24 września 2017

O Wilku, który podróżował po świecie


ORIANNE LALLEMAND

wydawnictwo: Adamada
ilość stron: 32
format: 21x21 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Przeglądając ofertę wydawnictwa Adamada wiele razy na dłużej zatrzymywałam się przy książkach o Wilku. Seria ta liczy sobie już sporo tytułów i tak mnie kusiła, kusiła, aż w końcu postanowiłam dowiedzieć się kim jest ten fajny wilk z okładki ;) Mój wybór padł na część o podróżowaniu po świecie. Sama nie podróżuje, bo nie mam ku temu możliwości, ale uwielbiam takie podróżnicze klimaty, uwielbiam książki oraz programy o różnych krajach, kulturach, architekturze, ludziach, jedzeniu... Nie mogłam więc przejść obok tego tytułu obojętnie i musiałam dowiedzieć się co się w nim kryje ;)

Okazało się, że nasz bohater jest bardzo znudzony zimą w Dalekim Lesie, w którym mieszka. Postanowił więc spełnić swoje marzenie i wyruszyć w podróż dookoła świata! Najpierw zawędrował do Paryża, zachwycał się wieżą Eiffla i nabrał się na żart gołębi... Następnie odwiedził Londyn. Bardzo chciał się spotkać z królową Anglii więc poszedł pod bramę pałacu Buckingham. Jak myślicie? Udało mu się to spotkanie? 

Dalej był Rzym, gdzie objadał się pizzą, makaronem i lodami. Następnie Wenecja gdzie płynąc samotnie gondolą okropnie zatęsknił za swoją Wilczycą. W Egipcie miał bliskie spotkanie ze strasznym krokodylem. W Kenii wybrał się na Safarii, ale finał okazał się dosyć nieoczekiwany...

Na Madagaskarze zobaczył ogromne, piękne baobaby, ale pod wodą okazało się jeszcze piękniej! W Nepalu, na szczycie Mount Everest miał przedziwne spotkanie. Uciekł do Chin i spotkał miłego misia Pandę. Kolejnym przystankiem w podróży Wilka była Australia gdzie nasz bohater postanowił odpocząć, ale... nie wyszło :) 

Wyruszył więc do Rio gdzie trafił na karnawał. Bawił się rewelacyjnie! Jednak wszystko co dobre szybko się kończy. W Nowym Jorku było wspaniale jednak okazało się, że znowi musi uciekać ile sił w nogach i trafił do Quebecu gdzie postanowił, że ma już dosyć tej podróży. Czas wracać do domu! I jak zwykle okazało się, że wszędzie dobrze, jednak w domu najlepiej :)

Niezłą wycieczkę sobie zrobił Wilk prawda? Aż mu zazdroszczę, nawet tych zwariowanych i czasami niebezpiecznych przygód. Sama bym chciała zobaczyć te wszystkie miejsca, a nawet o wiele wiele więcej! Może kiedyś... Narazie pozostaje mi o nich poczytać ;)

Książeczka ta jest dosyć cienka, ma zaledwie 32 strony. Ma miękką okładkę, kwadratowy format. Tekstu na stronach jest niewiele, czcionka jest duża więc czyta się ją ekspresowo. Do tego wszystkiego mamy bardzo ładne, kolorowe, sympatyczne ilustracje. Pasują tutaj idealnie, świetnie obrazują wszystko to o czym czytamy. Moim zdaniem jest to bardzo fajna, ciekawa powieść, podczas czytania której młody czytelnik uśmiechnie się nie raz :) Polecam jak najbardziej, a my musimy zapoznać się z innymi częściami tej serii!


20 września 2017

Za zamkniętymi drzwiami


B.A PARIS

wydawnictwo: Albatros
ilość stron: 304
format: 13,5x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Tak strasznie długo miałam ochotę na przeczytanie tej książki i chociaż cały czas miałam co czytać to ciągle wracałam myślami do tego tytułu. Tak właśnie działa magia reklamy ;) Wieści, że ta książka jest fenomenalna rozeszły się ekspresowo i z każdą kolejną napotkaną opinią na jej temat aż mnie skręcało ponieważ ja jej nie miałam, a przecież tak bardzo chciałam ;) Ale w końcu się doczekałam! I wiecie co? Te wszystkie zachwyty na jej temat nie były, ani nie są wcale przesadzone. Ja dzisiaj dołączam do grona zadowolonych czytelników!

