26 kwietnia 2017

Rycerz Lwie Serce


KSIĄŻKA-GRA, KTÓREJ BOHATEREM JESTEŚ TY

DELPHINE CHEDRU

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 40
format: 20,5x32 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Przyznam się Wam, że na pierwszy rzut oka ta książka wcale mnie nie zaciekawiła. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale niestety ja należę do tych osób, które właśnie dużą uwagę zwracają najpierw na okładkę, dopiero potem na tytuł i opis. Pewnie wiele mnie przez to omija, ale tak już mam. Prawdopodobnie i na tę książkę nie zwróciłabym większej uwagi, ale przyciągnęło mnie jedno, a właściwie to dwa słowa, które rzuciły mi się w oczy: KSIĄŻKA-GRA :)

Zaciekawiło mnie to na tyle, że zechciałam dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat. Rycerz Lwie Serce brzmiał obiecująco, a kiedy doszły do tego informacje, że to właśnie dziecko będzie decydowało co się wydarzy w dalszych przygodach naszego bohatera, od razu pomyślałam, że to jest coś co z pewnością spodoba się mojemu dziecku. Ani trochę się nie myliłam!

Nikodem z wielkim zainteresowaniem chwycił po tę książkę. Nie jest on zbyt chętny do czytania, zazwyczaj muszę go namawiać czy też nawet przymuszać, aby czytał ponieważ musi ćwiczyć. Czytanie nie wychodzi mu zbyt dobrze i ma nakaz codziennego ćwiczenia od nauczycielki. Także zwykle muszę go do czytania gnać, jednak zdarzają się czasami książki, do których wcale nie trzeba go zachęcać, bowiem sam chwyta za nie z zaciekawieniem i ochotą na ich lekturę. Tak też było w tym przypadku.

Ale czas przejść do konkretów i opowiedzieć Wam nieco dokładniej o czym jest ta książka. Rycerz Lwie Serce przeżywa właśnie jedną ze swoich wielkich przygód. Wiadomo, że należy on do jednych z najbardziej walecznych rycerzy, jednak coś się stało. Nasz bohater utracił całą swoją odwagę i to właśnie nasze dziecko będzie musiało pomóc mu ją odnaleźć. Jesteście ciekawi w jaki sposób?

Wszystko zaczyna się pod starym, spróchniałym drzewem. Aby rozpocząć poszukiwanie zaginionej odwagi należy wejść do jego środka. I już teraz trzeba dokonać wyboru. Jeśli zejdziecie w dół schodów traficie na stronę 10, jeśli natomiast wolicie przejść niezauważeni musicie odszukać linę i wspiąć się do gniazda czubatego ptaka i przejść na stronę 8. I właśnie tak to mniej więcej wygląda, w zależności od tego które drogi wybiorą mali czytelnicy będą przeskakiwać na różne strony, gdzie do wykonania będą różne zadania i kolejne drogi do wyboru. 

Na przykład w gnieździe czubatego ptaka trzeba będzie odnaleźć ukryte liczby i dodać je, aby odpowiedzieć na pytanie ile lat ma ptak. Wtedy on przepuści Was dalej. Do wyboru będą oczywiście dwa korytarze. W sali herbowej wisi mnóstwo herbów, aby przejść dalej należy znaleźć taki, który nie ma pary, a potem wybrać drogę przez ukryte okienko lub przez drzwi. W dziwnym lesie trzeba odnaleźć owoc napoczęty przez hrabiego Królika, później aby przejść dalej można wejść do małego, niebieskiego domku, lub wskoczyć do fosy...

Dotarcie do ostatniej strony gdzie Rycerz Lwie Serce stoczy walkę z zielonym smokiem, wcale nie jest takie łatwe jak mogłoby się wydawać. Bowiem niektóre z zadań odsyłają na strony, na których już byliśmy więc, aby przejść dalej najlepiej wybrać inną drogę. Mój Nikodem nie przebrnął przez tą książkę za jednym razem, potrzebował do tego dwóch podejść i trochę się naskakał po tych stronach zanim trafił na ostatnie zadanie. Także zdecydowanie nie spotka Was tutaj nuda, nie ma na to szans ;)

Moim zdaniem jest to naprawdę pomysłowa i ciekawa książka. Już sam fakt, że dziecko może decydować o tym co wydarzy się dalej jest dla niego z pewnością bardzo ekscytującym zajęciem, a tutaj dochodzą różne zadania i zagadki do rozwiązania. Nie są one zbyt trudne choć to pewnie zależy też od wieku naszego dziecka. Mój Nikodem ma prawie 9 lat i z odszukiwaniem różnych rzeczy radził sobie świetnie i nie sprawiło mu to żadnych trudności. Jednak mimo tego dobrze się przy tym bawił i pomoc Rycerzowi Lwie Serce ogromnie mu się spodobała.

