12 grudnia 2016

Praktyczny kurs języka angielskiego


BEATA PAWLIKOWSKA

wydawnictwo: Edipresse
ilość stron: 364
format: 14x21 cm
rok wydania: 2016
dostępna: tutaj

Za każdym razem, gdy recenzujemy jakiekolwiek pomoce do nauki języka angielskiego piszemy to samo. Że jego znajomość w dzisiejszych czasach to podstawa!  I raczej trudno się z tym nie zgodzić. Po angielsku mówią już chyba wszyscy, zawsze i wszędzie znajdziemy kogoś, kto porozumiewa się w tym języku. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale jednak. Zatem, jeśli go znamy - jest nam łatwiej. Bez względu na to dokąd nas nogi poniosą mamy szansę przetrwać. Właśnie dzięki znajomości angielskiego. 

Kiedyś było inaczej. Moi rodzice i starszy brat uczyli się w szkołach rosyjskiego. Gdy ja rozpoczęłam edukację, obowiązkowym językiem obcym był niemiecki. I choć zawsze i wszędzie słyszałam utwory po angielsku, oglądałam filmy w tym języku - musiałam wkuwać niemieckie słówka i uczyć się ich gramatyki. I powiem Wam, że nie znosiłam tego języka. Był twardy i nieprzyjemny. Za każdy razem, gdy musiałam wypowiadać słowa po niemiecku przechodził mnie dreszcz. Do tej pory niewiele z tej nauki pamiętam, choć uczyłam się go od zawsze. Ale byłam przekonana, że to nie przedmiotu wina, lecz moja. Po prostu nie mam daru do nauki języków i tyle. Dopiero po skończeniu liceum zorientowałam się, że nie jest ze mną tak źle. Nigdy nie uczyłam się języka angielskiego, a tymczasem spokojnie mogłam tłumaczyć proste zdania. Miałam też okazję porozumiewać się z kilkoma osobami, które mówiły wyłącznie po angielsku i choć szło mi bardzo nieudolnie - dawałam radę. Postanowiłam zatem trochę podnieść te moje umiejętności. Na początek proste słówka, kilka sformułowań. Uczyłam się języka z moją dziewięciolatką, odkąd mała poszła do szkoły. I trzeba przyznać, że idzie mi całkiem nie źle. Czemu zatem nie podnieść sobie poprzeczki?

I tak trafiłam na ten oto kurs. Kolejna książka ze słówkami? Może i tak, ale czułam, że tym razem będzie nieco inaczej. Baaardzo na to liczyłam, bo w zasadzie podstawę mam już z grubsza opanowaną, a wciąż nie jestem w stanie z nikim porozmawiać w tym powszechnie znanym języku. Czas zatem z teorii przejść do zajęć praktycznych. Jak? Tego własnie miałam nadzieję się dowiedzieć. Skoro Beata Pawlikowska uznała, że jest to praktyczny kurs języka angielskiego, to z pewnością wykorzystała w nim słowa, które z pewnością przydadzą mi się w życiu codziennym. Obawiałam się jednak, że za chwilkę poza słówkami zostanę zasypana zasadami, wyjątkami i tego typu rzeczami. Wiem, że znajomość gramatyki jest równie istotna co słowa, ale ja naprawdę nie oczekuję, że nagle opanuję wszystko i będę śmigać po angielsku jak rodowity Amerykanin. Mnie wystarczy tylko tyle, by nie wyjść na wariata, gdy ktoś mnie o coś spyta. Lub, gdy przyjdzie mi odwiedzić obcy kraj, żebym umiała zapytać o drogę, kupić pamiątkę czy zamówić pokój w hotelu. Możliwe, że z czasem zapragnę więcej, w końcu w miarę jedzenia apetyt rośnie, ale póki co nie jestem bardzo wymagająca, prawda?

Praktyczny kurs języka angielskiego zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Po pierwsze nauka z nim wygląda zupełnie inaczej niż dotychczas znałam. Nie ma tu pogrupowanych pojedynczych słówek do wkuwania. Nie ma kolorowych ilustracji, rysunków i dialogów umieszczonych w dymkach (efekt nauki z książek dla dzieci). Nie ma także zaczynania od podstaw, czyli powrotu do "Mówisz po angielsku?","Jak masz na imię?", "Ile masz lat?", "Gdzie mieszkasz?". Gdybym w kolejnej książce na samym początku znów zobaczyła tych kilka zdań, zaczęłabym krzyczeć. Naprawdę! Chyba wszystkie podręczniki dla początkujących zaczynają się właśnie od tego... Tutaj jednak jest inaczej. Autorka od razu rozpoczęła od zdań, które naprawdę  mogą nam się przydać i bardzo prawdopodobne jest to, że ich jeszcze nie znamy. Tak więc zaczynamy: "Witam. Jestem Ania. Jestem podróżnikiem. Podróżuję. Mam męża. Mam dwoje dzieci. Dwie dziewczynki, Masz dzieci? Naprawdę? Mój mąż jest dyrektorem. Kim jest Twoja żona? Masz pracę?" Wypisałam Wam tylko kilka zdań z pierwszych stron tej książki i zobaczcie sami. Właśnie nawiązałam kontakt z nieznaną mi osobą i potrafiłam bardzo wiele powiedzieć oraz dowiedzieć się na jej temat! A to dopiero początek, bo dotarłam zaledwie do 18 strony, a jak wiecie jest ich tu aż 364!!! Niesamowite prawda? Ja jestem zachwycona. Nie przypuszczałam nawet, że będzie aż tak dobrze :)

