5 listopada 2018

Piosenki o miłości oraz inne kłamstwa


JESSICA PENNINGTON

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 320
format: 13,5x20 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Przeglądając stronę wydawnictwa Jaguar rzuciła mi się w oczy książka o dosyć interesującym tytule. Uwielbiam muzykę i uwielbiam książki o miłości, pomyślałam sobie, że takie połączenie to może być coś ciekawego. Przeczytałam więc opis i stwierdziłam, że ta książka może mi się spodobać ;) I wiecie co? Chociaż to taka typowa młodzieżówka to jak najbardziej mi się spodobała. Co prawda odrobinę (ale tak naprawdę odrobinę) irytowało mnie zachowanie głównych bohaterów, ale nie wpłynęło to w negatywny sposób na mój odbiór tej książki :)

Cam ma 18 lat, niedawno w pożarze zginęli jego rodzice. Przeprowadził się więc do małego miasteczka w Michigan, aby być blisko swojej babci, która mieszka w domu opieki. Cam zmienił szkołę, zmienił otoczenie i ma zamiar zupełnie zmienić swoje życie. Tutaj nikt go nie zna, nikt nie wie co mu się przytrafiło, nikt nie wie skąd pochodzi, co przeżywa i co czuje. Cam ma zamiar być zupełnym outsiderem, lecz jego plany zmieniają się w chwili gdy podczas odwiedzin u babci słyszy głos dziewczyny. Nie wie kim ona jest, ani jak wygląda, ale nie może przestać o niej myśleć. Podsłuchuje więc to o czym opowiada ona swojej babci, okazuje się, że zespół z którym Virginia jest blisko szuka wokalisty. To jest szansa Cama, aby ją poznać. Szybko się zaprzyjaźniają, a przyjaźń z czasem przeradza się w coś większego, poważniejszego... Jednak przeszłość Cama stoi im na przeszkodzie. Chłopak znika bez śladu... Po dwóch latach od rozstania niespodziewanie znowu się spotykają. Ich dawna kapela postanowiła wziąć wspólnie udział w programie telewizyjnym, który ma na celu odbycie trasy koncertowej z kilkoma innymi zespołami. Wygra tylko jeden. Virginia zostaje zaproszona, aby być menadżerką ich zespołu jednak dziewczyna nie ma pojęcia, że przez najbliższe tygodnie będzie musiała żyć w jednym autokarze że swoim byłym chłopakiem...

Ta trasa koncertowa to nie tylko szansa dla zespołu na zdobycie niesamowitej popularności, to także szansa dla Cama na odkupienie swoich win, wyjaśnienie Vee dlaczego postąpił tak, a nie inaczej i sprawienie, aby ona znowu poczuła do niego to co kiedyś...

Moim zdaniem powieść ta jest ciekawa. Pomysł na fabułę także jest godny pochwały. Trasa koncertowa, życie w autokarze, sprawy promocyjne, rzesze fanów, próby, pisanie piosenek - fajnie się o tym wszystkim czytało. Do tego kamery filmując każdy ruch uczestników trasy, zmagania Vee ze swoimi sprzecznymi uczuciami, próby Cama, aby po ludzku z nią porozmawiać. Wszystko to składa się na interesującą historię, którą czyta się lekko, z zainteresowaniem. Nie mogę co prawda powiedzieć, aby ta książka trzymała czytelnika w napięciu, aby człowiek nie mógł się od niej oderwać, bo na mnie tak ona nie zadziałała, ale to nie znaczy, że jest nudna. Jest to taka lekka, opowieść o uczuciu dwójki młodych ludzi, o problemach, marzeniach i ich realizowaniu. Trochę smutna, trochę wesoła, moim zdaniem godna przeczytania :)


