1 marca 2016

Matylda


ROALD DAHL

wydawnictwo: Znak
ilość stron: 320
format: 12,5x17,5 cm
rok wydania: 2016
cena: 32,90 zł

Moja Ala czyta coraz więcej książek. Naprawdę widzę, że bardzo się stara. Nie ma dnia, w którym nie przeczytałaby choć jednego rozdziału w książce. Choć jednego opowiadania, bądź kilku krótkich wierszyków. A niekiedy, gdy zaglądam do jej pokoju widzę jak siedzi z nosem w różnych lekturach naukowych. Uwielbia czytać o zwierzętach i ciekawych miejscach na świecie. Ostatnio sporo też czyta na temat hodowli rybek akwariowych. Bo dwie złote rybki, które trafiły do naszego domu stały się jej ulubienicami. Ale najbardziej chyba na świecie moje dziecko lubi śledzić losy ciekawych bohaterów. Mamy już za sobą kilka grubszych książek i widzę, że czytanie takich lektur sprawia mojemu dziecku dużo radości. Bardzo się cieszę, że Ala nie zwraca uwagi na ilość przeczytanych książek, tylko na ich jakość. I lubi to robić, a to najważniejsze :)

Tak więc choć nasze półki uginają się już pod ciężarem różnorodnych lektur dla dzieci i młodzieży - wciąż nam mało. W końcu nigdy nie wiadomo pod jakim tytułem kryje się powieść, która podbije serduszko mojego dziecka i sprawi, że mała nie będzie mogła się od niej oderwać. Musze zatem stale kontrolować rynek literatury dziecięcej, żeby nic ciekawego mi nie umknęło. A to, że uwielbiam czytać wszystko co mi się nawinie pod rękę, to już zupełnie inna sprawa. Oficjalna wersja jest taka, że wszystko to robię dla moich dziewczynek. Poświęcam się la nich niesamowicie i... tego się trzymajmy ;)

Tak więc tym razem, z myślą oczywiście o mojej Alicji - sięgnęłam po książkę o bardzo miłej, sympatycznej i bystrej dziewczynce. Ma ona na imię Matylda i jak sie potem okazało, była ona dziewczynką bardzo wyjątkową. Bowiem ta niepozorna itotka była istnym geniuszem! I gdyby tylko jej wiecznie zajęci własnymi sprawami rodzice zrócili na nia uwagę wiedzieliby, że Matylda juz jako bardzo małe dziecko nauczyła się czytać, pisać oraz świetnie liczyć. Niestety dziewczynka dorastała w dziwnym domu. Wsród ludzi, którzy nie mieli dla niej ani odrobinki czasu. Ojciec zajmował się sprzedażą uzywanych aut i o swojej córce miał bardzo złe zdanie. Uważał, że Matylda - skoro jest dziewczynką - musi być bardzo głupia i krnąbrna. Że ma z nia tylko same kłopoty i jego największym marzeniem jest, by córka schodziła mu z drogi i nie rzeszkadzała. 

Matka dziewczynki to z kolei bardzo rózna i zarozumiała kobieta. Swój wolny czas poświęcała głównie na grę w bongo. Nie lubiła siedzieć w domu, sprzątać, prać prasowac czy gotować. Dla niej najważniejsza była zabawa. Kto by sie tam przejmował małym dzieckiem. Przecież jakos tam sobie poradzi. Matylda miała jeszcze starszgo brata. Strasznego uriwsa i... okropnego głuptasa. Chłopiec podobnie jak jego rodzice uwazali Matyldę jako głupią i nic nie znaczącą istotę. Tak naprawdę to albo jej wcale nie zauważał, albo jej dokuczał. Aż trudno w to uwierzyć, ze ta mała dziewczynka, choć wychowaująca się w tak obcym, nieprzyjemnym i zimnym środowisku wyrosła na bardzo grzeczną i poukładana młodą damę. Ale to wszystko zasługa jej samej, oraz książek, których potrafiła czytać tony. Gdy tylko zorientowała się, że całkiem niedaleko jest miejscka biblioteka i można w niej znaleźć cała masę przeróznych lektur - była tam stałym bywalcem. I zanim poszła do szkoły podstawowej przeczytała już z niej wszystkie ksiązki dziecięce i sporą częśc tych dla dorosłych. 

