15 marca 2018

Słoń Eriki


SYLVIA BISHOP

wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 176
format: 13x20 cm
rok wydania: 2018
dostępna: TUTAJ

U nas ostatnio bardzo chorobowo. Alicja od listopada stale pociąga nosem, walczy z napadami kaszlu i niekiedy gorączkuje. Natalka rzadziej, ale też stara się dotrzymywać kroku siostrze. A na koniec jeszcze i mnie dopadają jakieś wstrętne wirusy, które za nic w świecie nie chcą się odczepić. Nienawidzę chorować. Gdy tylko zaczyna mnie łamać w kościach, natychmiast robię się nerwowa i niezadowolona. I w zasadzie, gdy tylko dopadnie mnie to nieszczęście tylko jedna rzecz sprawia mi przyjemność. Książki. Fakt, nie czytam ich wtedy zbyt wiele, bo ból głowy skutecznie to utrudnia, ale gdy tylko czuję się trochę lepiej lubię zaszyć się w jakimś cichym kąciku i odprężyć przy fajnej lekturze. 

Jedną z takich książek, która umiliła mi chorowite wieczory był właśnie Słoń Eriki. Wiem, wiem. Trochę już jestem duża na takie opowiadania, ale jak czytacie naszego bloga od dawna, to wiecie, że ja czasem tak lubię sięgnąć po coś dla dzieciaków. I wcale nie czuję się przez to mniej dorosła. Przynajmniej wiem wtedy co podsunąć mojej córce do poczytania. Co polecić, a co odradzić. Wskazać na co powinna zwrócić uwagę, który autor pisze ciekawie i ogólnie mam pewne rozeznanie w tematyce literatury dziecięcej. Co prawda nasze gusta są nieco odmienne i nie wszystko to, co dla mnie jest super jej także się podoba. Ale to nie szkodzi. Czytam książki o bardzo różnej tematyce i mimo wszystko zawsze coś tam dla niej znajdę. Tak więc tym razem chwyciłam o Słonia Eriki. 

 Jest to opowiadanie o bardzo samodzielnej i dzielnej dziewczynce, która od pewnego czasu mieszka zupełnie sama. Jej jedyny krewny, wuj Jeff, zapalony ornitolog wyjechał dwa lata temu by zapolować na ptaka zwanego dziwonog czubaty. Zostawił jedynie dziewczynce pieniądze w kopercie, które miały jej starczyć do jego powrotu. I tak minęło już tyle czasu, a wuja jak nie było tak nie ma. Na szczęście Erikę wcale to nie zraża. Nasza mała bohaterka świetnie potrafi o siebie zadbać i wierzy, że wszystko się jakoś ułoży. Nie spodziewała się jedynie, że w dniu jej 10 urodzin czekać ją będzie taka niespodzianka!

Bo to właśnie tego dnia Erika znalazła na ganku swojego domku nad morzem - słonia! Tak kochani, najprawdziwszego, olbrzymiego słonia. Podejrzewam, że byłą nie mniej zaskoczona co Wy teraz. I chyba trochę zadowolona, choć jak na prawdziwie rozsądną osóbkę przystało od razu zaczęła główkować jak takiego  olbrzyma utrzymać skoro pieniądze w kopercie już się kurczyły. Na szczęście Erika jest nie tylko mądra, ale również bardzo pomysłowa. Jak myślicie, co wymyśliła? Jak udało jej się wybrnąć z tej sytuacji? I co się dalej stało z tą parką nietypowych przyjaciół? Jak myślicie? Ode mnie na pewno więcej się nie dowiecie. Ale wystarczy sięgnąć po tę książkę i wszystko stanie się jasne :)

Opowiadanie o Erice i jej słoniu to bardzo fajna historia. Trochę niebezpieczna, troszkę intrygująca, czasem zabawna. Ale przede wszystkim bardzo ciepła i mądra. Fajnie się ją czyta. Bezstresowo. Naprawdę mi się podoba. Kojarzy mi się z książkami Astrid Lindgren itp. A jak wiemy jej powieści są przez dzieciaki wręcz połykane. Tutaj także historia jest bardzo ciekawa. Nie ma w niej czasu na nudę, stale coś się dzieje. A do tego autorka tak przedstawiła nam przygodę Eriki i jej słonia, że trudno się od niej oderwać. I tak naprawdę sami chcielibyśmy przeżyć to samo co ta urocza dziesięciolatka. 

Podoba mi się także sposób wydania tej lektury. Przede wszystkim jest ona niewielka, leciutka i bardzo poręczna. Poza tym podoba mi się bardzo to, że czcionka w niej jest duża, więc opowiadanie to idealnie nadaje się dla maluchów, które dopiero rozpoczynają przygodę z literaturą. Kolejnym plusem z pewnością jest twarda okładka. To nie jest może tak bardzo istotne, ale powiem Wam szczerze, że ja bardzo się cieszę, gdy książki dla moich dziewczyn taką mają. Znacznie trudniej wtedy o jakiekolwiek zniszczenia itp. Bo choć u nas o książki zawsze bardzo się dba to jednak gdy lektura ma twardą okładkę - znacznie trudniej o ślady używalności. Przy miękkiej różnie to bywa. I na koniec muszę jeszcze wspomnieć o ciekawych i naprawdę  świetnie wykonanych ilustracjach autorstwa Ashley King. Bardzo mi się podobają.Fantastycznie to wygląda :)

Ogólnie książeczka ta wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Gdy tylko ją dostałam, natychmiast miałam ochotę zacząć ją czytać. Lektura ta nastraja pozytywnie, jakaś taka dobra energia z niej bije. Wystarczy na nią zerknąć i już buzia sama się uśmiecha. Słonia Eriki czytałam razem z moimi dziewczynami. I trzeba przyznać, że każda z nas ma dokładnie takie samo zdanie na temat tej lektury. Jest naprawdę fajna. Czyta się ją szybko i z przyjemnością. Dlatego też chętnie ją Wam polecam. Myślę, że Wasze dzieciaki także polubią Erikę oraz jej uroczego towarzysza z tym jego "TRĄB". Lektura ta świetnie nadaje się zarówno dla początkującego czytelnika jak i dla mamy, która chce poczytać coś ciekawego swoim brzdącom na dobranoc. Ogólnie nie będę już dalej Was przekonywać. Napiszę tylko - POLECAM. Sami się przekonajcie jaka jest fajna :)

1 komentarz:

  1. "Słoń Eriki" przypomina mi kreskówkę z lat dziecięcych "Proszę Słonia" i jeszcze jeden film ale nie mogę przypomnieć sobie tytułu.

    OdpowiedzUsuń

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)