30 października 2018

Dobranocki na Gwiazdkę


PRACA ZBIOROWA

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 224
format: 19,5x25,5 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami, nie wiem jak Wam, ale mi naprawdę ciężko w to uwierzyć, bo przecież dopiero co były poprzednie święta, wspaniała wiosna, przepiękne lato i za momencik znowu będzie zima? Jakoś za szybko mi ten czas leci, oj za szybko... Dlatego też trochę dziwnie się poczułam czytając już teraz moim dzieciakom do snu "Dobranocki na Gwiazdkę". Z jednej strony dzięki tej książeczce czuję już ten świąteczny klimat, z drugiej jednak strony mam wrażenie, że kilka dni temu moje dzieci biegały jeszcze w krótkich rękawkach na dworze i że na tą książkę jest jeszcze za wcześnie ;)

Ale tak naprawdę wcale nie jest za wcześnie ponieważ już za moment zaczyna się listopad, a od listopada do grudnia to już "rzut beretem" jak to się mówi ;) Nie wiem jak u Was, ale u mnie wczoraj na termometrze rano był 1 stopień, popołudniu skoczyło do 3 stopni, a wieczorem do 4 stopni (chyba idzie ocieplenie) ;) W taką zimnicę, kiedy z szafy wyjmuje się już zimowe kurtki, szaliki i czapki i próbuje namówić się starszaka, żeby rano do szkoły ubrał rękawiczki, wtedy właśnie do poczytania idealnie pasuje taka książka ja ta, którą dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować :) 

"Dobranocki na Gwiazdkę" to zbiór jedenastu opowiadań, niektóre są dłuuugie, inne sporo krótsze, ale wszystkie bez wyjątku poświęcone są świątecznemu, gwiazdkowemu czasowi. Tym razem nie będę się bardzo zagłębiała w treść i nie opowiem Wa każdego z tych opowiadań, bo ta recenzja okazałaby się z pewnością zbyt długa, aby ktokolwiek mógł przez nią przebrnąć ;) Jednak postaram się pokrótce wspomnieć o czym są te opowiadania. 

Przeczytamy tutaj o niegrzecznej dziewczynce, która podarowała Mikołajowi prezent. O samotnej myszce Florentynce, która miło spędziła święta. O karpiu Cyprianie, który jest pomocnikiem Aniołka. O dziewczynce, która wybrała się do lasu na poszukiwanie zaginionej lalki i odnalazła stado wilków. O Mikołaju, który został porwany przez zbójników ponieważ robił najpyszniejsze naleśniki na świecie.

O nieudanych świętach i skarpetkowej choince. O pasterzach, którym anioł oznajmił wspaniałą nowinę. O niespodziewanym gościu, który zjawił się podczas wigilijnej kolacji. O dochodzeniu Świętego Mikołaja w sprawie braku listów od dzieci. O nieudanej próbie odzwierciedlenia dawnych świąt. O samotnej staruszce, która przez całe życie marzyła tylko o tym, aby z kimś spędzić święta.

Niektóre z tych historii są takie życiowe, inne mają w sobie dużo fantazji, bajki, są mniej realne, jednak wszystkie te opowiadania bez wyjątku mają w sobie taką świąteczną iskierkę, kropelkę magii, która sprawia, że człowiek chciałby, aby święta były już teraz :) Naprawdę podczas czytania tej książki czuć magię świąt :) Jest to książka przepełniona świętami, opowiadająca o tych mniej lub bardziej udanych kolacjach wigilijnych, o marzeniach, o rodzinach, dzieciach, rodzicach, o Mikołaju, elfach, reniferach, saniach, Aniołkach, karpiach, o śniegu, o pierwszej gwiazdce i wszystkim innym co ze świętami związane.