Jeśli on był zadowolony to ja tym bardziej :) Przyznam, że ta grafika to nie zupełnie moje klimaty, ale to już kwestia gustu i to, że ja widziałabym tutaj najchętniej innego typu ilustracje nie znaczy, że te są złe, zdecydowanie nie o to mi chodzi. Po prostu te są nieco inne niż zazwyczaj widujemy w książkach dla dzieci. Są prostsze, mniej kolorowe, powiedziałabym, że trochę bardziej ponure. Ale mimo wszystko myślę, że pasują do takiej książki. Zresztą najważniejsze, że przypadły do gustu mojemu dziecku, on tutaj jest najważniejszym krytykiem ;) Także pozostaje mi polecić Wam tę książkę, trochę zabawy Was przy niej czeka :)


25 kwietnia 2017

Matematyczna pizza


ANNA LUDWICKA

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 80
format: 20,5x28,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ


Powiem Wam, że jestem naprawdę bardzo zadowolona ponieważ mój syn uwielbia matematykę i co ważne jest z niej naprawdę niezły. Tak jak język polski to dla niego niemal katorga tak do matematyki jest zawsze pierwszy. I miał to od małego. Ledwo nauczył się mówić, a już liczył wszystko co tylko możliwe, od jakiś kamyków na chodniku, mijanych samochodów czy też schodów po których wchodził, aż po pieniążki w sklepie czy też minuty na zegarku. To fakt liczył dużo...

Ale wiadomo, że matematyka to nie tylko liczenie, to naprawdę o wiele, wiele więcej. Na przykład teraz w drugiej klasie Nikodem ma już mnożenie i dzielenie i to także nieźle mu wychodzi. Jednak w skład matematyki wchodzi jeszcze mnóstwo innych zagadnień. I właśnie ta dzisiejsza książka uświadomi Wam jak dużo tego wszystkiego jest i jak łatwo można wiele z tych rzeczy zrozumieć i zapamiętać.

Powiem Wam, że dla mnie sporo z tego to naprawdę czarna magia. Zawsze byłam dosyć dobra jeśli chodzi o matematykę w szkole, ale nie da się ukryć, że kiedy teraz przeglądam tę książkę to okazuje się, że tak naprawdę niewiele wiem ;) Bowiem w książce tej znajdują się rzeczy, o których na lekcjach w szkole raczej się nie rozmawia zbyt wiele, na dodatek są pokazane i wytłumaczone w tak fajny sposób, że uczniowie byliby pewnie przeszczęśliwi gdyby nauczyciele uczyliby ich właśnie w taki sposób ;)

Już teraz muszę powiedzieć, że nie jestem w stanie opisać Wam tego wszystkiego co znajduje się wewnątrz tej książki. Jest tego sporo, ale tu nawet nie o ilość chodzi lecz o to, że to są często dosyć skomplikowane rzeczy. Jednak pewnie mimo tego chcielibyście wiedzieć co tam się w środku dzieje, prawda? Postaram się chociaż tak odrobinkę Wam to przybliżyć.

Wewnątrz znajdziemy prawie 40 przeróżnych matematycznych zagadnień. Koliste kolorowanki, rysowanie jedną linią, wzrost wykładniczy, punkty osobliwe, zadziwiająca wstęga Möbiusa, krzywa zamknięta, nieskończona linia, fraktal, mnożenie dużych liczb z pomocą kresek, magiczne kwadraty, malowanie kostką, zbiory równoliczne, mniejsze i większe nieskończoności, szczęśliwe liczby, system binarny, algorytm szyfrowania, liczby Fibonacciego, złota proporcja, symetria osiowa, wielokąty foremne, figury niemożliwe, złudzenia optyczne...

To oczywiście nie wszystko. Nie wiem jak jest z Wami, ale dla mnie większość to kompletna niewiadoma i dopiero z tej książki dowiedziałam się o co mniej więcej chodzi. Napisałam "mniej więcej" ponieważ część z tych zagadnień to zdecydowanie wyższy poziom i potrzeba czasu, aby się nad tym zastanowić, przemyśleć to i wykonać samodzielne ćwiczenie. Podam Wam kilka przykładów i po prostu przekonacie się sami.

Zacznijmy może od tytułowej pizzy. Wiecie, że istnieje twierdzenie o pizzy, które mówi o podziale koła na 8 lub więcej części? Mamy więc tutaj ćwiczenia właśnie z podziału koła (pizzy) na 8 części. To jest bardziej skomplikowane niż mogłoby się nam wydawać, sposobów na taki podział jest naprawdę mnóstwo, szczególnie jeśli punkt środkowy przesuniemy w zupełnie inne miejsce. A wiecie co to jest wzrost wykładniczy? Mamy tutaj do wykonania ćwiczenie na przykładzie miesięcznego kieszonkowego od rodziców. Pierwszego dnia otrzymamy 1 grosz, drugiego 2 grosze, trzeciego 2 razy tyle co dnia poprzedniego czyli 4 grosze. Każdego następnego dnia będziemy otrzymywać 2 razy więcej niż dnia poprzedniego. Wiecie ile kasy wyszłoby nam po 28 dniach? To by było najwyższe kieszonkowe na świecie ;)

Kolejne dziwne zagadnienie to na przykład fraktal. Wiecie, że to figura samopodobna tzn. taka, w której każdy kawałek podobny jest do większej części? Mamy tutaj przykład w formie roślinki, którą należy rozrysować w taki sposób, by z każdego trójkąta wyrastały dwa kwadraty z daszkami, ale odpowiednio mniejsze. 

