25 lutego 2017

W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki


SÉBASTIEN TELLESCHI

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 28
format: 27x37 cm
rok wydania: 2017
dostępna: TUTAJ


Dzisiaj zabiorę Was w podróż do przeszłości. Dalekiej, powiedziałabym nawet, że do bardzo dalekiej przeszłości. Wyruszymy na najprawdziwsze poszukiwania! Wśród morza zwykłych marchewek wraz z królikami znaleźć będziemy musieli tą jedną wyjątkową, świętą, Niebieską Marchewkę. Jesteście zaciekawieni? Już śpieszę opowiedzieć Wam nieco więcej o tej niezwykłej książce :)

Od zarania dziejów plemię królików poszukuje Niebieskiej Marchewki, która zaginęła im na samym początku istnienia ich królikowego świata. Wszystko zaczęło się w prehistorii! Właśnie wtedy wraz z wynalezieniem ognia odkryto także małą marcheweczkę w kolorze niebieskim. Króliki oszalały na jej punkcie, zupełnie jakby zostały zaczarowane. Niestety marchewka ta, nazwana przez nich świętą Niebieską Marchewką zniknęła. Od tamtej pory przez całe wieki aż do teraz króliki jej szukają...

Tak jak wspominałam wszystko zaczyna się w prehistorii i to właśnie tam najpierw się znajdziemy. W króliczej norze, wśród podziemnych korytarzy dzieje się naprawdę mnóstwo rzeczy. Chociaż na powierzchni grasują niebezpieczne prehistoryczne królikozaurusy i królikogrysy to jednak plemię królików żyje sobie bezpiecznie pod ziemią. Jednak po znalezieniu Niebieskiej Marchewki zaczyna panować taki szał, że bardzo szybko gubi się ona w ogromnym bałaganie. Od tamtej pory nikt jej nie widział... 

Poszukiwania trwają, zmieniają się epoki, a króliki nadal wytrwale szukają swojego skarbu. I to my będziemy musieli pomóc im go, a właściwie ją znaleźć. Po prehistorii przeskoczymy do starożytnego Egiptu gdzie stary faraon Królikothep II koronuje właśnie swoją córkę księżniczkę Barbarę Królikozis, następnie przeniesiemy się do antycznego Rzymu, gdzie odbywają się walki króliczych gladiatorów. Kolejna scena to już średniowiecze, króliki właśnie dowiedziały się, że ma na nich najechać obce plemię z północy i budują zamek warowny. Ze średniowiecza przenosimy się na statek piracki, do czasów wielkich odkryć geograficznych. To własnie teraz uczony Galileusz Królikolius odkrywa, że Ziemia nie jest płaska lecz ma formę lekko zaokrąglonej marchewki. 

Po morskich wyprawach czas na dziki zachód. Króliki świetnie bawią się codziennie odgrywając różne ciekawe scenki jak z westernów. Na zmianę udają kowbojów i Zindian. Czasy znowu się zmieniają. Tym razem lądujemy w czasach rewolucji przemysłowej gdzie króliki stworzyły wielką maszynę do przetwarzania marchewek na konserwy. Dalej jest coraz mniej wesoło. Czyżby szykowała się wojna? Króliki wolą być przygotowane na każda ewentualność więc budują ogromną armatę na marchewki. Wydawać by się mogło, że nasi króliczy przyjaciele przeszukali już dosłownie wszystko. A jednak nie. Czas wybrać się na podbój kosmosu! Może tam znajdą planetę pełną niebieskich marchewek?

No i co wy na to? Dzieje się tutaj, oj dzieje, prawda? I własnie o to tutaj chodzi. W tych króliczych norach pełnych przeróżnych mieszkańców, zagraconych i zasypanych marchewkami oraz przeróżnymi sprzętami musimy odszukać jedną malutką, niebieską marcheweczkę. Ukryła się ona na każdej ilustracji. Ale powiem Wam, że znalezienie jej nie jest wcale tak zupełnie, banalnie proste jak mogłoby się wydawać. Ja w kilku miejscach miałam niewielki problem ;)

Powiem Wam, że ja osobiście uwielbiam tę książkę od pierwszego wejrzenia. Zawsze bardzo lubiłam zabawę w odszukiwanie szczegółów i tym samym zaraziłam chyba mojego starszaka. Zawsze zawzięcie, w wielkim skupieniu odszukuje wszystko to co należy w tego typu książkach. Tutaj było oczywiście tak samo.  Wspólnie poczytaliśmy także o tych wszystkich epokach, w których znajdowały się króliki. Każda z nich istniała naprawdę, każda była w miarę podobna do tej opisanej w książce więc jest to naprawdę ciekawy historyczny element, idealny do rozwinięcia rozmowy na ten temat.

Jak widzicie książka ta jest nie tylko ciekawa i zajmująca, ale także pouczająca. Jest to takie połączenie nauki z zabawą, a przecież to dzieciaki lubi, najbardziej :) Treść jest napisana z przymrożeniem oka i oczywiście mali czytelnicy nie mogą brać jej do siebie dosłownie, ale przecież warto poruszyć temat, rozwinąć go nieco bardziej i opowiedzieć dzieciakom, że wszystkie z tych czasów istniały naprawdę...

Ale jak pewnie łatwo się domyśleć nie tylko treść jest tutaj taka ciekawa. W dużej mierze ważną rolę odgrywają tu właśnie ilustracje więc teraz czas, aby pozachwalać wygląd tej książki. Po pierwsze jest ona wielka. Tak, zdecydowanie przewyższa "wzrostem" większość tych książek, które mamy w domu ;) Po drugie ma sztywną okładkę. Po trzecie ma śliskie strony. Po czwarte ma dużą czytelną czcionkę. Po piąte i najważniejsze ma ona wielkie, bardzo szczegółowe, bardzo kolorowe ilustracje. Są świetne, są zabawne, można na nich dostrzec wiele śmiesznych rzeczy. Poszukiwania Niebieskiej Marchewki uważam za udane i polecam je każdemu! Jestem pewna, że książka ta sprawi mnóstwo frajdy zarówno starszym jak i młodszym dzieciom :)



1 komentarz:

  1. Bardzo lubię takie książki, niestety Tosi (poza nielicznymi wyjątkami) tego typu publikacje nigdy nie interesowały.

    OdpowiedzUsuń

Książeczki bezpośrednio na Twojej poczcie :)