Książka ta jest duża i gruba. Ma sztywną okładkę i 224 strony, a na tych stronach tylko 11 opowiadań więc można się domyślić, że większość tych opowiadań jest długa, dlatego też nam jedno takie opowiadanie czytane przed snem wystarczyło :) Jednak oprócz sporej ilości tekstu mamy tutaj także masę pięknych, kolorowych, bardzo klimatycznych ilustracji, które moim zdaniem pasują do tej książki idealnie! Jest ona zatem nie tylko bardzo ciekawa, ale także i pięknie się prezentuje :) A może taką właśnie książkę ktoś zechce wręczyć dzieciaczkom na Mikołajki? Moim zdaniem to byłby trafiony prezent :) Polecam!



19 października 2018

Feel Again


MONA KASTEN

wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 344
format: 14,5x21,5 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Kojarzycie serię książek Mony Kasten? Jakiś czas temu pisałam już dla Was recenzje "Begin again" oraz "Trust again" dzisiaj pora więc na część trzecią czyli "Feel again". Bardzo spodobały mi się dwie poprzednie części i powiem Wam, że ta książka, którą mam okazję Wam dzisiaj zaprezentować, kusiła mnie już od jakiegoś czasu. Niestety ogrom pracy zmusił mnie do małego przystopowania z czytaniem. Co prawda nadal mam nawał pracy i cierpię na wieczny brak czasu, ale stęskniłam się już za czytaniem i nie mogłam dłużej odkładać tej powieści na później ;)

Pamiętacie Kadena i Allie z pierwszej części? A Dawn i Spencera z drugiej części? Są to główni bohaterowie poprzednich książek z tej serii, ale wszyscy są znajomymi więc przewijają się w każdej z nich. Dzisiejsza powieść opowiada o Sawyer (współlokatorce Dawn z akademika) oraz o Isaac'u (przyjacielu Dawn). Można by pomyśleć, że dwójka głównych bohaterów nigdy w życiu nie będzie miała ze sobą nic wspólnego. Ona pewna siebie, nie licząca się ze zdaniem innych, cała w tatuażach, ubierająca i malująca się wyzywająco, on niemożliwie nieśmiały, chodzący w "dziadkowych" ubraniach, noszący muchy i okulary w grubych oprawkach. Aż ciężko wyobrazić sobie dwójkę bardziej różnych od siebie ludzi. A jednak coś ich połączyło...

Sawyer zajmuje się fotografią, musi wymyślić temat pracy dyplomowej jednak nic jej nie pasuje, nic nie wydaje się dosyć dobre. Kiedy za sprawą Dawn dołącza do paczki jej znajomych okazuje się, że są w niej same pary i tylko ona oraz Isaac są singlami. Podczas jednej z imprez chcąc nie chcąc zaczyna z nim rozmawiać, w końcu nie ma wyjścia kiedy wszyscy inni się ze sobą obściskują. Okazuje się że Isaac jest obiektem żartów i drwin kilku wrednych lasek, które wyśmiewają się z niego, że jest prawiczkiem i nigdy z nikim się nie umówi więc Sawyer postanawia mu trochę pomóc - całuje go na ich oczach. Późnej w jej głowie rodzi się szalony pomysł. On potrzebuje pomocy w zmianie swojego wizerunku i nabraniu pewności siebie, ona potrzebuje zdjęć do pracy dyplomowej. Zawierają więc układ. Ona pomoże mu w przemianie i nauczy go jak poderwać dziewczynę, w zamian za to będzie mogła to wszystko udokumentować na zdjęciach. Jednak powoli wszystko nabiera tempa, sprawy rozwijają się nieco inaczej niż dziewczyna sobie założyła... Isaac miał być tylko projektem, a stał się zdecydowanie kimś ważniejszym...

Powiem Wam, że właśnie takie książki lubię najbardziej, coś się cały czas dzieje, nie jest to tylko słodka historia miłosna, ale zdecydowanie coś bardziej rozwiniętego. Są różne wątki, fajni bohaterowie i ich dziwne podchody i niezdecydowanie. Ich problemy życiowe, ciężka przeszłość, zawiłości rodzinne... Bardzo lubię powieści Mony Kasten i po raz kolejny się nie zawiodłam. Całą ta seria jest bardzo ciekawa i naprawdę polubiłam wszystkich jej bohaterów i trochę mi smutno, że to już ostatnia część trylogii... Z niecierpliwością będę czekała na jakieś nowości ;) Dlatego jeśli zastanawiacie się nad tą serią to chwytajcie po nią śmiało, moim zdaniem jest warta tego, aby spędzić przy niej trochę czasu. 