Nie będę Wam już opisywać nic więcej bo jest tego naprawdę sporo i wszystko jest na swój sposób skomplikowane. Jedne zadania bardziej, drugie mniej, ale wiele z nich do teraz pozostają dla mnie czarną magią i musiałabym mieć trochę czasu, aby do nich przysiąść i pomyśleć ;) Ja jak dotąd w życiu nie słyszałam o bardzo wielu z tych zagadnień i tutaj po raz pierwszy miałam z nimi do czynienia. Nawet nie spodziewałam się, że to wszystko co wydaje się tak niezrozumiałe da się tak w miarę jasno i zrozumiale wytłumaczyć. Bo właśnie w taki sposób jest to opisane. Na dodatek mamy tutaj także ćwiczenia do wykonywania przez nas samych więc utrwalenie tych wszystkich informacji za pomocą ćwiczenia w praktyce stanie się z pewnością jeszcze łatwiejsze.

Książka ta jest zdecydowanie przeznaczona dla dzieciaków, takich starszych, nastoletnich dzieciaków, które lubią matematykę. Autorka we wspaniały, pomysłowy i bardzo ciekawy sposób pokazuje czytelnikom jak fajna i jak niezwykła potrafi być ta dziedzina nauki. Jak wiele można zrozumieć i nauczyć się za pomocą zabawy. Bo to wszystko jest właściwie zabawą. Wystarczy ołówek, linijka, kredki i zrozumienie tych wszystkich nieznanych nam dotąd sformułowań staje się naprawdę możliwe :) Zresztą przekonajcie się sami. Zapraszam Was do skosztowania tej matematycznej pizzy! 


23 kwietnia 2017

Reksio. Dobranocka wszech czasów


50 LAT Z REKSIEM

wydawnictwo: Papilon
ilość stron: 224
format: 27x23,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Każde dziecko ma jakiegoś ulubionego bohatera z bajeczki. U nas obecnie królują kucyki pony. Ale zanim moja najmłodsza pociecha się w nich zakochała, obie z ogromną przyjemnością oglądałyśmy kreskówki z mojego dzieciństwa. O Bolku i Lolku już Wam kiedyś pisałam. Tym razem pora na mojego kolejnego ulubieńca, czyli uroczego psiaka o imieniu Reksio. Swego czasu miałam na jego punkcie bzika i marzyłam o tym, by mieć takiego pieska w domu. A jak było u Was? Też tak lubiłyście tego ślicznego zwierzaczka?

Reksio to postać stworzona przez Lechosława Marszałka w latach sześćdziesiątych! Zobaczcie zatem, że ten mały psiak cieszy dzieci już od pięćdziesięciu lat! Dokładnie w tym roku kończy pół wieku. Nic zatem dziwnego, że nie tylko kreskówki w telewizji z tym uroczym bohaterem w roli głównej bawią nasze dzieciaczki, ale powstała także książka z jego przygodami! Nie wiem czy pierwsza. Ale tak mi się wydaje. Ja przynajmniej nigdy dotąd nie spotkałam się z żadną inną lekturą z Reksiem. Ta, którą z przyjemnością dziś Wam zaprezentuję jest pierwsza. I już wiem, że jestem w niej zakochana po uszy. Jest doskonała w każdym calu. Uwielbiam Reksia. Taka książka w moich rękach to raj na ziemi. :)

Może zacznę od tego, że "Reksio. Dobranocka wszech czasów" to naprawdę pokaźna księga. Oprócz tego, że jest ona dość spora, to jest także naprawdę grubaśna. Przypomina taką średniej wielkości encyklopedię. Na szczęście nie jest tak ciężka jak niektóre z nich. Ta tutaj tylko straszy tą swoją wielkością. Gdy weźmiemy ją do ręki, okazuje się, że wcale nie jest taka gigantyczna. Ale  wydawnictwo tworząc właśnie taką wielką książkę z przygodami Reksia miało w tym jakiś cel. Jaki? No cóż. Myślę, że przygody tego pięćdziesięcioletniego przyjaciela wielu pokoleń dzieci w Polsce zasługują na tak cudowną oprawę. Takiej książki nie da się przeoczyć na półce w księgarni. A tej postaci, nie da się nigdy zapomnieć. Reksia zna każdy i jak dotąd nie spotkałam nigdy nikogo, kto by go nie lubił. Nie pozostaje nam więc nic innego jak sięgnąć po tę oto książkę.