Grace poznaje Jack'a w parku kiedy ten dołącza do jej tańczącej młodszej siostry. Dziewczyna ma Zespół Downa i kiedy Grace widzi jakie wspaniałe podejście ma do niej Jack od razu się w nim zakochuje. Jest czarujący, miły, szarmancki, mądry, zabawny, przystojny, dobrze usytuowany - po prostu chodzący ideał. Pewnie też dlatego pobierają się po zaledwie kilku miesiącach... W podróż poślubną wyjeżdżają do Tajlandii. Po powrocie wprowadzają się do swojego nowego, wspólnego domu. Jest on przepiękny i taki wielki... On jest adwokatem, ona zrezygnowała z pracy, aby móc więcej czasu spędzać ze swoim mężem. Znajomi widzą w nich idealną parę, zakochaną w sobie po uszy! Ale czy na pewno? Dlaczego w oknach są kraty? Dlaczego Grace nie ma telefonu komórkowego? Dlaczego nie ma własnego konta? Dlaczego nigdy nie nosi przy sobie długopisu? Dlaczego jest tak chorobliwie chuda? Dlaczego nigdy nie rusza się z domu bez męża? To wszystko jest naprawdę bardzo zastanawiające i aż dziwne, że nikt nie uważa tego za podejrzane... A może oni naprawdę są w sobie tak bardzo zakochani, że nie chcą się rozstawać ani na minutę?

Powiem Wam, że już od dawna podczas czytania książki nie miałam ciarek! Naprawdę przysięgam Wam, że było kilka momentów kiedy przechodziły mi one po rękach. Nie dziwię się, że powieść ta została ogłoszona najlepszym thrillerem 2016 oraz debiutem literackim. Moim zdaniem całkowicie zasłużone zwycięstwo :) Sposób jej napisania jest tak prawdziwy, tak realistyczny, że czytelnik ma wrażenie jakby opowiadał mu to ktoś znajomy. Uczucia głównej bohaterki przeszywają nas na wylot, ten strach, ta bezradność, ten zbliżający się obłęd... A główny bohater? Te jego gierki, przerażające plany i pragnienia, to sarkastyczne podejście, ten brak człowieczeństwa, te dwie twarze, umiejętność udawania zupełnie kogoś innego... Coś niesamowitego... Podobno w planach jest ekranizacja tej powieści. Ja jestem jak najbardziej za! Pierwsza stanę w kolejce po bilet do kina ;)

Powiem Wam, że czytało mi się tę książkę fantastycznie. Miałam niestety niewiele czasu na tę przyjemność, więc czytałam ją kilka dni, ale w przerwach kiedy nie miałam jak czytać wracałam do niej często myślami i zastanawiałam się co jeszcze spotka Grace, co wymyślił Jake. Spotkałam się z kilkoma opiniami na temat zakończenia tej książki, że napisane jakby na szybko, byle jak, bez polotu... Może i mogłabym się z tym zgodzić, bo jestem pewna, że tak pomysłowa autorka mogłaby z tego wyciągnąć jeszcze wiele, wiele więcej i o wiele, wiele bardziej ciekawie i intrygująco, ale zakończyło się tak, a nie inaczej i naprawdę nie mam zamiaru narzekać :) Także nie przedłużając niepotrzebnie napiszę Wam tylko, że POLECAM! Jestem pewna, że Was też wciągnie ona na maxa!


15 września 2017

Myszka w Paski i pierwsza pomoc


MINI MINI +

wydawnictwo: Edipresse Książki
ilość stron: 124
format: 20,5x26 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Mam w domu 2,5 latka, który uwielbia bajki. A ja przyznam, że nie bronię mu ich oglądać, po prostu pozwalam na to, ale z umiarem. I chociaż od zawsze na pierwszym miejscu jest Myszka Miki (ja znam już dosłownie wszystko na pamięć) to jednak zdarza się, że czasem puszczam także zwykłe programy telewizyjne z bajkami. Mamy ich kilka, ale przyznam, że od lat (odkąd mój starszak był mały) najbardziej lubimy Mini Mini :) Co prawda mieliśmy parę lat przerwy, bo przecież Nikodem w pewnym momencie stwierdził, że jest już za duży na ten program, jednak teraz do niego wracamy. Dominik także stał się jego fanem.

Ale do sedna, bo jak zwykle krążę i krążę wokół tematu... Dawno, dawno temu w naszym domu pojawiła się pewna seria książek. Bardzo mnie ona ucieszyła właśnie ze względu na mojego Dominika. Jednak wtedy były wakacje, strasznie mało czasu spędzałam przy komputerze, a co za tym idzie? Narobiłam sobie zaległości... Niestety zaległości to moje drugie imię, ale nie będę się wdawała w temat, bo znowu nic na temat książki nie napiszę ;) Tak więc pozostaje mi przeprosić wydawnictwo Edipress Książki, że dopiero teraz zabieram się za recenzję. Czas nadrobić zaległości...