Ale oczywiście to jeszcze nie wszystko. Bo bardzo fajne jest nie tylko to, jakie zdania i sformułowania znajdziemy w tym kursie, ale również jak one zostały w nim ujęte. Autorka bowiem zadbała o to, by nauka z nim była dla nas jak najbardziej komfortowa. Po pierwsze wszystkie te wyrażenia są bardzo praktycznie pogrupowane. Nawet jeśli coś nam umknie bez kłopotu znajdziemy co potrzeba w książce i spokojnie możemy dalej rozmawiać. Poza tym, obok poleskiego zdania jest nie tylko przetłumaczony tekst po angielsku, ale także jest on zapisany w formie fonetycznej, dokładnie tak, jak powinniśmy go wypowiadać. To bardzo wygodne, dla takich samouków jak ja, bo z tego co wiem, dzieciaki w szkołach uczą się wymawiania wszystkich literek, stosowania konkretnej wymowy w wyrazie i zdaniu. Ja jestem tego pozbawiona. Wiem tylko tyle co sama gdzieś podsłucham. Zatem taka porada jest dla mnie jak najbardziej wskazana. Tym bardziej, że w takim tłumaczeniu jest również wskazówka jak należy to zdanie akcentować. Jak dla mnie suuuuper. Oczywiście porad gramatycznych, wszystkich tych zasad itp rzeczy się nie pozbędziemy. Każdy język ma swoją gramatykę i nie da się tego przeskoczyć, dlatego jeśli chcemy być jeszcze lepiej wtajemniczeni i dowiedzieć się znacznie więcej wystarczy zerknąć na ostatnie strony tego podręcznika. Jest tu wszystko o tych wszystkich czasach, skróconych czasownikach, przedimkach, osobach, liczbach, rodzajach i wiele wiele więcej. Na szczęście nie ma tego wiele. A każda wskazówka poparta jest prostym przykładem więc nie jest tak źle. Przeczytałam wszystko i powiem Wam, że bardzo rozjaśniło mi się w głowie. Nawet łatwiej będzie mi teraz pomagać Alicji w lekcjach, bo wierzcie mi, że niekiedy miałam kłopot z tym wszystkim.

I choć moich achów i ochów jest już naprawdę dużo w tej recenzji, to jeszcze nie jest wszystko! Koniecznie muszę bowiem dodać, że do Praktycznego kursu języka angielskiego Beaty Pawlikowskiej dodana została jeszcze płyta! I choć książka, którą Wam tu polecam od samego początku jest genialna i uwielbiam ją, to właśnie CD dodane do niej jest najważniejsza. Są na niej wszystkie te zdania, które autorka umieściła w książce. Wystarczy, że będziemy jej regularnie słuchać i powtarzać wraz z lektorem sformułowania na głos, a w mig nauczymy się wszystkiego. I co ważne, nie będziemy mieli również z wymową! Teraz już wiem, dlaczego ludzie, którzy na własną rękę uczą się języków stale słuchają jakiś kaset i do znudzenia powtarzają dokładnie to samo. Bo to naprawdę pomaga. Nie tylko znacznie łatwiej się koncentrujemy i szybciej zapamiętujemy konkretne zdania, ale również oswajamy się z tym językiem. Trenujemy wymowę, słyszymy to co mówimy i poprawiamy w razie jakichś niedociągnięć. Mówiąc głośno nabieramy odwagi, by posługiwać się językiem angielskim. Ja na przykład mam ogromny problem by się przemóc. Czasem wiem, że znam dobre słowo, ale wolę porozumiewać się na migi niż zrobić z siebie kretynkę, gdy moje wymowa będzie koszmarna. Bo według mnie bardzo trudno jest przekroczyć tą granicę i zacząć po prostu mówić. Raz lepiej, raz gorzej, ale jednak mówić w języku angielskim. I dzięki tej płycie jest nam dużo dużo łatwiej. Wierzcie mi :)

Wiem, że okropnie się dziś rozpisałam, ale bardzo chciałam wyjaśnić Wam dokładnie na czym polega fenomen Praktycznego kursu języka angielskiego Beaty Pawlikowskiej. Możliwe, że na rynku gdzieś tam są podobne książki, do których nie dane było mi dotrzeć. Możliwe, że ktoś kiedyś wpadł na podobny pomysł i są tacy, dla których to żadna nowość. Dla mnie jednak taki sposób nauki to coś nowego i niezmiernie się cieszę, że mogłam się z nim zapoznać. Ta książka sprawiła, że mam naprawdę ogromną ochotę na naukę. Mam znacznie więcej wiary w to, że mi się uda. Że ta moja nauka nie pójdzie w las i wreszcie przy najbliższej okazji spokojnie wypowiem pierwsze samodzielne słowa w tym języku. Chciałabym. Wiem, że dam radę. Teraz tylko muszę znaleźć 15 minut dziennie na powtarzanie słów i będzie super. Trzymajcie za mnie kciuki!!!

1 komentarz:

  1. Witam. Czy z tej książki można się nauczyć angielskiego ? Mam tutaj oczywiście na myśli podstawowej swobodnej komunikacji za granicą.

    OdpowiedzUsuń

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)