15 października 2018

Chłopak, który wiedział o mnie wszystko


KIRSTY MOSELEY

wydawnictwo: Harper Collins
ilość stron: 512
format: 14,5x21,5 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Przyznam, że w tym momencie nie do końca wiem co powiedzieć. Książka, którą dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować okazała się... Hmm no właśnie, jaka? Z jednej strony ciekawa, z drugiej jednak trochę dziwna. Niby wciągająca, a jednak momentami irytująca. Chciałabym Wam ją polecić, bo spędziłam przy niej kilka miłych chwil, ale myślę też o tym, że tak jak ta historia to już dawno nic mnie tak nie denerwowało. To co tutaj się działo, to aż pod fantasy podchodzi ;) Ale zanim dalej rozwinę te moje myśli, odrobinę Wam o niej i opowiem.

Riley to siedemnastolatka, która właśnie przenosi się z prywatnej szkoły do zwykłego liceum. Jedyną osobą, którą tam zna jest Clay. Clay to jej sąsiad i jednocześnie najlepszy przyjaciel od zawsze. Ta dwójka jest wręcz nierozłączna. Traktują siebie niezwykle czułe, dużo się przytulają, dają sobie całusy, dla zabawy robią malinki, trzymają się za ręce.. To dla nich zupełnie normalne dlatego Riley nie może nadziwić się czemu wszystkich wokół tak to dziwi i czemu wszyscy wokół nie mogą uwierzyć, że oni wcale nie są parą... Jednak po długim rozstaniu spowodowanym wakacyjnym wyjazdem Riley, po jej powrocie coś się między nimi zmieniło. Dalej są sobie niezwykle bliscy, ale teraz dziewczyna zaczyna odczuwać to wszystko nieco inaczej. Clay ją pociąga, ale przecież to niemożliwe. To tylko kumpel, nie może tego zepsuć przez rodzące się w niej uczucia... Próbuje je więc zagłuszyć spotykając się z kimś innym. Jednak dosyć szybko wychodzi na jaw, że Clay jest zakochany w Riley od wielu lat, teraz kiedy on wyznał jej prawdę ona także postanowiła być z nim szczera. W końcu jest tak jak powinno być. Wszyscy od zawsze twierdzili, że ta dwójka jest sobie pisana, a ich rodzice byli pewni, że ta przyjaźń zakończy się kiedyś ślubem... Nawet nie wyobrażał sobie jak szybko... Jednak jak na porządny romans przystało nie mogłoby się obejść bez problemów. Black, chłopak z którym przez moment spotykała się Riley wcale nie ma zamiaru tak łatwo sobie jej odpuścić. Wszystko zaczyna się stawać coraz bardziej niebezpieczne...