Seria, o której wspominałam ma trzy tytuły. Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować jeden z nich, a mianowicie "Myszka w Paski i pierwsza pomoc. Kto zna ten program ten wie na czym on mniej więcej polega. Myszka przytacza bowiem swoim małym oglądaczom lub w tym przypadku czytelnikom, kilka niebezpiecznych sytuacji do których doszło w przedszkolu. Tłumaczy co należy zrobić jeśli koledze lub koleżance przydarzy się coś groźnego.

W tej książce znajdziemy aż dziesięć takich historyjek. Każda z nich opowiada o innym zdarzeniu. "Kłopoty z noskiem", "Niebezpieczne zakrztuszenie", "Drzazga w palcu", "Bardzo ważne numery telefonów", "Ale zimno!", "Pechowe podanie", "Uwaga! Gorące!", "Guz na głowie", "Żeby kózka nie skakała", "Bolący ząbek". Oto i one. Nie będę się już wygłupiać i opowiadać Wam każdej z nich osobno. Forma jest praktycznie taka sama jak w bajce w tv :) 

Myszka opowiada co się wydarzyło, co dzieci chcą w danej sytuacji zrobić, potem je stopuje i mówi jak prawidłowo powinny postąpić. Moim zdaniem jest to naprawdę bardzo, ale to bardzo pomocna i mądra bajeczka. Dziecko już od najmłodszych lat poznaje zasady pierwszej pomocy i chociaż z całą pewnością nie nauczy się stąd na przykład resuscytacji, ale będzie wiedziało co zrobić, jak zareagować, komu zgłosić, gdzie zadzwonić, jak pomóc, ale także jak nie zaszkodzić poszkodowanej osobie :) I chociaż mowa tutaj tylko o kilku mało niebezpiecznych przypadkach to jestem pewna, że dziecko, które o nich przeczytało zapamięta kilka najważniejszych reguł ;)

A teraz kilka słów o samej książce. Bo oprócz opowieści wypadkowo-ratowniczych mamy tutaj także masę wszelkiego rodzaju zadań oraz ogrom kolorowanek ponieważ wszystko jest tutaj czarno-białe więc oprócz zwyczajowych zadań do kolorowania możemy sami uzupełnić całą resztę obrazków z tej książki ;)

Już i tak się rozpisałam więc teraz już na szybko kilka słów o wyglądzie tej książki, w końcu to także dosyć istotna sprawa, prawda ;) ? Mamy tutaj sztywną okładkę, spory format, kartki wewnątrz nie są śliskie lecz "matowe. Tekst jest napisany dużą czcionką i jest bardzo czytelny. Inaczej zapisana jest opowieść o tym co się wydarzyło, inaczej to kiedy myszka mówi co należy zrobić. Zadania są różnorodne i ciekawe, no i ta wszechogarniająca czerń i biel. Nasze dziecko czeka mnóstwo kolorowania ;) Polecam nie tylko dla fanów Myszki w Paski :) 


12 września 2017

Najlepszy powód, by żyć


AUGUSTA DOCHER

wydawnictwo: Znak literanova
ilość stron: 400
format: 14,5x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Zazwyczaj nie czytam książek polskich autorów. Może to wstrętne z mojej strony, ale wiele razy próbowałam, dawałam szansę, chwytałam za coś z ciekawości i wiele razy, albo się wynudziłam, albo wkurzałam podczas czytania. Nie wiem czemu tak mam, może to jakiś mój pech, że trafiałam na nie takie książki jakie by czytała z większą ochotą? Oczywiście nie chce uogólniać, bo polski rynek powieściowy ma się naprawdę nieźle i bardzo się rozrasta, a ja czytałam zaledwie kilkanaście z tych książek więc nie chce wrzucać wszystkiego do jednego worka... A ja tak przezornie wolę być ostrożna... Jak widać moje osobiste zasady w nieczytaniu książek polskich autorów nie są zbyt mocno przestrzegane. Już nie raz kusiło mnie, aby jednak chwycić po któryś z takich tytułów, ale ostrożność brała zazwyczaj górę. Aż do teraz ;) Czytałam już kiedyś inną książkę tej autorki. Był to wtedy jej debiut (z tego co pamiętam). Tym bardziej byłam ciekawa czym też tym razem uraczy mnie autorka...

