bohaterki i właśnie to mnie w niej trochę denerwowało. Chociaż wydawała mi się przesympatyczną osobą, którą z pewnością każdy mógłby polubić to jednak jej podejście do miłości było moim zdaniem porażką. Szczególnie wtedy kiedy przed samym nosem miała ideał mężczyzny. Ale tak narzekam i narzekam, a przecież wcale nie przeszkadzało mi to w czytaniu, nic z tych rzeczy. Czytałam tę książkę z naprawdę dużym zainteresowaniem więc nie macie się czego obawiać, powieść ta jest ciekawa i mimo wszystko przepełniona miłością. Miłością rodziny, przyjaciela, chłopaka, miłością do dzieci... Jest to dosyć spokojna, ciepła opowieść i co najważniejsze nie ma szans, aby się przy niej nudzić. Przynajmniej w moim przypadku ;) Polecam!

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)