Podoba mi się na pewno to, że poza wielkim formatem jest ona także bardzo ładnie wydana. Ma grubą sztywną okładkę, dobrej jakości, lekko chropowate strony wewnątrz i cudowną szatę graficzną. A co cudownego jest w tym ostatnim elemencie? Oczywiście to, że ilustracje do tej książki to nic innego jak kadry z dobrze nam znanych odcinków tej dobranocki. Przyznam Wam się szczerze, że było to dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem. Bałam się, że na potrzeby książki zostaną stworzone jakieś nowe obrazki z tym uroczym psiakiem. I co nie daj Boże, będą jakieś animacje komputerowe, a nie znana nam od zawsze kreska. A tu proszę! Wydawnictwo zadbało także o ten drobny szczegół. Teraz czytając te opowiadania możemy nacieszyć się widokiem scen, które z pewnością osoby w moim wieku, a może nawet i te młodsze znają na pamięć. To prawdziwy Reksio, ten którego tak dobrze znamy.

Pewnie zauważyliście, że jak dotąd zgrabnie pomijam temat treści tej lektury. A wszystko to dlatego, że na pewno doskonale znacie. Nie są to bowiem nowe historie, lecz dokładnie te same, które swego czasu oglądaliśmy w telewizji. Bajeczek znajdziemy w tej księdze 10. A wśród nich: Wesołe podwórko, Leśna przygoda, Zabawa w chowanego, Wyprawa w góry, Wesołe miasteczko, Wodna przygoda, Jesienne zbiory, Co w drewnie piszczy, Kacza szkoła przetrwania i Podwórkowa olimpiada. Nie wiem czy te tytuły wiele Wam mówią, Ale jestem przekonana, że gdybym zaczęła opowiadać Wam każdą z tych historii od razu usłyszałabym coś w stylu: A... to to! Pamiętam! Bo ja dokładnie tak samo reagowałam. Za każdym razem gdy tylko zaczęłam czytać od razu przypominało mi się wszystko. Z najdrobniejszymi szczegółami.

Pamiętacie może jak nasz mały psiak wraz z pozostałymi mieszkańcami podwórka poszedł w ślady małych prosiaczków i zaczął bawić się błotkiem? Cóż to była za przygoda. Taplanie się, bitwa na błotne kulki! Czego tam nie było! Dopiero mama świnka sprowadziła wszystkich na ziemię. Ale cóż to była za cudowna chwilka zapomnienia ;) A może lepiej Wam utkwiła w głowie historie, gdy nasz mały piesek wybrał się do lasu na grzyby? Niestety zamiast pięknych zbiorów znalazł wielki dół, w który wpadł i nie mógł się z niego wydostać! Na szczęście leśni przyjaciele wybawili naszego pupila z opresji i wkrótce nasz mały psiak znów był wolny. A pamiętacie odcinek, w którym Reksio i Azor wybrali się do lunaparku? Cóż to była za zabawa! Mnie najbardziej podobał się fragment, gdy psiaki odwiedzili Gabinet Luster. Uśmiałam się zawsze przy tym do łez! :)

Nie będę Wam opisywać każdą z tych bajek z osobna. Naprawdę wierzcie mi, że wystarczyłoby wspomnieć, o którejkolwiek z nich i natychmiast wiedzielibyście co będzie dalej. Bo tych bajeczek po prostu nie da się zapomnieć. Szczególnie przez osoby, które tak bardzo lubiły tego uroczego bohatera tak samo bardzo jak ja. Reksio to mój ulubieniec. A ponieważ z obiema córkami swego czasu od nowa oglądałam wszystkie odcinki z nim w roli głównej nawet po kilka, czy kilkanaście razy - przygody Reksie na zawsze utkwiły w mojej głowie. Pamiętam każdy szczegół! Ale ja nigdy się nimi nie nudziłam. Choć to kreskówka sprzed połowy wieku, a animacja ta nie miała żadnych konkretnych dialogów - oglądałam zawsze wszystkie odcinki z zapartym tchem i wszystko rozumiałam. Nie potrzebne mi były teksty, rozmowy, opisy narratorów. To co widziałam zastępowało mi cały ten niepotrzebny bełkot. Szkoda, że teraz nie powstają takie bajki.

Nie powiedziałam Wam o jeszcze jednym, według mnie bardzo ważnym szczególe. A mianowicie o tym, że tekst w tej książce jest idealnie dopasowany do każdego młodego człowieka, który chciałby przeżyć wszystkie te przygody razem z Reksiem i jego przyjaciółmi. Nie ważne, czy maluch od dawna pochłania jedną książkę ze drugą. Czy też dopiero zaczyna przygodę z literaturą. Każde dziecko na pewno będzie zachwycone. Bo bajeczki zawarte w tej publikacji nie należą do jakiś strasznie długich historii. Zresztą, jeśli dana historie zawiera zbyt wiele treści, zawsze można przeczytać ją na raty. Ale najważniejsze tu jest to, że czcionka wykorzystana wewnątrz jest bardzo duża i czytelna. Że cały tekst umieszczony jest na białym tle, dzięki czemu jest jeszcze bardziej czytelny i przejrzysty. I przede wszystkim fajne jest to, że wszystko tu zostało opisane prostym, łatwo zrozumiałym językiem. A przygody Reksia będą na pewno zrozumiałe dla każdego maluszka.