Dominika ma zaledwie 16 lat kiedy przez okropny błąd swojego ojca zostaje bardzo dotkliwie poparzona. Ma poparzenia trzeciego stopnia na całej lewej stronie ciała. Dziewczyna podczas rekonwalescencji w szpitalu przeżywa tak straszne katusze, tak niewyobrażalny ból, że marzy już tylko o śmierci, aby w końcu to wszystko się skończyło. Przecież i tak nie ma dla kogo żyć. Z matką łączą ją bardzo chłodne stosunki, przyjaciele ją olali, chłopak tak samo, a ukochany tata siedzi w więzieniu... Dominika zamyka się w sobie, nienawidzi swojego ciała, nienawidzi swojego pustego życia w ciągłym bólu... Mając 18-lat ma ogromny dom, w którym jest zupełnie sama... Matka się wyniosła, ojciec siedzi w więzieniu, a jej jedyną towarzyszką jest gosposia, która przychodzi co kilka dni... Aż pewnego dnia, po tym jak Dominika "pomyliła się" i zażyła za dużo leków poznaje w szpitalu młodego lekarza. Pisze on książkę, zbiera dane na temat oparzeń, bólu, terapii itp. Dziewczyna zaczyna spotykać się z Tomkiem, są sobie coraz bliżsi, zaczynają być przyjaciółmi (i tyle?). Tomek jest od niej o 11 lat starszy, nawet ona podświadomie czuje, że nic z tego nie może być. W jej głowie kłębi się milion myśli... Tak bardzo brakuje jej kogoś bliskiego, tak bardzo pragnie dotyku innego człowieka jednak ona sama ma siebie za potwora... Jednak na horyzoncie pojawia się młodszy brat Tomka - Marcel. Pewny siebie, przystojny, taki typowo "niegrzeczny"chłopak. Czarna owca w swojej idealnej rodzinie. I to właśnie on postanawia dać Dominice to czego jej brakuje, to właśnie on ma zamiar uleczyć jej zranioną duszę... Czy to w ogóle możliwe, aby taki (na pierwszy rzut oka) płytki chłopak, chciał być z kimś takim jak ona? Aby ją zrozumiał? Aby ją zaakceptował taką jaka jest?

Od razu przejdę do mojego zdania. Ogólnie książka na plus, tematyka pomysłowa, ciekawa, wątki poboczne jakoś się zgrywają w sensowną całość, chociaż niektóre są jakieś takie doczepiane jakby na siłę... Ogólnie jest kilka rzeczy, które raziły mnie podczas czytania. Przede wszystkim najbardziej istotne to to dlaczego Marcel został wykreowany na takiego płytkiego, trochę przygłupiego, mającego wszystko gdzieś chłopaka? Przystojniak, któremu w głowie tylko imprezy, seks i chlanie nagle jak za sprawą czarodziejskiej różdżki odmienia się i zakochuje się po uszy w dziewczynie, którą pewnie do niedawna by wyśmiał? Nie podoba mi się to wcale. Mógł zostać przedstawiony zupełnie inaczej, mógł nadal być tym Marcelem, ale nie takim głupim, nie takim wulgarnym... Jego zachowanie, a przede wszystkim jego teksty i przemyślenia szczególnie mnie irytowały... I tutaj nagle takie połączenie z opiekuńczym, czułym, kochanym chłopakiem, który jest mądrzejszy niż wygląda i niż to po sobie pokazuje... Kolejna sprawa, która średnio mi tutaj pasowała to te przeskoki w tekście. Jeden rozdział to było "Przedtem" kolejny to "Teraz" potem znowu "Przedtem" dalej "Teraz", następnie "Teraz", znowu "Teraz", żeby zaraz znów było "Przedtem". I o ile zrozumiem to, że autorka dzięki temu wytłumaczyła wiele rzeczy, przybliżyła nam kilka spraw i potrzymała nieco w niepewności to tutaj jeszcze było skakanie z narracją. Raz czytaliśmy o przemyśleniach Dominiki, a raz o przemyśleniach Marcela. Wiem, że to teraz takie modne i często stosowane i ja nie mam nic przeciwko, tutaj jednak wydaje mi się to trochę "na siłę"...