Zapowiada się dosyć ciekawie prawda? No właśnie ja także tak sądzę i sama historia taka właśnie jest. Pomysł moim zdaniem fajny, ale po zagłębieniu stwierdzam, że tak okropnie przesłodzonej powieści nie jestem w stanie przyjąć z takim zupełnym uśmiechem na ustach. Po prostu to co się tutaj wyprawia, to w jaki sposób jest to napisane jest tak przesłodzone, tak wyidealizowane, że aż mdli człowieka. I mówię to ja, która uwielbia takie historie gdzie ona jest piękna i on jest piękny, gdzie miłość aż im się uszami wylewa. Dawka miłości i piękności w tej książce przebija wszystkie jakie dotychczas czytałam ;) Ale to jeszcze nie wszystko. Bo to, że to najprzystojniejszy chłopak na ziemi, szkolna gwiazda futbolu, idealny pod każdym względem i zakochany na zabój od wielu lat w swojej przyjaciółce to jeszcze nic. To, że ona jest taka niewinna, taka niczego nieświadoma, skromniutka, milutka i oczywiście najpiękniejsza na ziemi to także nic. Ale to, że jej rodzice pozwalają mu zostawać na noc i spać z nią w łóżku, to że ta dwójka tydzień po zostaniu parą bierze ślub w Vegas, to że zaczynają ze sobą mieszkać od razu potem, to że ona jest obiektem prześladowcy i to co wydarzy się w efekcie tych prześladowań to już jest naprawdę, ale to naprawdę "mocne", że tak powiem. Autorkę naprawdę poniosła tym razem fantazja. 

Mamy tutaj ponad 500 stron gdzie wszystko jest tak bardzo piękne i idealne (poza momentami gdzie wpleciony został wątek kryminalny). I powiem Wam, że naprawdę ciężko jest mi jednoznacznie stwierdzić co tak naprawdę myślę o tej książce. Bo tak jak napisałam na początku, z jednej strony mi się ona podobała, z drugiej jednak strony jest ona  zdecydowanie zbyt przesłodzona i momentami irytująca. Ale to czy ją przeczytacie pozostawiam już do wyboru Wam, myślę że można przy niej spędzić kilka miłych chwil, a na dodatek po tej lekturze dawkę słodkości mamy zapewnioną już z zapasem na całą jesień ;)


3 października 2018

Szkoła trzęsiportków. Duch w toalecie


PAMELA BUTCHART

wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 90
format: 13x20 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ


Powoli, powolutku staram się nadrabiać zaległości. Bo czasu mam jak na lekarstwo, a recenzje same się napisać nie chcą ;) Kilkakrotnie już wspominałam, że będę tutaj bywała raczej rzadko ponieważ moje marzenie o przyszłości małymi kroczkami staram się wcielać w życie i jest to bardzo zajmujące... Jednak wspominałam też, że nie zrezygnuję przez to z czytania książek więc od czasu do czasu z pewnością coś tutaj uda mi się napisać :)

Na przykład dzisiaj przed snem skończyliśmy czytać wraz z moim starszakiem taką oto książeczkę. Korzystając z okazji szybciutko zabieram się za napisanie tej recenzji, bo wiem, że jak odłożę to na później to minie zbyt dużo czasu zanim w końcu się za to zabiorę ;)

"Szkoła Trzęsiportków" to seria książek dla dzieci, hmm powiedziałabym, że w takim wieku wczesnoszkolnym :) Przyznam, że nie jestem pewna czy w innych częściach jest wszystko podobne (domyślam się, że tak), ale mogę Wam opowiedzieć dzisiaj o tej jednej, konkretnej części. Znajdziemy w niej trzy osobne historie, każda z nich dotyczy dziwnych, momentami trochę strasznych zdarzeń, które spotykają uczniów z klasy 2b. A ponieważ dzieciaki te są dosyć strachliwe i od razu wierzą we wszystkie niestworzone historie to zdecydowanie jest co opisywać :)

Pierwsza z nich opowiada o duchu, który grasuje w chłopięcej toalecie. Duch ten opryskuje od stóp do głów wszystkich chłopców, którzy tylko do niej wejdą. Nauczyciele oczywiście nie wierzą dzieciakom, ale obrywa się nawet zastępcy dyrektora - panu Harrisowi! Czy to oznacza, że chłopcy już zawsze będą musieli korzystać z toalety dziewczynek??? 

Druga historyjka opowiada o trampku, który przepowiada przyszłość! Podczas klasowego konkursu talentów Maks zdjął z nogi swój trampek i oznajmił, że jest on magiczny i potrafi przepowiadać przyszłość. Na dowód tego odgadł co Laura ma na drugie śniadanie, przepowiedział też, że Irfan na przerwie strzeli gola, gdzie się ukrył batonik Laury oraz to, że ich nauczycielkę spotka wielka niespodzianka...