Ja tą książką jestem po prostu zauroczona. Uwielbiam ją równie mocno, co jej małego bohatera, który skradł mi serce wiele lat temu i wciąż w nim pozostaje. Moje dziewczyny także słysząc słowo Reksio mają iskierki w oczach, i choć obie chyba już trochę wyrosły z tych prostych animacji - uwielbiają do niego wracać. Moje córki mają w domu nawet pluszowego Reksia, który często towarzyszy nam podczas spacerów i wycieczek rowerowych. Reksio to ulubieniec dzieci w każdym wieku. Piesek, który raz poznany pozostaje z nami już na zawsze. Przyjaciel i tych dużych i tych małych. W dzisiejszych czasach mało jest takich bohaterów, których zapamiętalibyśmy na całe życie.

Chyba jest tego zbyt wiele. Telewizja i różne wytwórnie filmowe zalewają nas tymi wszystkich historiami z każdej strony, że człowiek nawet nie zdąży dobrze poznać jednaj postaci, a już widzi kolejną i kolejną. Ja czasem już się gubię co jest nowością, a co widziałam przed kilkoma tygodniami. Nie nadążam za repertuarem kin i bajkami w telewizji. Tego wszystkiego jest tak wiele. Nawet programów telewizyjnych z bajkami 24h na dobę jest teraz cała masa. Nie wiem czy to takie dobre. Na pewno wygodne, gdy rodzice chcą zająć się własnymi sprawami. Jednak nie zmienia to faktu, że Reksia zna chyba każdy. I na pewno uwielbia. U nas przynajmniej tak własnie jest. Polecam Wam zatem tą książkę z całego serca. Dzieciom, by po raz kolejny mogli samemu przeżyć tych kilka przygód z Reksiem. Rodzicom i dziadkom, by mogli powspominać. A jest co! Polecam!


22 kwietnia 2017

Za wszelką cenę


KATARZYNA RYRYCH

wydawnictwo: Literatura
ilość stron: 224
format: 10x10 cm
rok wydania: 2016
dostępna: TUTAJ

Ostatnio mam zdecydowanie mniej czasu na czytanie. A szkoda, bo w moje ręce wpadają naprawdę fantastyczne lektury, od których bardzo trudno jest się oderwać. I tak zamiast czytać je dzień lub dwa - spędzam nad nimi tydzień i dłużej. To do mnie nie podobne. Aż mi się serce ściska na samą myśl. Ale cóż. Życie. Obowiązki. No i spać też czasem trzeba ;)

Dziś pokażę Wam jedną z tych książek, do której wracałam w każdej wolnej chwili i żałowałam za każdym razem, gdy musiałam ją odłożyć na bok. Powieść, która szalenie podobała mi się od pierwszej chwili, gdy tylko do niej zajrzałam. Ktoś powie zaraz, nic w tym dziwnego. Przecież jej autorką jest Katarzyna Ryrych. Pisarka, której lektury zachwalam tu od bardzo dawna. No, może i tak. Tyle tylko, że książka ta bardzo różni się od tych, które do tej pory miałam okazję czytać i Wam tu polecać. Ta historia jest zupełnie inna. Ciekawa, piękna, tajemnicza i niesamowita. W niczym nie przypomina tych lektur o młodzieży, których dzieciństwo nie zawsze było różowe. A główna bohaterka nie przypomina mi w żadnym razie tych postacie, które do tej pory spotykałam w książkach Katarzyny Ryrych. Julia to nie nastolatka, która z różnych powodów musiała szybciej dojrzeć. To nie młoda osóbka, na której barki spoczął ciężar jaki niekiedy mają kłopot unieść dorośli. Nie, nic z tych rzeczy. Ta książka jest zupełnie inna. Co nie oznacza że gorsza. Mnie bardzo się podobała.