Ponarzekałam, ale mimo tych niedociągnięć, albo może po prostu drobnostek, które mi osobiście się nie podobały to i tak jestem mile zaskoczona ponieważ czytało mi się tę książkę dobrze, w miarę szybko, z zainteresowaniem jak się rozwinie akcja. Było kilka momentów, których się nie spodziewałam, co jest zdecydowanie plusem. A z zakończenia wynika, że będzie dalsza część i wiecie co? Po nią też chwycę, tak po prostu z ciekawości :) Nie chciałabym pisać Wam samych "ochów" i "achów" na temat jakieś książki jeśli moim zdaniem wygląda to nieco inaczej. Pomimo tego co pisałam wyżej polecam ponieważ, to że mi osobiście się coś nie podoba nie oznacza, że Wszystkim innym ludziom się nie spodoba. Warto przekonać się samemu :)


11 września 2017

Wakacje u dziadków


MAGDALENA ZARĘBSKA

wydawnictwo: Bis
ilość stron: 144
format: 15,5x19 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu polecałam Wam fajne opowiadanie dla dzieciaków. Była to książka Borys i Zajączki autorstwa Magdaleny Zarębskiej. Powiem Wam, że do dziś wspominam tą książeczkę z uśmiechem na ustach i niekiedy wracam do niej, gdy moja młodsza córka prosi, bym poczytała jej coś przed snem. Dlaczego? Bo to naprawdę urocza lektura. Beztroska, zabawna, ciepła. Czytam ją zawsze z ogromną przyjemnością. Według mnie jest po prostu świetna! Ale nie o niej dziś chciałam Wam pisać. Tym razem zaprezentuję Wam książeczkę, którą jakiś czas temu dostrzegłam na stronie wydawnictwa BIS. Ta sama autorka, ta sama ilustratorka, podobne wydanie... Musiałam ją mieć!

I tak do naszego domu trafiła książeczka zatytułowana Wakacje u dziadków. Nie jest to w żadnym wypadku kontynuacja wspomnianego przed chwilką opowiadania. Nie jest ona także w żaden sposób z nią powiązana. Ale gdy na nią spojrzałam, od razu skojarzyła mi się ona właśnie z tamtym wydaniem i czułam, że ta będzie równie fajna. Magdalena Zarębska pisze w taki ciepły i sympatyczny sposób. Jej historie są takie prawdziwe, rodzinne i niekiedy naprawdę bardzo zabawne. Lubię jej pióro, poczucie humoru i pomysłowość. Nic zatem dziwnego, że po przeczytaniu tej oto książeczki byłam równie szczęśliwa co poprzednio i lektura ta od razu znalazła swoje miejsce na półeczce moich brzdąców. Nie mogło być inaczej!

Bohaterami tych historii są trojaczki. Laura, Tymek i Amelia. Dzieciaczki, które tego lata są zmuszone spędzić wakacje bez rodziców. Tak się złożyło, że mama i tata rodzeństwa musieli spędzić wakacje w pracy. Więc, żeby ich pociechy nie nudziły się całymi dniami i nie pozostawały na długie godziny bez opieki - postanowili wysłać ich na ten czas do dziadków na wieś. Ciekawy pomysł prawda? Na pewno nie jeden brzdąc oddałby wszystko, by znaleźć się na ich miejscu. I choć nasza trójeczka bardzo obawiała się rozstania z kochanymi rodzicami - wiedziała, że z babcią i dziadkiem na pewno nie będą się nudzić. I powiem Wam, że nie mylili się ani odrobinkę. 

Ta książka opowiada właśnie o tym, jak Laura Tymek i Amelka bawili się podczas wakacji u dziadków. Co ciekawego przeżyli, co zobaczyli, w jakich sytuacjach uczestniczyli. Wieś to miejsce, w którym z całą pewnością nie można narzekać na nudę. Stale coś się tu dzieje, stale coś nowego można zobaczyć, coś nietypowego przeżyć. Bo choć dla tych, którzy nie bywają w mieście pewne rzeczy są normą. dla tej trójeczki brzdąców, typowych mieszczuchów, każda, nawet najprostsza czynność jest nie lada przygodą. Bo czy w mieście mamy okazje zobaczyć maleńkie kurczaczki? Lub... zaraz zaraz! Nic więcej nie powiem! Przecież Wy z pewnością sięgniecie po tę lekturę! Nie zamierzam Wam zatem psuć przyjemności z poznawania przygód trojaczków samodzielnie. Jestem przekonana, że Wam przypadną do gustu :)

Ja jak zwykle nie zawiodłam się na twórczości Magdaleny Zarębskiej. Jej historie są zawsze ciekawe, wesołe i takie ciepłe. Uwielbiam do nich wracać i przyznam się Wam szczerze, że jak dotąd ani odrobinkę mi się nie znudziły. Podoba mi się bardzo to, że rozdziały są króciutkie, bo wiem, że mój mały urwis spokojnie wysłucha całą historię, którą w danym momencie zamierzam jej przeczytać. Fajne jest tu także to, że czcionka w książce jest naprawdę duża, więc gdy Wasz maluch już zaczyna samodzielne czytanie, spokojnie może sięgnąć po tą pozycję. Kolejną zaletą jest na pewno śliczna szata graficzna. Ilustracje Anety Krella-Moch zdobią cały tekst i sprawiają, że czytanie tej książki jest jeszcze przyjemniejsze. Poza tym, podobni jak w Borysie i Zajączkach - lektura ta jest niewielka. Zatem możemy zabrać ją ze sobą dosłownie wszędzie.

