12 grudnia 2016

Fiszki podróżnicze do nauki języka angielskiego


BEATA PAWLIKOWSKA 

wydawnictwo: Edipress
format pudełka: 17,5x8,5x5,5 cm
format fiszki: 7x5 cm
ilość fiszek: 600 szt
rok wydania: 2016
dostępne: tutaj


Dopiero co pisałam Wam o bardzo fajnym kursie języka angielskiego autorstwa Beaty Pawlikowskiej, a już znów sięgnęłam po podobną publikację. Tym jednak razem nie będzie to książka lecz fiszki. Inny rodzaj pomocy naukowej, która ma na celu tylko jedno. Pomóc nam w opanowaniu obcego języka na tyle, byśmy spokojnie i bez najmniejszego kłopotu mogli porozumiewać się za jego pomocą z innymi. Pomysł rewelacyjny, tylko czy to rzeczywiście jest takie proste? Wkrótce się dowiem :)

Jeśli czytacie nas regularnie wiecie, że Praktyczny kurs języka angielskiego bardzo mi się podobał. Wypisałam w nim tyle zalet, że chyba już nic ani nikt nie zdoła go przebić. Ale prawdą jest, że jest świetny i z przyjemnością z niego korzystam. Po co zatem wzięłam się jeszcze za fiszki? Ot, z ciekawości. Może jest w nich coś więcej niż w książce? A może nauka z nimi będzie dla mnie przyjemniejsza? Czas to sprawdzić!

Może zacznę od tego, że pudełko z fiszkami jest niewielkie, solidne i ciężkie. Wszystkie te trzy cechy to oczywiście zaleta tej publikacji. Niewielkie gabaryt świadczy o tym, że możemy zabrać je ze sobą gdzie chcemy, wytrzymałość opakowania jest istotna skoro zamierzamy uczyć się zawsze i wszędzie. A duża waga oznacza, że tych fiszek jest w środku całkiem sporo i z pewnością nie będziemy się z nimi nudzić. A jest ich rzeczywiście cała masa, bo aż 600! Taka ilość niewielkich karteczek, na których znajdziemy krótkie zdania do zapamiętania może przyprawić o zawrót głowy, prawda? Według mnie super. Im więcej tym lepiej.

Fiszki same w sobie są malutkie i poręczne. Wykonane są ze zwykłego, ciut grubszego papieru. Nie ma tu żadnej laminaty, ani nic takiego, więc musimy uważać, by nigdzie ich nie zamoczyć lub nie pogiąć. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że są one strasznie krzywe. Nie przeszkadza to co prawda w korzystaniu z nich i tak naprawdę na pierwszy rzut oka wcale tego nie widać. Ale gdy skanowałam poszczególne kartoniki, by Wam je tu pokazać byłam w szoku. Zupełnie jakby nie były wycinane maszynowo tylko nożyczkami ;) Ale jak już wspomniałam, w nauce to nic a nic nie przeszkadza. Zresztą, żeby to dostrzec, trzeba się przyjrzeć, więc potraktujcie to bardziej jako ciekawostkę ;)

Wróćmy zatem do treści umieszczonej na fiszkach. Wszystkie zdania do opanowania przez nas podzielone są na różne kategorie. Mamy tu na przykład: "w górach", "w hotelu", "na plaży", "w kawiarni", "w Azji", "Ameryka Środkowa i Południowa", "Safari w Afryce" itp. Nie wiem ile tych kategorii jest, nie liczyłam ich dokładnie. Ale na pewno ułatwiają one odnalezienie przez nas tego co w danym momencie jest na potrzebne i właśnie wyleciało nam z głowy. Pomysł fajny, ciekawy i na pewno przydatny. Jak dla mnie super.

Sięgając po tą publikację zastanawiałam się, czy warto. Mam już przecież grubaśny kurs języka angielskiego tej samej autorki, w której jest cała masa słówek. Po co mi zatem kolejne? Na pewno wszystko będzie się pokrywać i nie będzie sensu trzymać w domu dwóch wydań dokładnie tego samego. Ale na szczęśćie bardzo, ale to bardzo się myliłam. Praktyczny kurs języka angielskiego, o którym wspominałam wcześniej to książka z rozmówkami takimi codziennymi. Z pogaduchami. Jest tam niewiele takich wyrażeń, które może przydać się typowemu turyście podczas wyprawy w nieznane. Natomiast fiszki, które teraz Wam polecam skupiają się głownie właśnie na tym. Na rozmowach typowo podróżniczych dotyczących pobytu, drogi do celu, zabytków, atrakcji czy tubylców. Rewelacja!

Nauka języka angielskiego zawsze wydawała mi się czymś niedoścignionym. Wydawało mi się, że już jest dla mnie za późno. W szkole łatwiej jest się uczyć, bo tam jest ktoś kto nas kontroluje, motywuje do działania, zachęca. Jest ktoś, kto nam tłumaczy, pokazuje drogę. Ucząc się samodzielnie musimy nauczyć się także samodyscypliny i systematyczności. Ale powiem Wam, ze to wcale nie jest takie trudne. Fakt, uczę się dopiero od niedawna i trudno powiedzieć kiedy mi się znudzi. Jednak na dzień dzisiejszy muszę Wam powiedzieć, że jest dobrze. Spędzam w ten sposób około 10 minut dziennie, nie zmuszam się do tego w żaden sposób. A każde nowe zapamiętane przeze mnie wyrażenie to ogromna satysfakcja :) Tak więc - polecam. Myślę, że warto :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)