Trzecia opowieść jest o starożytnej klątwie. Piotrek przyniósł do szkoły pudełko po butach twierdząc, że jest ono bardzo niebezpieczne ponieważ znajduje się w nim starożytna klątwa! Dzieciaki z klasy oczywiście podłapały temat i nieźle się przeraziły kiedy Sunita otworzyła wieczko pudełka. Pani zapewniła ich, że żadne starożytne klątwy nie istnieją, ale dlaczego w takim razie calutka klasa wraz z panią zaczęli się okropnie drapać?

Powiem Wam, że książka ta może okazać się naprawdę fajną rozrywką dla młodych czytelników. Mój starszak nawet się przy niej uśmiał i jestem pewna, że właśnie takie było zamierzenie autorki. Czyta się ją niezwykle szybko ponieważ czcionka jest spora, a wewnątrz znajduje się mnóstwo ilustracji. Ilustracje te utrzymane są w zielono - szaro - czarno -białych barwach i żadnych kolorów poza nimi tutaj nie zobaczymy. 

Format tej książeczki jest odrobinę mniejszy niż zeszytu, ma miękką okładkę, klejone strony i w sumie to tyle, nie ma co tutaj za wiele opowiadać. Zresztą najważniejsza powinna być tutaj informacja o tym, że książka ta jest zabawna, z pewnością wywoła uśmiech na twarzach wielu czytelników. Myślę, że dzieciaki polubią klasę 2b :) Polecam :)



26 września 2018

Ekspedycja Tappiego w Wielkie Nieznane


MARCIN MORTKA

wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 184
format: 16,5x21,5 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Zaglądacie do nas na stronę bardziej regularnie? Jeśli tak to z pewnością zauważyliście jak bardzo uwielbiam Tappiego? Mamy w domku wszystkie części książek z jego przygodami, a jest ich już naprawdę sporo! Ale wiecie co? Ani odrobinę mi to nie przeszkadza, dla Tappiego zawsze znajdzie się miejsce na (przepełnionych) półkach moich dzieci ;) Także sami widzicie, że nie mogłabym sobie odmówić jednej z najnowszych części z przygodami tego przesympatycznego wikinga i jego przyjaciół! Ale piszę tak jak gdybym tylko ja go uwielbiała, a przecież moi chłopcy uwielbiają go równie mocno :) 

Przygody Tappiego opisywane i prezentowane są na dwa odrobinę różniące się od siebie sposoby. Już Wam to opisywałam, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy czyta wszystkie możliwe wpisy zamieszczone przeze mnie więc mniej więcej wyjaśnię o co chodzi. Są tak jakby dwie osobne serie książek, chociaż obie są z tymi samymi bohaterami czyli Tappim i jego przyjaciółmi z Szepczącego lasu. Tylko jedna z tych serii jest skierowana do młodszych, a druga do starszych czytelników. 

Ta dla młodszych jest cieńsza, ma większy format, posiada większy tekst i mnóstwo kolorowych ilustracji. Znajdziemy w niej po kilka różnych, niedługich przygód. Ta seria dla starszych jest nieco inna. Ma mniejszy format, ma więcej stron, mniejszy tekst, mniej ilustracji, cała jest czarno biała, a wewnątrz znajduje się jedna długa opowieść podzielona na rozdziały.