I tak pewnego razu ta mała i bardzo mądra dziewczynka trafiła wreszcie do szkoły. Pisząc "wreszcie" mam na mysli fakt, że Matylda spokojnie mogłaby pójśc do szkoły wcześniej, ale jej wiecznie zajęci rodzice zupełnie o tym zapomnieli. Ale na szczęście Matylda rozpoczeła w końcu edukację. Czy wtedy wszystko nagle zrobio się lepsze i przyjemniejsze? Po części tak, bo ta mała dziewczynka miała wspaniałą wychowawczynię, któa od razu zorientowała się, że ma do czynienia z małym geniuszem i starała się rozwijac w niej wszystkie te zdolności jak tylko potrafiła. Gorzej jednak, że wychowawczynia szkoły była zła i bardzo okrutna kobieta, której najwiekszą przyjemności,a było znęcanie sie nad swoimi uczniami. Ale spokojnie, ta książka to nie żaden dramat. Ani thiller psychologiczny. To wbrew pozorom bardzo zabawna i ciekawa opowieść dla maluchów. Ponieważ nasza głowna bohaterka nie była tylko mała bezbronna istotką, z którą każdy mógł robic co zechciał. Dziewczynka wktrótece zorientowała się, że ma nad tymi swoimi oprawcami znaczna przewagę intelektualną i postanowiła karać nierzecznych dorołsych za ich złe zachowanie. Ale jak to sie odbuywało i co wydarzyło sie dalej - przeczytacie już sobie sami. 

Powiem szcerze, że gdy zaczełam czytać tą książkę byłam bardzo na "nie". Nerwy mi puszczały, gdy patrzyłam na to, jak źli, bezduszni i zapatrzeni w siebie dorośli traktują tą małą, bezbronną dziewczynkę. Ja jestem okropnie uczulona na takie zachowanie i gdyby ktoś taki trafił w moje ręce to... nie ręczę za siebie! I choć wiedziałam, że to tylko książka, zmyślona historyjka - okropnie mnie to irytowało. Ale gdy role po mału zaczęły się odwracać i nasza mała bohaterka postanowiła odgryźć się za upokorzenia, jakie znosiła - cała hoistoria od razu nabrała rumieńców. Czytałam tą książkę z uśmiechem na twarzy i byłam strasznie ciekawa co też wydarzy się w kolejnych rozdziałach. Tym bardziej, że autor tej powieści bardzo przejaskrawił wszystkie te postacie i ich zachowania. Gdy ktoś był zły, to już tak bezwzględnie. Gdy dobry - to był to istny anioł. Nie kochani, w tej powieści nie ma szarości. Wszystko jest albo czarne, albo białe. Wyolbrzymione, karykaturalne i ukazane w krzywym zwierciadle. I trzeba przyznać, że to chyba największa zaleta tej książki. Jestem pewna, że podczas czytania usmiech nie będzie Wam schodził z ust :)

Tak wiec do biblioteczki mojego dziecka dołączyła kolejna ciakawa lektura. Historia małej Matyldy, która postanowiła nie dać się upokarzać i gnębić dorosłym, i dać im wszystkim nauczkę za to okropne zachowanie. A jej pomysłowość w tym temacie jest po prostu nieograniczona. Najchetniej przytoczyłabym Wam tu kilka przykładów, ale z drugiej strony, pozbawiłabym Was przyjemności z poznania tych wszystkich przygód osobiście. Powiem jedynie tyle, że ja w życiu nie wpadłabym na to, by zrobić komus taki numer. Psociło sie kiedyś w różny sposób, ale Matylda jest w tym przypadku chyba mistrzynią! Oby tylko moim dziewczynom nie przyszło do głowy brać z niej przykład! Choć na szczęście moje córki nie muszą się na mnie mścić. A po tej lekturze bałabym sie chyba nawet im zajść za pzurki ;) Tak więc polecam i życzę miłej lektury :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)