W tej powieści jak już się domyślacie - poznamy Julię. Młodą kobietkę, która w dniu swoich dwudziestych urodzin dowiedziała się, że jej rodzina ukrywa wielką tajemnicę. Przede wszystkim babka, którą dziewczyna od zawsze uważała za zmarłą i Julia zapalała jej co roku symboliczną świeczkę na cmentarzu w dniu Wszystkich Świętych - przez cały ten czas żyła i miała się świetnie. Zmarła zaledwie trzy lata temu zostawiając po sobie dom we Włoszech, który nasza bohaterka otrzymała w spadku. To był dla dziewczyny szok, jednak wyjaśniał pewne sytuacje z przeszłości, których dotąd nie mogła zrozumieć. Za każdym razem bowiem, gdy tylko w ich domu wspominano babcię, wszyscy truchleli, a dziadek wpadał we wściekłość! Dlaczego? Tego właśnie zamierzała się dowiedzieć ta młoda kobieta. I tak rozpoczynamy wraz z Julią podróż do Włoch. Zwiedzimy wszystkie cudne miejsca w tym pięknym kraju i spróbujemy dowiedzieć się co wydarzyło się przed wieloma laty. Julia przybywając do Włoch nie zna nikogo. Na szczęście spotyka tu wielu przyjaciół swojej babci, którzy dzień po dniu pokazują jej kraj, który tak bardzo pokochała staruszka. To nie jest tak, że nasza bohaterka przybywa na miejsce i nagle wszyscy którzy znali jej bakę zbierają się i opowiadają jej historie z życia starszej pani. Nic z tych rzeczy! Przyjaciele babci Juli rzucają pewne hasła, wspominają różne sytuacje, coś podpowiadają. Ale nie okrywają wszystkich kart od razu. Nie robią tego złośliwie. Nie jest to także ostatnie życzenie zmarłej. Po prostu babcia Juli to dość skomplikowana postać. Ona sama nosiła w sobie wiele tajemnic. Była urocza i życzliwa, szybko zjednywała sobie ludzi, ale też nie opowiadała o sobie zbyt wiele. A poza tym powrót do przeszłości dla niektórych tych osób jest także dość bolesnym doświadczeniem. Julia ma zatem sporo do zrobienia.

Jak wiecie jestem wielką miłośniczką powieści, w których nasi bohaterowie mają za zadanie odkryć jakieś zawiłe historie z przeszłości. Czytam takie książki bez względu na to czy są one skierowane dla dorosłych, czy też dla znacznie młodszych czytelników. Bardzo mi się to podoba. Uwielbiam wspominać, doszukiwać się jakiś tajemnic, rozwiązywać zagadki, odkrywać przeszłość. Podoba mi się to. I bardzo chętnie sięgam po taką własnie tematykę. Dlatego też gdy tylko zaczęłam czytać tą powieść wiedziałam, że będę nią zachwycona. Julia wyrusza w nieznane, by lepiej poznać kogoś z jej najbliższej rodziny. Kogoś, kogo nigdy nie miała okazji poznać osobiście. A jednak życie tej osoby było jej tak bliskie i tak dla niej ważne. Dziewczyna dowiaduje się wielu takich rzeczy, które pomagają jej zrozumieć zachowanie ludzi których kochała. Dzięki tej wyprawie wiele sytuacji znalazło swoje logiczne rozwiązanie. Rozwikłała rodzinną tajemnicę skrywaną przez wiele wiele lat.

Katarzyna Ryrych ma niewątpliwie wielki talent do snucia ciekawych, spokojnych i jednocześnie niezwykle wciągających opowieści. Podoba mi się, to, że przy jej książkach z pewnością nigdy nie będziemy się nudzić. Tutaj akcja toczy się dość szybko. Co chwilkę wychodzi jakaś nowa sprawa, kolejna wskazówka przybliża nas do tego, by odkryć prawdę. Ale nie mogę też powiedzieć, żeby wszystko jakoś strasznie pędziło. Najwyraźniej pisarka odnalazła taki złoty środek. Jest idealnie. Bardzo podoba mi się także kreacja bohaterów. Fajnie jest czytać o tym, jak ludzie potrafią być dla siebie wyrozumiali, szczerzy wobec siebie i lojalni. W dzisiejszych czasach jest tak wiele kłamstw i obłudy, że z przyjemnością zapominam o tym chociażby podczas miłej lektury. Fajne jest także to, że autorka nie stroni również o pięknych opisów przyrody i zabytków danego miejsca. Nie ma tego zbyt dużo, Nie musicie się obawiać, że podczas lektury utkniecie w jakimś miejscu tylko po to by przeczytać kilkustronicowy esej na temat wzgórz czy pól okalających małe senne miasteczko nie daleko Rzymu. Nic z tych rzeczy! Opisy zawarte w tej książce są niekiedy nawet trudno dostrzegalne. Katarzyna Ryrych potrafiła je zgrabnie wpleść w całą fabułę. W taki sposób, że cudownie ubarwiają nam one całą historię i jednocześnie nie męczą w żaden sposób. Według mnie jest po prostu idealnie...

Cóż więc mogłabym Wam jeszcze napisać? Nie będę Wam wymieniać wszystkich bohaterów, bo myślę, że to nie jest aż tak istotne. Co nieco na temat treści tejże powieści już wiecie. Pozostaje mi jedynie dodać, że ta książka z pewnością nie jest żadnym mdłym romansidłem. Nie jest kryminałem, podczas czytania którego mamy gęsią skórkę na rękach. To po prostu śliczna powieść przygodowa o tajemnicy rodzinnej. Mnie zachwyciła. Polecam :)

21 kwietnia 2017

Kradzież stulecia


Cykl "Oszustwa"