Tak więc cóż ja jeszcze mogę Wam napisać? Ta książeczka jest po prostu śliczna i ciekawa. Nie muszę jej zachwalać dalej, bo jestem przekonana, że jeśli tylko raz po nią sięgniecie - będziecie wiedzieli o czym piszę. Tej trójeczki małych bohaterów po prostu nie da się nie lubić. A opowiadania, które przeczytacie w tej lekturze na pewno na długo utkną w Waszej pamięci. Ja kocham właśnie tego typu historie. Proste, opisujące zwykłe, codzienne życie. Czasem zabawne, niekiedy smutne. Ale prawdziwe. Takie jakie jest w rzeczywistości. Podoba mi się również to, że bohaterami tych opowiadań są maluchy. Natalka uwielbia opowiadania, w których bohaterami są jej rówieśnicy. Czego zatem chcieć więcej? Przecież tu zupełnie nie ma do czego się przyczepić! Pozostaje mi zatem napisać tylko jedno słowo. Polecam!


8 września 2017

Rysuję krok po kroku - Postacie/Zwierzęta


wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 96
format: 21,5x25 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ i TUTAJ

W naszym domu przybory do rysowania i malowania zawsze były najlepszymi przyjaciółmi moich dziewczyn. Odkąd pamiętam zawsze któraś z nich coś tworzyła, a kartki papieru kończyły się tak szybko, że nie nadążałam kupować nowych. Do tej pory w szafie mam cała masę dzieł moich dzieci, z których jestem niezmiernie dumna. Wiem, że takie maluchy mają nieograniczoną wręcz wyobraźnie i tak naprawdę nauka rysunku wcale nie jest im potrzebna. Wystarczy odrobinkę ruszyć głową i już na kartce galopuje jakiś konik lub rośnie przepiękny kwiatuszek. I choć nie zawsze to "coś" co się na tej kartce znajdzie nie do końca przypomina oryginał - i tak jest doskonałe. Bo każde dziecko, bez wyjątku jest bardzo zdolne. Trzeba tylko dać mu odrobinkę swobody i na pewno stworzy coś niesamowitego.

Ale czy wiecie jak rewelacyjnie można bawić się w rysowanie czegokolwiek według instrukcji? Takich wskazówek mówiących jak należy poprowadzić ołówek lub kredkę, by dzieło, które powstanie wyglądało dokładnie tak, jak zaplanował to wcześniej jego autor? Jako dziecko często bawiłam się w taki sposób z koleżankami. Tylko, że wtedy to jedna z nas coś wymyślała, a reszta miała za zadanie to powtórzyć krok po kroku. Teraz nie musimy już tak się pocić. Ani szukać nikogo zdolniejszego od nas. Wystarczy, że sięgniemy po fajną pomoc, czyli odpowiednio do tego przygotowane książki. I nasze rysunkowe szaleństwo z pewnością nabierze rumieńców. 

Dziś właśnie mam przyjemność dwie takie publikacje Wam zaprezentować. Jedna z nich uczy jak narysować różnego rodzaju postacie. Druga skupia się na przeróżnych zwierzątkach. I choć ich tematyka jest nieco odmienna - obie mają jeden cel. Uczyć i bawić jednocześnie. Bo rysowanie to czynność, którą możemy traktować w bardzo różny sposób. To sposób na ćwiczenie niezgrabnej jeszcze rączki małego dziecka, na ćwiczenie spostrzegawczości i koordynacji wzrokowo-ruchowej. A tego typu rysowanie pomaga także maluchowi zwrócić uwagę na pewne detale. Wskazuje drogę jak stworzyć konkretny obraz tego, co widzimy. Bo czasem maluch wie, że gdzieś coś powinien dorysować, ale nie do końca wie jak i gdzie. A takie rysowanie krok po kroku na pewno mu to ułatwi.

Tak więc jak już wiecie - te książki to nic innego jak instrukcje jak narysować konkretną postać lub zwierzątko.  Na dwóch sąsiadujących ze sobą stronach znajdziemy zatem wskazówki w kilku punktach jak stworzyć dane dzieło oraz wystarczającą ilość miejsca, by maluch potrenował takie rysowanie. To z pewnością spora zaleta tej publikacji, bo mając ją gdzieś w zasięgu ręki, nie musimy dodatkowo rozglądać się za kartkami papieru, by zająć czymś naszego brzdąca. Wystarczy ołówek lub cokolwiek innego do rysowania i już mamy zabawę! Super prawda?