Książka, którą dzisiaj Wam prezentuje jest właśnie dla starszych czytelników, chociaż powiem Wam, że mój trzylatek tak lubi Tappiego, że wcale nie przeszkadza mu to, że nie ma tu kolorowych ilustracji. I tak słucha z zainteresowaniem ;) Ale nie o tym teraz chciałam pisać. Teraz jest już wreszcie czas, aby napisać Wam kilka słów o tym co znajdziemy w treści tej książki ;)

Tym razem Tappi ma do rozwiązania pewien ważny i dosyć trudny problem. Wszystko zaczyna się wtedy kiedy w swoim ogródku natrafia na małą zielonowłosą skrzatkę o imieniu Pietruszka. Jest bardzo przestraszona, ale i bardzo zła. Okazuje się, że została porwana przez jakiegoś badacza przyrody, na szczęście udało jej się uciec. Magister Łapucapu twierdzi, że jest badaczem przyrody, ale tak naprawdę poszukuje niezwykłych zwierząt i innych magicznych istot, aby zamykać je w klatkach. Kiedy porywa małego trolla Marudzika, Tappi i mnóstwo jego przyjaciół z Szepczącego lasu postanawiają zrobić wszystko, aby go uwolnić.

Nie obywa się oczywiście bez problemów, na przykład takich, że podczas poszukiwań znika także mały wilczek Grzebieluszek. On także zostaje schwytany przez magistra Łapucapu. Ale leśni przyjaciele mają plan, zrobią wszystko co w ich mocy, aby uratować tych dwóch maluchów. Wiecie co? To wcale nie koniec tej historii, tak naprawdę to ona dopiero się zacznie. Tappiego i jego przyjaciół czeka jeszcze wiele innych przygód ponieważ ma przed sobą kilka długich podróży, do różnych nieznanych mu dotąd krain. Ale o tym nie będę Wam już opowiadała, bo ta recenzja rozrosłaby się do długości książki ;) 

Już i tak nieźle się rozpisałam więc nie chciałabym za bardzo przedłużać tej recenzji. Szybciutko napiszę Wam tylko, że Tappi chociaż jest wikingiem, chociaż jest duży, silny i gdyby tylko chciał to naprawdę mógłby siać postrach, ale tak naprawdę jest on przesympatyczną osobą, jest bardzo pomocny, miły, pomysłowy, dobrze wychowany i daje wspaniały przykład wszystkim wokoło (tym małym i większym czytelnikom także) :)

Książki o Tappim zawsze są bardzo ciekawe. Wydawać by się mogło, że po tylu opowieściach z tym bohaterem w roli głównej nie będzie już co wymyślać i wszystko stanie się nudne, ale jest wręcz przeciwnie! W tych książkach zawsze coś się dzieje, zawsze jest ciekawie, nie ma szans na nudę :) Dlatego też z całego serca polecam Wam zarówno tę część z serii jak i wszystkie poprzednie! Jestem pewna, że przypadną one do gustu i Wam i Waszym dzieciom!




19 września 2018

Pucio na wakacjach


MARTA GALEWSKA-KUSTRA

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 40
format: 20,5x25 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

Jest wiele książek, z których przez ten mój brak czasu musiałam zrezygnować, nie myśleć o nich, odłożyć na później. Powie  Wam, że czasem muszę naprawdę się powstrzymywać, bo wiem, że narazie nie byłoby sensu ich brać, bo i tak by leżały i leżały i leżały... 

Ale jednak jest kilka takich książek, z których nie potrafiłabym zrezygnować. Mamy takie serie, które musimy powiększać o kolejne części ponieważ mamy wszystkie dotychczasowe i spać bym po nocach nie mogła gdyby nowe części nie trafiły do kolekcji ;) Jedną z takich serii jest oczywiście Pucio!

Mamy trzy poprzednie części i uwielbiamy je, powiem nawet więcej - kochamy je całymi serduchami- zarówno moim jak i Dominikowym ;) Dlatego kiedy ukazał się "Pucio na wakacjach" to chyba bym się załamała gdyby nie trafił on w nasze ręce ;) Dlatego też dzisiaj chciałabym napisać Wam co nieco o tej najnowszej książce opisującej przygody przesympatycznego Pucia i jego rodzinki.