BARBARA FREETHY

wydawnictwo: Bis
ilość stron: 464
format: 12,5x19,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Nie będę oryginalna kiedy napiszę, że uwielbiam książki Barbary Freethy. Piszę to za każdym razem kiedy zamieszczam tutaj recenzje do książki tej autorki, ale to szczera prawda i pewnie będę się tak powtarzała już zawsze. Poznałam ją dzięki wspaniałej "Zatoce Aniołów" i od tamtej pory przeczytałam prawie wszystkie jej książki wydane w Polsce ;) Swoją drogą mam nadzieję, że będzie ich jeszcze o wiele, wiele więcej. Bez wątpienia, wszystkie będą moje! Oczywiście dzisiaj mam dla Was jej nowość. Jest to pierwsza książka z nowego cyklu "OSZUSTWA". Przyznam, że niezmiernie mnie to cieszy. Jesteście ciekawi o czym opowiada? Z pewnością jesteście więc nie będę trzymała Was już dłużej w niepewności...

Wszystko zaczyna się tak pięknie. Kayla Sheridan właśnie wzięła ślub z idealnym mężczyzną. To nic, że znali się zaledwie trzy tygodnie, to nic, że wszyscy odradzali jej tak szalony krok jakim był ślub z praktycznie obcym mężczyzną. Ona była zakochana po uszy, uwielbiała Nicka. Jednak on w noc poślubną zniknął! Rozpłynął się w powietrzu i słuch o nim przepadł. Dziewczyna podejrzewała przeróżne scenariusze, jednak dopiero po jakiś czasie pogodziła się z myślą, że jej mąż ją zostawił. Jednak nie dawała za wygraną i kiedy w końcu po długim czasie zobaczyła w jego mieszkaniu światło postanowiła się z nim rozmówić. I wiecie co? Drzwi otworzył jej jakiś zupełnie inny mężczyzna, który na dodatek twierdził, że to właśnie on nazywa się Nick Granville. O co tutaj chodzi? Kayla nie może uwierzyć, że dała się wrobić w tak ogromne oszustwo. Facet za którego wyszła za mąż podszywał się pod kogoś innego, ukradł temu komuś osobowość, pieniądze. Okazało się, że to ich prywatna potyczka ponieważ obaj panowie znają się ze studenckich lat. Evan w ramach zemsty podszywał się pod Nicka kiedy ten był za granicą w pracy. Jednak co z tym wszystkim może mieć wspólnego Kayla? Dlaczego ją również w to wciągnął? Dlaczego jedyną rzeczą, którą zabrał jej ten oszust był stary, kieszonkowy zegarek jej dziadka? Prawdziwy Nick oraz Kayla postanawiają działać razem. Oboje są w to wplątani i wspólnie mają zamiar rozwiązać tę zagadkę. Ale robi się naprawdę niebezpiecznie. Okazuje się, bowiem, że Evan to groźny przestępca od lat nieudolnie ścigany przez organy władzy...

Zdecydowanie nie można narzekać na nudę podczas czytania. Tutaj cały czas będzie się coś działo. Będą wielkie poszukiwania jakichkolwiek wskazówek, będą włamania, napaści, chwile grozy, będzie dużo niepewności, mnóstwo znaków zapytania, mało wyjaśnień. Będą tajemnice z przeszłości, dawne porachunki, ukryty skarb. Ale będzie też trochę uczuć. Nie tylko strach i złość, ale także determinacja, rozczarowanie, smutek, namiętność, miłość... 

Jest to wspaniałe połączenie kryminału z romansem. Wszystko jest tutaj zaserwowane w odpowiednich dawkach i to zdecydowanie cenię w powieściach tej autorki. Bowiem romanse, które wychodzą spod jej pióra nie są tak cukierkowe jak wiele innych w tego typu książkach. Choć mi osobiście nie przeszkadza kiedy czytam, że wszyscy są piękni, idealni i najwspanialsi we wszystkim co robią to jednak tutaj nie musimy obawiać się, że spotka nas coś takiego. Co prawda główni bohaterowie są podobno bardzo urodziwi, ale jednak popełniają błędy, mylą się czasem, nie są ideałami, a ich romans rozwija się powoli. Tak to mniej więcej wygląda moimi oczami ;) Ja jestem zachwycona, myślę że Wam także powieść ta przypadnie do gustu. Z niecierpliwością wyczekuję dalszej części tej historii, bo bez wątpienia dalszy ciąg nastąpi ;)


20 kwietnia 2017

Litery / Liczby


PISZĘ I ZMAZUJĘ

wydawnictwo: Edgard
ilość kart: 31
ilość stron: 16
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Mój starszy syn już dawno potrafi pisać i liczyć, natomiast mój młodszy syn jest na to jeszcze za mały. Ale uwielbiam serię Kapitana Nauki i po prostu nie mogłam się powstrzymać przed wybraniem tego edukacyjnego zestawu oraz zaprezentowaniem Wam go tutaj. Tym bardziej, że nawet dobrze się nie obejrzę, a już nam się przyda. Przecież Dominik niebawem będzie w takim wieku, że będziemy musieli rozpocząć naukę literek i cyferek. Ale do tego na szczęście mamy jeszcze trochę czasu, więc narazie pozostaje mi opowiedzieć Wam o moich osobistych odczuciach względem tych kart ;)