Na pewno kolejnym plusem tej serii jest fakt, że pomysłów do rysowania jest tu całkiem sporo. Nie liczyłam ich co prawda, ale myślę, że może ich być ponad 40. Podoba mi się również to, że pomysły te są naprawdę fajnie dobrane. Nie ma tu podziału na typowo chłopięce rysunki lub typowo dziewczęce. Tak naprawdę wszystkie są dość mocno przemieszane, więc każdy brzdąc znajdzie w nich coś dla siebie. W postaciach znajdziemy bowiem wróżkę, syrenkę, elfa, superbohatera, wikinga, pannę młodą, króla i królową i wiele wiele więcej. Wśród zwierzątek zobaczymy natomiast motylka, kraba, pasikonika, ślimaka, lisa, wilka, lamparta, papugę, żyrafę, wieloryba, meduzę itp. Tylko wybierać! A potem działać ;)

Następną zaletą tych książek jest sposób ich wydania. Mam na myśli rodzaj użytego papieru, szatę graficzną itp. Tutaj także widzę same plusy. Przede wszystkim papier wewnątrz tych lektur jest wystarczająco gruby, by dzieła naszych maluchów nie były widoczne także na kolejnych stronach. Zawsze zwracam na to uwagę, bo kupując książeczki dla Alicji, gdy była jeszcze mała były wykonane bardzo różnie i niestety niekiedy byłam bardzo zawiedziona. Tutaj na szczęście mi to nie grozi. Widzę, że ta książeczka wytrzyma twórcze szaleństwo mojej córki. Fajne jest również to, że książka ta choć jest kolorowa, to nie jest przesadnie pstrokata. Zbędny nadmiar barw nie odwraca uwagi dziecka i pozwala kupić mu się tym konkretnym zadaniu. Ale z drugiej strony - książeczka nie jest czarno biała i nieciekawa. Dzieciaki lubią kolory i na pewno z takiej instrukcji znacznie chętniej skorzystają niż z takiej smutnej i bezbarwnej. Jestem tego pewna.

Ogólnie seria Rysuję krok po kroku jest super. Bardzo podoba mi się jej wykonanie i pomysłowość. Natalka nie jest wielką miłośniczką prac plastycznych, ale na pewno bardzo lubi tego typu rysowanie. Miałyśmy już kiedyś okazję pobawić się w taki sposób i widziałam, że sprawia to mojej czterolatce sporo radości. Tak więc tylko patrzeć, jak mała sięgnie i po te książeczki. Jak w naszym domowym archiwum pojawią się nowe, wspaniałe dzieła. I jak moje córka nauczy się rysować kolejne cudowne rzeczy. Ta lektura na pewno rozbudzi w niej wyobraźnię. Na pewno zmobilizuje ją do pracy i sprawi, że ta czynność kojarzyć jej się będzie z fantastyczną zabawą. A przecież własnie o to chodzi prawda? Czego zatem chcieć więcej? Polecam te lektury każdemu małemu artyście. Na pewno się nie zawiedzie :)

7 września 2017

Księżyc nad przylądkiem


COLLEEN COBLE

wydawnictwo: Dreams
ilość stron: 400
format: 14x20,5 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ

Jak to jest, że zazwyczaj za zaplanowanym wcześniej morderstwem stoi nie tylko bezwzględny, ale również bardzo chciwy człowiek? Że gdy dzieją się rzeczy niewyjaśnione, giną ludzie, a niewinnym, niczego nieświadomym osobom grozi niebezpieczeństwo, to zazwyczaj za tym stoi ogromny majątek? Czy właśnie tacy jesteśmy? Chciwi, nieustępliwi, zazdrości, zawistni? Czy powiedzenie, że "pieniądze szczęścia nie dają" to tylko czcze gadanie? Czy każdy marzy wyłącznie o wygodzie i opływaniu w luksusach? A co z takimi wartościami jak miłość, przyjaźń, lojalność, prawda... Co z szacunkiem do drugiego człowieka? No cóż, wiem, że nie każdy jest zły. I nie wszystkim mamona tak mocno uderza do głowy. Ale z pewnością na świecie znalazłby się nie jeden taki człowiek, który za dostatnie i beztroskie życie zrobiłby wszystko. I właśnie i takie postacie znajdziemy wśród bohaterów tej powieści.