Zanim opowiem Wam jednak co tym razem przeżyją nasi bohaterowie to chciałabym powiedzieć Wam kilka słów o tym co najważniejsze w tej książce czyli o aspekcie edukacyjnym, a dokładniej logopedycznym. Autorką wszystkich części Pucia (i kilku innych książek) jest Pani Marta Galewska-Kustra - logopeda i pedagog dziecięcy. Wszystkie publikacje tej autorki skupiają się właśnie na nauce słów, ćwiczeniach mowy, itp. Poprzednie części Pucia były idealne dla młodszych dzieci, ale jestem na tysiąc procent pewna, że przedszkolaki także je pokochały ;) Tym razem książka skierowana jest właśnie do dzieci w wieku przedszkolnym czyli 3-6 lat.

Nie będę opisywała Wam dokładnie na czym to wszystko polega. W ogólnym skrócie chodzi o to, żeby dzięki tej książeczce i podanym w niej pomocniczym wyrazom sprawdzić artykulację naszych dzieci. Przy wyrazach zaznaczone są głoski na które należy zwrócić uwagę oraz podany jest wiek, w którym dziecko powinno już daną głoskę wypowiadać prawidłowo. Tak to mniej więcej wygląda. Więc Pucio to nie tylko ciekawa historyjka z fajnymi postaciami, ale także wspaniała nauka oraz ćwiczenia dla naszych dzieci :) 

Mój Dominik ma problemy z mową, zaczął powtarzać słowa bardzo późno, teraz mając trzy i pół roku nadal mówi dużo po swojemu i dopiero zaczyna łączyć wyrazy w zdania. Zgodnie z zaleceniem pediatry dajemy mu trochę czasu na rozkręcenie się, ale już w po głowie chodzi mi myśl o logopedzie. Zastanawiam się czy nie będzie to niezbędny krok... Starszak też chodził przez wiele lat do logopedy. Najwidoczniej moje dzieci już tak mają... Ale to nie temat na teraz, nie będę opisywała nam naszych osobistych doświadczeń, czas skupić się na książce. Już tak długo piszę, a jeszcze nie zdążyłam napisać Wam o czym tym razem poczytamy ;)

Zaczynają się wakacje, okazuje się, ze ciocia ma dla Pucia, Misi i całej reszty rodzinki wspaniałą niespodziankę. Przyjeżdża po nich samochodem kempingowym i zabiera ich w wakacyjną podróż. Jadą na Kaszuby. najpierw rozbijają obóz nad jeziorem, bawią się w wodzie, pływają łódką, robią sobie rowerowe wycieczki, zbierają grzyby, robią piknik, przeżywają burzę pod namiotem i odwiedzają wspaniały skansen. Później wyruszają w dalszą podróż - tym razem nad morze. Ta bawią się w piasku, w wodzie, zajadają się rybkami, lodami, goframi, płyną statkiem z piratami, a także wspinają się na latarnię morską i podziwiają piękne widoki.

Na końcu książki znajdziemy także rozdział "Wakacyjne minki Pucia i Michalinki". Znajdziemy tutaj dziesięć fajnych ćwiczeń dzięki, którym dziecko poprawi sprawność narządów artykulacyjnych. Robienie dziubka, nadymanie policzków jak balonik, liczenie językiem ząbków, oblizywanie warg, głośny śmiech, picie przez słomkę - to wszystko wspaniałe ćwiczenia, które my możemy zamienić dzieciom w fajną zabawę :) 

Nie będę już więcej się rozpisywać, bo i tak zaszalałam. Ale jeśli znacie już poprzednie części Pucia to z pewnością wiecie czego możecie się spodziewać. Jeśli natomiast nie znajcie ich jeszcze to najwyższa pora to nadrobić. Jestem pewna, że zarówno Wy jak i Wasze dzieciaczki będziecie zachwyceni. Koniecznie przekonajcie się sami! 



Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)