Mamy tutaj dwa pudełka, a w każdym z tych pudełek znajduje się 31 kart, niewielka książeczka z zadaniami oraz suchościeralny flamaster. Jak łatwo się domyślić po nazwie tej serii "Piszę i zmazuję" to własnie karty przystosowane są do tego, że można po nich pisać i zmazywać do woli ;)

Na początek skupie się na części z literami. Karty są ponumerowane. Najpierw mamy kilka łatwych zadań takich jak zakreślenie liter znajdujących się wśród obrazków, czy też połączenie w pary tych samych literek. Następnie mamy kilka zadań z rysowania po śladzie między innymi zamku, lasu, płotu, statku i pisanek. A dalej są już wszystkie litery alfabetu w formie drukowanej (nie ma tutaj literek w formie pisanej), jedna litera na jednej karcie. 

Najpierw jedna linijka szlaczków, potem jedna linijka literek, a na odwrocie zapisywanie jednego słowa na daną literę. Na przykład przy literce "D" najpierw szlaczek przedstawiający duże i małe kółka, potem zapisywanie dużej, drukowanej litery "D", a na odwrocie obrazek przedstawiający dom oraz kropkowane słowo "DOM" i dwie dodatkowe linijki do samodzielnego zapisywania. Tak to mniej więcej wygląda przy każdej z liter.

No i jest jeszcze książeczka, a w niej zaledwie 15 stron, a na każdej z nich (z wyjątkiem trzech pierwszych) znajduje się jedno literkowe zadanie. Wymienianie nazw przedmiotów znajdujących się na obrazkach, wykreślanie i zapisywanie liter, kolorowanie wyrazów, rysowanie, labirynty...

Podobnie jest przy liczbach. Na kilku pierwszych kartach znajdują się zadania. Trzeba na przykład spośród różnych kształtów zaznaczyć wyłącznie gwiazdki, znaleźć liczby wśród różnych obrazków, znaleźć kwiatek, który ma najwięcej płatków, czy też piórnik, który ma więcej kredek. Dalej na zaledwie dwóch kartach znajdują się szlaczki - góry, domki ślimaków, bałwanki i liście. A na pozostałych są oczywiście liczby od 1 do 25. 

Tak jak i przy literkach tak i tutaj pierwsza linijka jest do szlaczka, druga linijka do pisania danej liczby, na odwrocie natomiast mamy po jednym działaniu z dodawania i odejmowania w wersji pisanej i dla ułatwienia także w wersji rysowanej gdzie za przykłady robią zbiory przeróżnych rzeczy, ludzi czy też zwierząt. Mamy tutaj na przykład koty, psy, kwiaty, balony, cukierki, muszelki, biedronki, lizaki, żaby, auta i wiele innych. Wszystkie działania są bardzo łatwe, bazują na liczbach jednocyfrowych, tylko trzy razy trafiłam na liczbę 10.

No i oczywiście jest także książeczka. Tutaj także mamy 15 stron, na 12 z nich zamieszczone są zadania do rozwiązywania. Na przykład kolorowanie i zapisywanie liczby kotów, zaznaczanie produktów z listy, kolorowanie domku według oznaczeń, liczenie truskawek, dorysowywanie elementów zgodnie z podaną liczbą, łączenie kropek i kilka innych.

Mam wrażenie, że dopiero co czegoś podobnego uczył się mój starszak dlatego też doskonale wiem jak przydaje się w takich zadaniach krótkie wprowadzenie, na przykład za pomocą szlaczków. Dla nas dorosłych zapisywanie liter i liczb to bułka z masłem, a dla takiego malucha robienie jakiś zawijasów to naprawdę nie lada wyzwanie. Dobrze jest rozruszać rękę i nauczyć się tej trudnej sztuki przy odpowiednich szlaczkach ;)

Moim zdaniem wszystko współgra ze sobą idealnie, zarówno na kartach z literami jak i tymi z liczbami. Dziecko zdecydowanie bardzo wiele nauczy się dzięki tym wspaniałym zestawom kart. Nauka alfabetu, zapisywanie liter, odczytywanie łatwych, krótkich słów, nauka liczb, zapisywanie ich i liczenie w zakresie do 10. Ćwiczenie nie tylko umysłu, ale i rączki. A wszystko to na kartach wielokrotnego użytku, wystarczy bowiem je przetrzeć i już można wszystko uzupełniać od nowa ;) Na zakończenie muszę jeszcze powiedzieć Wam, że katy te mają także fajną, poręczna wielkość. Nie są ze sobą w żaden sposób połączone więc są wygodne w użytkowaniu, ale są także ponumerowane więc łatwo ułożyć je w kolejności w jakiej powinny się znajdować. Pozostaje mi jedynie napisać, że ogromnie je Wam polecam, moim zdaniem są one naprawdę wspaniałe!



Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)