Seria Nad zatoką to cykl kryminałów. Miałam okazję polecić Wam już jedną z nich. Tamta nosiła tytuł Hotel nad oceanem i pamiętam, że wywarła na mnie ogromne wrażenie. Ja ogólnie nie jestem miłośniczką takiej tematyki. Najbardziej na świecie lubię powieści lekkie, łatwe i przyjemne, z dużą dawką poczucia humoru i subtelnym wątkiem miłosnym. Ale te powieści mają w sobie coś takiego, że nie potrafię się od nich oderwać. Na pewno podoba mi się w nich to, że nasi bohaterowie nie tylko starają się rozwikłać jakąś zagadkę, która akurat w tym momencie nico skomplikowała ich życie. Ale również, jak się potem okazuje - jej korzenie sięgają daleko wstecz. Nawiązują do przeszłości ich i ich rodziny. A ja bardzo lubię takie grzebanie w przeszłości. Tajemnice rodzinne, skomplikowane losy ludzkie. Podoba mi się to. I właśnie w tych książkach coś takiego znajduję.

Tym razem poznamy zatem Mallory w bardzo trudnym momencie jej życia. Kobieta właśnie odebrała telefon od umierającego ojca, który ostatkiem sił pragnął przekazać jej wiadomość. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mężczyzna cieszył się świetnym zdrowiem i nic nie wskazywało na to, że miałby umrzeć. Poza tym jego słowa zupełnie nie pasowały do zaistniałej sytuacji. Powiedział on bowiem, że córka ma odszukać swoją matkę. Problem w tym, że ta umarła 15 lat temu w wypadku. A nasza główna bohaterka od tamtej pory nigdy już nie wróciła w swoje rodzinne strony. Wyjechała, założyła rodzinę, a przeszłość zostawiła za sobą. Teraz jednak wszystko znów do niej wróciło. W tej jednej chwili jej uporządkowany jakby się wydawało świat wywrócił się do góry nogami. Mellory musiała wrócić do rodzinnego domu i stawić czoła duchom przeszłości. A sytuacja na pewno nie ułatwiała jej tego zadania. Okazało się bowiem, że śmierć jej ojca to nie przypadek. Poza tym ktoś czyha również na jej życie. A gdy dodamy do tego jeszcze prześladowanie, podpalenie, strzelaninę - wyjdzie nam całkiem nie zły kryminał, co? Oj, bo w tej książce naprawdę sporo się dzieje. Nuda nam nie grozi z całą pewnością.

Bardzo podoba mi się styl pisania Collen Colbe. Z całą pewnością jest to autorka mająca bardzo lekkie pióro. Podoba mi się jak potrafi snuć swoje opowieści w taki beztroski sposób, choć tak naprawdę historie przez nie opisywane wcale do bardzo lekkich nie należą. Jest tu sporo niebezpieczeństw, mrożących krew w żyłach sytuacji. Ale podczas lektury, wcale nie jeży nam się włos na rękach i nie obgryzamy paznokci, gdy naszej bohaterce grozi niebezpieczeństwo. Dlaczego? Bo wszystko to opisane jest w bardzo łagodny i jednocześnie interesujący sposób. Jesteśmy bardziej ciekawi tego co wydarzy się dalej, niż wystraszeni. Podoba mi się to. Zauważyłam już to podczas czytania pierwszej części z tej serii i byłam zachwycona. Teraz było dokładnie tak samo co niezmiernie mnie cieszy. Takie kryminały to ja mogę czytać nawet codziennie! Jestem zadowolona również z tego, że akcja historii usytuowana jest w miejscu, które już dobrze znamy z Hotelu nad oceanem. Co więcej, pojawiają się tu także postacie z poprzedniej części dzięki czemu możemy dowiedzieć się co u nich słychać. Bo wydarzenia opisane w tej książce miały miejsce nieco później. Super prawda? Mnie się ten pomysł bardzo spodobał. No i trzecia zaleta, o której koniecznie muszę tu wspomnieć to fakt, że książka ta to nie tylko ciekawa sensacja. To nie tylko grzebanie w przeszłości i odkrywanie tajemnic. To także napisany z wyczuciem i smakiem romans, który sprawia, że jeszcze goręcej kibicujemy głównym bohaterom i pragniemy by wszystko dobre się skończyło.

Podsumowując, jeśli nie lubicie się bać, ale oczekujecie od książki lekkiego dreszczyku emocji na plecach. Jeśli lubicie książki ciekawe, wciągające i romantyczne. Jeśli lubicie historie, w których bohaterowie odkrywają tajemnice z przeszłości - to ta powieść na pewno bardzo Wam się spodoba. Seria Nad zatoką to połączenie tych wszystkich elementów. Uwielbiam ją i z czystym sumieniem - polecam!!!

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)